Helut się wygadał także już wszyscy wiecie, że spodziewamy się dziecka. Przeogromnie się z tego powodu cieszymy bo było planowane od dawna i wyczekiwane od kilku miesięcy. Szczęście mieszało się z niedowierzaniem. Ale teraz chciałabym opisać kilka różnic widocznych na początku pierwszej i drugiej ciąży.

W pierwszej zrobiłam z 5 testów zanim uwierzyłam, że to jednak to. Kreski były jakieś blado różowe, jakby chciały a nie mogły. Czułam się zupełnie jakbym w ciąży nie była. Wtedy przebywaliśmy w Indiach, więc na porządku dziennym było jeżdżenie skuterem po wertepach, pływanie na desce czy chciażby picie ichniejszego rumu lub palenie magicznych ziół. Całe szczęście o ciąży dowiedzieliśmy się szybko i mogłam skupić się na tym co i jak jem, na relaksie, odpoczynku itd. O drugiej ciąży również dowiedzieliśmy się bardzo szybko (proroczy sen), jednak przez pierwsze dwa tygodnie towarzyszyły mi mdłości. I to wcale nie poranne, bo trwały do ok 17. Wspominam to naprawdę kiepsko, tym bardziej, że gdy spodziewamy się drugiego dziecka nie ma miejsca na użalanie się nad sobą, na odpoczynek, na gorszy dzień. Każdy kto ma w domu małe dziecko wie, że gdy powie mu „nie skacz po mamie bo mama ma w brzuszku małego dzidziusia” brzmi dla niego co najmniej tak abstrakcyjnie jakby ktoś nam powiedział, że jutro wygramy milion w totka. Gdy Ci źle i niedobrze i tak musisz wstać ogarnać dziecko, poczytać mu książkę, pobawić się z nim, ugotować obiad.

Czuję się super dobrze, choć śmiem twierdzić, że nawet gdyby tak nie było to nie miałabym kiedy tego zauważyć. To już nie ten czas kiedy leżysz i wsłuchujesz się w ruchy dziecka, czytasz z wypiekami co dzieje się w poszczególnych tygodniach rozwoju płodu.

Czas zatrzymuje się na chwile co miesiąc, gdy idziemy sprawdzić czy z maluchem wszystko ok. Ale wiecie co? Paradoksalnie lepiej mi teraz. Jestem trochę zła na siebie za to, że balsamu przeciw rozstępom użyłam tylko raz. Za kilka miesięcy moje ciało może wyglądać jak zryte pole. W poprzedniej ciąży pieczołowicie wklepywałam w siebie kremy, a teraz nie zawsze mam siły na wieczorny prysznic. Muszę nad tym popracować. No i zdjęcia… Mam ze dwa zdjęcia z uwiecznionym brzuszkiem. A przecież potem tak miło do tego wrócić. Trochę strach pomyśleć w ilu kwestiach drugie dziecko jest „gorsze” niż pierwsze. Bardzo się tego boje, że nasz zapał będzie inny bo już to znamy i tego doświadczyliśmy. Nie będziemy przez całą noc przyglądać się noworodkowi czy podniecać gdy zacznie gaworzyć. Nie będziemy piszczeć z zachwytu jak pięknie odbeknie po jedzeniu, czy liczyć z zegarkiem w ręku ile czasu jadło by móc to zapisać. Wszystko dziać się będzie bardziej machinalnie. Obawiam się tego, choć czas pokaże. Kto wie, może okaże się, że bałam się bezpodstawnie?

Co ja tam wiem, w sumie póki co jestem mamą jednego dziecka. Takie właśnie różnice wyłapałam póki co, przez te 5 miesięcy. Gdyby nie rosnący brzuszek to wcale bym się nie zorientowała, że noszę w sobie nowe życie.