Zabawne jest to, jak pierwsza ciąża jest nierówna drugiej. Już pomijam fakt samopoczucia, wyglądu, przebiegu ciąży… Tego, że posiadając w domu dwulatka nie ma czasu sie za bardzo roztkliwiać i skupiać na sobie. Ba, z mojej perspektywy to akurat lepiej – dzięki temu nawet nie wiem, kiedy zleciały mi te 34 tygodnie.

Jednak na samym początku chciałam bardzo podziękować za wszystkie komentarze pod wpisem, w którym opisywałam jak mieszkamy. Nawet nie wiecie ja bardzo jest to miłe i budujące. Wtedy wiem, że nie piszę dla siebie, do szuflady ale dla was. Świetne uczucie. Dlatego każdy komentarz, każde kliknięcie „lubię to” daje motywacje i powera. Dziękuję i proszę o więcej.

Ostatnio pisałam o mieszkaniu jakie mamy. Dziś postaram sie napisać co według mnie jest niezbędne do przyjęcia w domu nowego lokatora.

Pewnie niektórzy z was wiedza, że zimę zazwyczaj spędzamy w jakimś ciepłym miejscu. Kierunkiem, który chętnie wybieramy to Indie. Byliśmy tam 3 lata temu, byliśmy i w ubiegłym roku. Dwa lata temu i teraz zrobiliśmy sobie przerwę ze względu na przyjście na świat naszych dzieci. Po długich przemyśleniach i rozważaniach podjęliśmy jednak decyzje, że rodzimy w naszym kraju. Ale do rzeczy…
Będąc w Indiach całkowicie zmieniło mi się podejście do pewnych spraw. Bo kiedy lecisz na 3 miesiące i masz spakować siebie i dziecko w jedna walizkę, musisz zastanowić się, bez czego tak naprawdę sobie nie poradzisz. Żyjąc tam przekonujesz się, ile zbędnych rzeczy posiadasz w domu. Dotarło do mnie, jak bardzo podążamy za konsumpcjonizmem. Kupujemy wszystko, co polecają nam producenci firm dla dzieci, wszystko wydaje nam się niezbędne. Teraz wiem i żyje bardziej świadomie, choć zdarza mi sie czasem zakupowe szaleństwo.

Lista rzeczy (wg. mnie) „must have” dla noworodka:

– pieluchy (jednorazowe lub wielorazowe), kilka tetrówek
– chusta do noszenia dziecka
– oczywiście, jeśli mamy samochód to fotelik samochodowy
– ubranka
– środki higieniczne takie jak gaziki jałowe (chociażby do przemywania pępka)
– sól fizjologiczna
– mokre chusteczki lub duże płatki kosmetyczne do przemywania pupy.
– kosmetyk do mycia dziecka, termometr do ciała
– maść na odparzenia
– u nas przy Helucie bardzo potrzebny był otulacz wombie
– delikatny proszek do prania

I to właśnie mamy.

Mamy jeszcze wózek i czekamy na kosz mojżesza do spania.
Wózek odciąża nasz kręgosłup, jednak większość dzieci uwielbia bliski kontakt z mamą i na pewno byłaby w siódmym niebie, będąc noszona w chustach. Są kraje, gdzie wózków sie w ogóle nie używa. Ja jednak mimo wszystko nie wyobrażam sobie bez niego życia.

Łóżeczko dla dziecka jest kontrowersyjne bardzo.
Można mieć super piękne łóżeczko dla nowego przybysza, a wstawać w nocy milion razy i stwierdzić, że jednak bierzemy malucha do siebie. Znam bardzo wiele rodzin, które śpią z dziećmi i takie rozwiazanie sobie chwalą. To kwestia do rozważenia, ale na pewno nie jest to „must have” na pierwsze dni.

No oczywiście w miarę potrzeb wszystko można dokupić juz po porodzie, gdy już będziemy wiedzieć, jakie dziecko mamy. Bo przecież każde dziecko jest inne.
Może będziemy karmić mlekiem modyfikowanym, wtedy wiadomo – kupujemy mleko. To samo się tyczy laktatora i butelek. Nie wiadomo, czy nam się przydadzą od pierwszego dnia.
Może dziecko bedzie chciało smoka, a być może go kompletnie odrzuci? Lepiej chyba poczekać i zobaczyć.
Wszelkie środki do pielęgnacji, olejki na ciemieniuchę oraz płyny do mycia nie muszą być jakieś wyszukane. Bardzo często sprawdzają się te znane z czasów naszych mam i babć.
Jeśli chodzi o wanienkę – my przez długi czas myliśmy Helę w naszej bardzo dużej umywalce. Potem przez dosłownie chwilkę w wanience, ale szybko przeszliśmy do dużej wanny. Po prostu laliśmy do niej niewiele wody. Także jak ktoś nie ma miejsca na wanienkę dla dziecka, uważam, że da radę się bez niej obejść.

Przewijak. Przy Heli oczywiście był. Teraz jeszcze nie wiem, czy będzie. Wiem już, że dziecko można przewinąć dosłownie wszędzie. Chyba, że to twardość podłoża ma tu znaczenie (twardsze lepsze dla dziecka).
Termometr do wody mieliśmy, ale tym razem chyba na metodzie „na łokcia” sie skończy.

Głównie należy pamietać, że taki maluszek potrzebuje nas i naszego ciepła. Wszystkie inne produkty mają nam pomóc ale to nie znaczy, że bez nich sobie nie poradzimy.
Zabawki, maty edukacyjne, bujaczki, specjalny kosz na pieluchy, ręczniki z kapturkiem, buciki dla dzieci, baldachimy i wiele innych produktów sa po prostu miłe dla oka. Nic dziwnego, że mając dziecko chcemy mu dać wszystko, co najlepsze. Sama wszystko to posiadałam gdy pojawiła się Hela, ale wiele z tych rzeczy okazała sie po prostu zbędna. Dlatego tym razem wyluzowałam w temacie. Ograniczamy się do minimum. Choć czasem łapię się na tym i mówię do męża, że Hania to już od początku taka pokrzywdzona będzie. Ale czy tak jest? Stałam się wyrodną matką, czy przy drugim dziecku tak po prostu się dzieje? Na pewno ma tu dość duże znaczenie płeć dziecka, bo przecież gdybym spodziewała się chłopca, chcąc nie chcąc musiałabym kupić chociażby nowe ubranka 😉