Dwa dni temu minęła nasza piąta rocznica. Dla niektórych ten staż może spowodować uśmiech politowania, bo czymże jest nasze 5 w stosunku do waszych 10, 20, 30… No dobra, ludzie z 30 letnim stażem chyba nas nie czytają. Jeśli piszę teraz bzdury, wyprowadźcie nas z błędu w komentarzach. Dla niektórych jednak,  5 lat przeżytych wspólnie to już całkiem zacny wynik, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy niewygodnego partnera zmienia się z równą łatwością, co zużytą parę butów.

Dla nas jednak, poza samą symboliką najważniejsze jest to, że w dalszym ciągu patrzymy w tym samym kierunku, wspólnie spełniamy nasze marzenia i rozumiemy się bez słów. A z tym, głównie na początku bywało różnie. Nie mam zamiaru się tu po raz kolejny rozpisywać o tym, jak wyglądały nasze początki, bo poświęciliśmy temu zagadnieniu sporo czasu na naszym vlogu (Jak się poznaliśmy i nie pozabijaliśmyczęść 1, część 2, część 3). Piszecie nam w komentarzach i w wiadomościach prywatnych, że zazdrościcie nam tak fajnego związku, lub,  że jak kiedyś założycie rodzinę, to chcielibyście być tacy, jak my. Tylko, że my wcale nie uważamy się za wyjątkowych. Jesteśmy tacy sami, jak Wy. Z chwilami radości, zwątpienia, wzruszenia, wkurzenia, słabości ależ też i extra energii. No dobra – jest jedno „coś”. Gdy patrzymy na naszych znajomych, dostrzegamy jedną drobną różnicę, która jest tym wielkim „game changerem”. 

Rozmawiamy!

Naprawdę. Tylko tyle i aż tyle. O wszystkim i o niczym. U nas nie ma tematu tabu. Dlaczego miałby być? Widzieliśmy już siebie w naprawdę dziwnych, czasem mocno krępujących sytuacjach. Przeżyliśmy wspólnie dwa porody. Można śmiało powiedzieć, i nie będzie to tylko górnolotne i pompatyczne stwierdzenie, że jesteśmy humanistami. Po prostu, nic co ludzkie nie jest nam obce. Znamy siebie ale wiemy też, jaka jest ludzka natura. Nie macie pojęcia, ile godzin przegadaliśmy o zdradach w związkach. Tak na marginesie, w większości przypadków te rozmowy zaczynały się, gdy jadąc do Baczek mijaliśmy przyczajone w krzakach tirówki. 

Do zdrady zawsze popycha nuda i rutyna w związku lub chęć spełnienia swoich skrytych fantazji. Dlaczego więc swoich skrytych fantazji nie oddać w ręce partnera? Bo zazwyczaj wygląda to tak, że na początku związku mamy wielką potrzebę bycia ideałem w każdym calu! Nic nie może zakłócić naszego idealnego wizerunku, a już na pewno nie jakieś fetysze i fantazje. A później jest jeszcze gorzej,  no bo jak to, moja żona/ mój mąż, matka/ ojciec moich dzieci ma zrobić „coś takiego”? Przecież jak on/ona o tym usłyszy, to uzna mnie za zboczeńca. No właśnie… Tkanka związku już dawno okrzepła, DNA zostało jasno określone i każde wyjście poza normy i ramy traktujemy jak raka – od razu się chcemy pozbywać.

A my rozmawiamy. O tym, co nam sprawia radość a co przykrość. Co było fajnego danego dnia a co doprowadziło nas do furii. O sexie. O pogodzie. O bąkach pod kołdrą. O teorii strun. 

A co robimy poza rozmawianiem?

Wspieramy się!

I robimy to na każdym możliwym kroku. Wiem, że gdybym przyszedł któregoś dnia do Kafi i powiedział: słuchaj, chciałbym nauczyć się szydełkować, to nie byłoby podśmiechujek z tego faktu (no dobra, trochę by było), tylko przy pierwszej nadarzającej się okazji, zamówiłaby mi ze sklepu zestaw startowy wraz z książką „Szydełkowanie dla Początkujących”. 

Mieliśmy w swoim życiu już wiele dziwnych pomysłów (niektórzy twierdzą, że zbyt wiele), ale to dzięki temu na pytanie „- co u was słychać?”  praktycznie nigdy nie usłyszysz „- a nic, wszystko po staremu…”.

Gramy zawsze do tej samej bramkibo to też element wspierania się. Gramy w zespole. Nieważne, czy z górki, czy pod górkę. Żadne z nas nie da sobie czegokolwiek złego powiedzieć o drugiej osobie. Bronimy się, jak lwy. Od zawsze spędzaliśmy ze sobą masę czasu i nigdy się sobą nie znudziliśmy. Gdy po raz pierwszy wyjeżdżaliśmy na 3 miesiące na Goa ostrzegano nas, że to będzie niezły test dla nas, jako związku, bo będziemy musieli spędzić ten czas wspólnie. Bez przyjaciół, znajomych, ucieczki od siebie, etc. Patrzyliśmy na siebie zdziwieni, bo nie wiedzieliśmy, co odpowiedzieć na coś tak, z naszej perspektywy, niedorzecznego.

