Wiem, wiem… Wszyscy już wiedzą, że rodzina nam się powiększy, bo najpierw Helut się wygadał a później Kasia opisała swoje wrażenia z Rosnącego Brzucha Vol. 2… A co na to ta.to? I czy to prawda, że każdy facet podświadomie pragnie mieć syna?

Zacznijmy od tego, że nie ma tygodnia, w którym Kafi nie miałaby do mnie pretensji o zaniedbywanie fasoli w jej brzuchu. A to, że nie głaszczę, że nie podziwiam a to, że nie mówię do fasolindy tak często, jak do Heluta, gdy była w brzuchu mamy. A jak już podziwiam, to znaczy, że się naśmiewam z rozmiaru brzucha, i tak dalej. Ogólnie z górki nie jest. Ale umówmy się: lepsze drobne fochy żony, niż lista zachcianek kulinarnych dłuższa, niż ilość odcinków „Na Wspólnej”.

Mamy więc ogólnie sytuację, w której Kafi bardzo się boi, że drugie dziecko nie dostanie tyle czułości i uwagi, co nasze pierworodne. Może i tak, ale za to drugie będzie miało coś, czego to pierwsze nigdy mieć nie będzie: starsze rodzeństwo! I to jest konkret, który wymazuje całą nierówność spowodowaną byciem drugim dzieckiem. Wiadomo, że nie od razu będzie pięknie i „drugie” kilka razy bęcki dostanie: a to za zniszczenie zabawki a to za podkradanie ciuchów (jeśli płeć lub preferencje odzieżowe będą ku temu sprzyjać) ale ostatecznie przyjdzie moment, w którym drugie poczuje, że może na Heluta liczyć w każdej sytuacji, że będzie się czuła przy niej bezpiecznie i jak nie będzie w pobliżu rodziców, to Helut da łobuzom po gębie (a że tak będzie, jestem pewien na 100% – już teraz ma potężne uderzenie).

Nie wiem, czy pamiętacie z dwóch poprzednich wpisów, ale do dziś nie wiemy, czy będziemy mieli chłopca czy dziewczynę. Wiadomo, że fajnie byłoby mieć parkę, nie tylko dla samej satysfakcji chodzenia z synkiem na piłkę (chociaż jeśli faktycznie będzie chłopak, to zanim on zacznie napinać za piłką po boisku, ja mogę już mieć problemy z bieganiem – ot, tak to jest, jak się przed czterdziestką dzieci zachciewa) ale głównie dla obserwowania różnic w wychowaniu chłopca i dziewczyny. Ale jeśli będą kolejne cycki w domu, to na pewno z tego powodu płakał nie będę. Co najwyżej kupię sobie kocura, żeby przynajmniej spróbować zbilansować męskie i żeńskie hormony pod dachem. Ok, żarty na bok, bo nie macie pojęcia, ile razy Kafi dawała do zrozumienia, że czuje, że wolałbym syna. I tak się zastanawiam, skąd się to wzięło. Wiadomo przecież, że są faceci, którzy dopóki nie będą mieć syna dopóty będą niespełnieni życiowo. I choć ciśnienie na chłopaka jest mi zupełnie obce, jestem w stanie zrozumieć, że facet pragnie syna, czy to ze względów osobistych, czy kulturowych. Ale obczajcie, jak głęboko gdzieś w nas to tkwi, że podświadomie każda kobieta pragnie dać swojemu partnerowi potomka z siusiakiem w zestawie. Znamy kobiety, które otwarcie mówią o tym, że nie spoczną, dopóki nie urodzą syna oraz takie, które bały się reakcji męża na wieść o dziewczynce a to już jawnie ociera się o jakąś patologię.

Posiadanie córki jest cudowne. Nie lepsze od posiadania syna i nie gorsze. Po prostu inne. O ile, jak wspominałem wcześniej, jestem w stanie zrozumieć parcie na posiadanie syna o tyle nigdy nie zrozumiem i zawsze potępiać będę stygmatyzowanie swoich dzieci ze względu na płeć. Jest jednak jedna rzecz, która w przypadku córki jest odmienna od syna. Jest nią wyobraźnia. Zróbmy test: wszyscy ojcowie, ręka w górę, kto potrafi sobie wyobrazić, jak jego syn w przyszłości przyprowadza do domu swoją atrakcyjną dziewczynę. Możecie opuścić już ręce. A teraz wyobraźcie sobie, chłopaka, który będzie w przyszłości dotykał ciała waszej córki. Nie wiem, jak wam, ale mi wyobraźnia podpowiada same straszne scenariusze. Może dlatego, że sam jestem facetem i wiem, do czego jesteśmy zdolni.

Siedzieliśmy niedawno z Kafi wieczorem, popijając wino (tzn. ja popijałem za nas dwoje) i rozmawialiśmy o przyszłości naszych dzieci. Z rozmowy zrodziła się ciekawa teza, że niezależnie jak wiele wysiłku włożymy w ich wychowanie i edukację, zawsze jeden czynnik może wszystko obrócić w gruz. Tym czynnikiem jest… nieszczęśliwa miłość. To ona stanowi podstawę do podejmowania drastycznych decyzji w życiu. To ona potrafi zamalować cały nasz świat na szaro, szczególnie ten kobiecy, który z natury jest bardziej kruchy i potrzebujący wsparcia. Ktoś może powiedzieć „wyluzuj”, takie jest życie i nic na to nie poradzisz i pewnie tak jest. Co nie zmienia faktu, że się boję. Nie o to, że nie da sobie rady w szkole albo, że nie znajdzie dobrej pracy albo nie będzie miała żadnych pasji. Boję się, że któregoś dnia moja córka trafi i otworzy się na gościa, który najzwyczajniej w świecie okaże się skurwysynem.