Ten wpis dotyczy nas wszystkich, małych glutów. Nieważne, czy masz rok, dwa czy pięć lat – możecie być pewni, że jesteśmy jawnie robieni w balona przez naszych rodziców. I to bez żadnych konsekwencji, co już samo w sobie jest bezczelnością. Więc ja się zbuntowałam, bo bez konsewkencji to można sobie ewentualnie siku robić do pieluchy, pod warunkiem, że nie nosi się jej dłużej, niż 5 godzin i wybrałam 9 największych szachrajstw moich rodziców z minonego roku.

1. Kochanie… proszę cię! Jesteśmy z mamą tacy zmęczeni i bardzo chcielibyśmy też już iść spać.

Aaaaaakurat! Takie kity możecie sobie wciskać roczniakom a nie doświadczonym (prawie) dwuipółlatkom. Bo wyobraźcie sobie, że niby tata taki zmęczony się słania nad moim łóżeczkiem, ziewa, mróży oczy, normalnie zgon na półsiedząco a wystarczy, że wyjdzie z mojego pokoju i od razu jakoś taki bardziej rześki się robi. A to żarcik jakiś do mamy puści a to film odpali a to jedzenie zacznie sobie robić. Skąd to wszystko wiem? Bo czasem lituję się nad nim (i nad sobą, bo ileż można słuchać fałszowania tak prostej melodii jak „aaa, koty dwa”?) i pozwalam mu iść sobie to jego pokoju a później nasłuchuję, co też tam się dzieje. Ostatnią rzeczą, którą słyszę to ziewanie i kładzenie się do łóżka.

2. Spróbuj tego, to jest takie pyszne!

Pffff, jaaasne… Wolę już jeść karmę kota, niż to wasze „pyszne” jedzenie. Skąd właściwie biorą się pomysły naszych rodziców, że coś, co jest pyszne z ich punktu widzenia będzie równie pyszne dla nas? Pomyślmy chwilę, jak bardzo się różnimy: czy rodzice chodzą w pieluchach? Wylewają na siebie picie? Przewracają się w największym błocie? Wkładają sobie różne dziwne rzeczy do buzi? Normalnie można by śmiało powiedzieć, że rodzice są z Merkurego a dzieci z Jowisza. Ale nie, z uporem maniaka będą próbowali nam wmówić, że ten kawał mięsa jest równie pyszny, jak nasza kaszka z bananami.

3. Musisz założyć tą czapkę i rękawiczki, bo jest zimno!

Mhm, dobrze tato, a gdzie jest twoja czapka i rękawiczki? Z taty to taki największy cwaniak na świecie. Nie wiem, jak on to robi, ale zawsze potrafi mnie przekabacić. Jest mi w stanie wtłoczyć w moją maciupcią głowę największą bzdurę na świecie w taki sposób, że z uśmiechem jestem w stanie mu powiedzieć „ok, daddy” tylko po to, by chwilę później zachodzić w głowę, co tu się właśnie wydarzyło i jakim cudem dałam się nabrać na jego piękną gadkę. No ale w sumie, jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to mama z takim wielkim doświadczeniem życiowym również się dała (pardon za słowo) omamić tatowym historiom i maślanym oczom, więc mogę z czystym sumieniem zwalić moją słabość na brak doświadczenia.

4. Ta bajka jest fajna.

Jasne, jeśli się urodziło w poprzednim wieku. Co mnie to interesuje, że rodzice wychowali się na 10 minutowej wieczorynce, po czym musieli iść się myć i spać? Ja chcę obejrzeć 3 różne bajki, w zależności od mojego złożonego, kobiecego nastroju. Nie wciskajcie mi proszę kitu, że nie ma innych bajek, bo to tak, jakby powiedzieć, że macie tylko jeden serial. Spróbuj tato oglądać od ponad roku cały czas jeden sezon „Gry o Tron”. Z drugiej strony zastanawia mnie fakt, jak tata z tym wytrzymuje? On jest chyba jakimś masochistą, lub skrycie podkochuje się w Mamie Śwince, że codziennie odpala akurat Peppę. To nie jest do końca normalne, więc może tato pora na wizytę u lekarza?

5. Kochanie, nie mogę, bo mam dzidzię w brzuchu…

Dobra, pojeździłam po tacie, teraz pora na mamę. Muszę przyznać, że z niej również jest niezła ściemniara. Razem z tatą trzymają fason w tej materyi, nie ma co…

Gdy mamie się czegoś nie chce, wystaczy, że wypowie magiczne zdanie i myśli, że ot tak po prostu będzie mnie miała z głowy. Dlaczego więc na przykład nie powie do taty: „kochanie, nie chcę, żebyś mnie dziś masował, bo mam dzidzię w brzuchu”? Albo: „hmm, dziś może nie zjem tego, bo mam dzidzię w brzuchu”, i tak dalej… A co dzidzia w brzuchu zazdrosna będzie? Przecież i tak niczego nie widzi, więc argument mocno naciągany. Normalnie aż czekam, jak tata wymyśli coś w podobny deseń, na przykład: „kochanie, nie mogę, bo mam wodę w kolanie”…

6. Mama nie może teraz przyjść, bo jest zajęta.

Ahaś! Zajęta jest leżeniem na łóżku. Gdybym chciała, żeby przyszedł tata, to przecież zawołałabym „tata!”, prawda? Jak można być takim nieogarniętym w ich wieku… Czy ja przychodzę to taty, jak woła kogoś innego? I jeszcze  bezczelnie sprzedaje mi te wszystkie socjotechniki z punktu 3, które łykam jak młody pelikan. Boję się, że któregoś dnia poproszę o mleko a dostanę żyrafę. Tak to właśnie jest z moimi rodzicami – nigdy nie wiadomo, na czym się stoi.

7. Nie rysuj po meblach, bo nie będzie można tego zmyć.

Po czym w tajemniczych okolicznościach moja działalność artystyczna jednak znika.

8. Jutro założymy/ zrobimy to a dziś to, ok?

Ha! Naiwni rodzice, moja pamięć jest w lepszej kondycji, niż wasza, więc nie wiem, dlaczego myślicie, że jutro nie będę pamiętać, że chciałam założyć letnią spódnicę w środku zimy. Mam jednak nadzieję, że będziecie w stanie zapamiętać te wszystkie wasze obietnice, ponieważ mam zamiar was z ich rozliczyć. Za każdą niespełnioną lub odroczoną w czasie będziecie płacić odestki rodzicielskie, z nocnym terminem płatności.

9. Najchętniej czytany post na blogu.

To była ściema roku! Rodzice na fejsie napisali, że to wpis mamy był najchętniej czytany w zeszłym roku a tak naprawdę była to tylko zręczna manipulacja, by pokazać mi moje miejsce w domowym szeregu. Zerknęłam właśnie na staty i z czystym sumieniem mogę wam powiedzieć, że to mój wpis cieszył się największym waszym poparciem. Ale wiecie co? Niech sobie mają tą chwilę triumfu, niech wiedzą, że jestem ponad to. Nie piszę tych postów dla poklasku. Chcę tylko się uzewnętrznić.

Jak widzicie lista jest dosyć spora i mogłaby być o wiele dłuższa. Problem polega na tym, że w moim wieku strasznie trudno jest się skupić tak długo na jednej czynności. Ot, taki urok tego okresu. Poza tym muszę lecieć przygotować ciasto i herbatkę, bo zaraz kuzynka do mnie wpada na ploteczki.