Wspieramy się w rzeczach przyziemnych i projektach z kosmosu. Jedno za drugim skoczyłoby w ogień. Gdy Kafi ostatnio roztaczała wizję rozwoju na ten rok, ja po minucie wiedziałem, gdzie i co będziemy razem w tym roku robić. Siła jest w nas. Razem możemy więcej i mamy tego pełną świadomość.

Nie ograniczamy się!

Nic bardziej nie podcina skrzydeł, niż partner, który nas ogranicza. Na miasto nie puszczę, no chyba, że razem ale to też nieszczególnie często, bo sam nie mam takiej potrzeby, więc ty też nie musisz. U nas jest akurat na odwrót i musimy się nawzajem z domu wypychać. Teraz, przy dwójce dzieci – siłą. Bo jednak każde z nas ma mocno rozbudowaną potrzebę obowiązku i wspierania drugiej osoby i nikomu nie przychodzi do głowy zostawiać drugiej osoby z całym armagedonem na głowie. I wszystko jest również jasno ustalone: chcesz zagrać, zapalić, napić się, odpiąć wrotki – dopóki nie krzywdzisz tym innych członków rodziny – wal śmiało. Oczywiście jest z tym związane zaufanie, które z kolei koreluje ze wcześniej wspomnianym poczuciem obowiązku. Nikt nie nadużywa u nas wolności, nikt nigdy nie odpiął wrotek tak bardzo, że trzeba się było później wstydzić. 

Czasem się nie lubimy!

Tak! To prawda! Nie sramy tęczą na okrągło i czasem na siebie warczymy. Ale nie w stylu małych, jazgoczących piesków, które robią gównoburzę ot tak, dla zasady. Raczej w stylu bernardynów, które mają anielską cierpliwość i warkną dopiero wtedy, gdy coś im naprawdę zajdzie za skórę.

Nasze wzajemne nielubienie się nigdy nie trwa dłużej, niż do pójścia spać. Nigdy nie zasypiamy skłóceni – choćby nie wiem co. Bo nie ma nic gorszego od pobudki o poranku i tej wlewającej się z wolna świadomości, że wasze nogi się stykały a byliście przecież pokłóceni!

A czasem kochamy się, jak wariaty!

Wiadomo, że taki hype nie trwa cały czas i mamy swoje miłosne wzloty i upadki. Czasem iskrzy tak, że podłoga w każdej chwil może zająć się ogniem a czasem trzeba dmuchać i chuchać, żeby rozpalić nawet nie same iskierki ale sam zalążek, samą ideę iskierkowatości. Niestety, raz dana miłość nie będzie samoistnie błyszczeć do końca swoich dni. Trzeba w to wszystko włożyć cholernie dużo pracy i wysiłku. A przy dwójce dzieci nie zawsze jesteśmy w stanie znaleźć na to czas i energię. Ale cały czas mamy świadomość kim jesteśmy i gdzie chcemy razem być. I tak się to kręci – trochę z inercji, trochę z naszego spinu a czasem trochę z przypadku.

I nie prowadzimy gierek!

To jest coś, co doprowadza nas do szału. Dziś nie będę dla niego za łatwa, żeby nie zapomniał, kto tu rządzi. Dziś dowalę jej z grubej rury, żeby nie zapomniała, gdzie jest jej miejsce w szeregu. Za karę możesz zapomnieć o sexie przez miesiąc. Za karę możesz zapomnieć o mizianu po głowie przez dwa miesiące. WTF? Nie ogarniamy tego (wspominaliśmy już o tym podczas kręcenia naszych filmów) i dalej nie możemy zrozumieć, po co ludzie to sobie robią? Po co te wzajemne podchody i polityka w związku? Życie jest wystarczająco popaprane, żeby podrzucać sobie nawzajem takie kwiatki.

Wnioski?

Czy kiedyś żałowaliśmy, że jesteśmy razem? Nigdy. Czy mogliśmy zrobić pewne rzeczy lepiej? Tak, ale mogliśmy też zrobić pewne rzeczy gorzej. Nie zawsze się da ogarniać wszystko na 100%. Przetrwaliśmy wspólnie wiele ciężkich chwil. Przetrwaliśmy atak psychopaty, który o mało nie zniszczył naszej rodziny. I pewnie jeszcze wiele ciężkich chwil przed nami, ale najważniejsze, że w takich momentach zawsze jesteśmy razem i zawsze możemy na siebie liczyć.

Niektórzy mówią, że życie to sztuka kompromisu. To nie do końca prawda. Życie w rodzinie to prawdziwa sztuka, a zarazem lekcja kompromisu.