Jakoś bardzo osobiście odebrałam tragedię która miała miejsce 7 sierpnia na amerykańskiej pustyni. Kto nie wie temu przybliżę obraz sytuacji: trójka francuskich turystów wybrała się na wycieczkę po amerykańskiej pustyni w Parku Narodowym White Sands National Monument. Wyszli na wycieczkę w najgorszych godzinach, gdy temperatura przekraczała 40 stopni.

 

Małżeństwo umarło, ale przeżył ich 9 letni syn. Prawdopodobnie dlatego, że pozwalali mu pić dwa łyki wody, podczas gdy sami pili łyk. No nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Jak ludzie dorośli, rozumni, mający dziecko mogli na to pozwolić by wyjść w taki upał z dzieckiem, w dodatku z niewielką ilością wody? Znaleziono przy nich dwie puste półlitrowe butelki. Tyle to zabieram na godzinną podróż klimatyzowanym autem…
Wiem, że leżącego się nie kopie. Ale no nie mogę nad tym przejść obojętnie. Gdzie oni mieli rozum? Co teraz będzie z ich synem? Przecież to trauma do końca życia.
Bardzo często widzę dzieci na słońcu bez nakryć głowy, bez wody. Albo na plaży poparzone bo rodzice nie smarują kremem. Matka skwarka leży kilka godzin i się opala i trzyma te biedne dziecię na rozgrzanej plaży. Nie wiem gdzie jest ludzka świadomość i pojęcie o tym jak niebezpieczne może być odwodnienie, jak dbać o siebie, o swoje dzieci.

Pomyślmy zanim stanie się nieszczęście…

Źródło