Przypomniałem sobie wszystko. To zadziwiające, jak szybko się zapomina. Na przykład jak cudownie jest trzymać noworodka w ręce. Albo jak wkurzające jest zapinanie mu pajaca. Cały czas się zastanawiam, jak to jest, że żyjemy w XXI w. i nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, jak zamienić zapięcia na tym cholernym pajacu na coś, co w miarę szybko i sprawnie pozwoli przebrać twoje nowonarodzone dziecko. Weź zapinaj te małe, wielkości mysich bobków zatrzaski w środku nocy i się nie pomyl.

9 DNI WCZEŚNIEJ…

Wracam z biura do domu. W domu Kafi ze stoickim spokojem mówi, że ma skurcze co 3 minuty. No dobra – mówię podekscytowany – to może jedźmy już, bo korki? Ale widocznie pośpiech nie jest wskazany, bo moja żona ucina sobie pogawędkę z mamą. Reakcja nastąpiła dopiero po trzecim ponagleniu, ale szybkość zbierania się do samochodu nie była jakoś silnie skorelowana z postępującą fazą porodu. Moje obawy były mocno przesadzone – nasza podróż minęła śpiewająco, dosłownie i w przenośni. Kafi mogłaby na co dzień odstawiać taki taneczno – wokalny show, jeżdżąc ze mną samochodem.

Jesteśmy w Domu Narodzin. Kafi na dzień dobry wyskakuje z tekstem:

–  Wydaje mi się, że rodzę…

Panie za biurkiem nie wyglądały, jakby podzielały nasz entuzjazm. Ich miny mówiły raczej „nie sadzę, ale skoro pani już przyjechała taka uśmiechnięta i radosna, to weźmiemy panią na badanie”. Po badaniu mamy wynik 1:0 dla Harmoniuszy. Teraz czekamy tylko na decyzję, czy idziemy do Domu Narodzin, czy obchodzimy się ze smakiem. Chwilę później mamy już 2:0 i rozpakowujemy się w naszej sali porodowej. Kafi wskakuje do wanny a ja mówię do niej:

-Nawet podczas porodu wyglądasz sexy.

Mina mojej drugiej połówki wskazuje dobitnie, co mam sobie zrobić ze słowem sexy. Pokornie chowam słowa do kieszeni i puszczam muzykę. Dokładnie tą playlistę:

Kafi zaczyna tańczyć w wannie. Bez kitu – sam sex, ale trzymam gębę na kłódkę, w myśl zasady: „nie zadzieraj z rodzącą”. Przyglądam się jej więc w milczeniu. Jak, do jasnej cholery ona zachowuje taki stoicki spokój? Patrzę jej głęboko w oczy – później wiele razy wracamy do tego momentu. Widzę wielką godność, opanowanie i morze miłości, zakłócane co jakiś czas prądami bólu. Chwilę później Kafi wyciąga z siebie Hankę, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Zalewa nas fala endorfin, łez i odprężenia. Przecinam pępowinę. Czuję, jakbym przyjechał tutaj 10 minut temu a jednocześnie, jakbym był tutaj całą wieczność. Staram się odtworzyć w głowie na spokojnie to, czego przed chwilą doświadczałem. Biorę Hanuta i kanguruję z nim, podczas gdy Kafi rodzi łożysko. Od dziś nasze życie znowu przyśpieszy, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tej chwili.

Trzydzieści a może trzy tysiące oddechów później leżymy wszyscy razem w łóżku. Hanka wciśnięta w cycek mamy, ja wtulony w Kafi.  Chwilo trwaj.

Porównując to, co działo się w Domu Narodzin do tego, co przeżyliśmy podczas pierwszego porodu mogę śmiało powiedzieć, że drugi poród był magiczny. Bez spinki, bez tego całego medycznego mambo – dżambo, przy zapalonych świecach i dobrej muzyce. Wszystko odbyło się tak szybko, że teraz, jak się nad tym zastanawiam, to nie bardzo wiem, co więcej mam napisać, poza tym, że gorąco polecam Dom Narodzin na Żelaznej w Warszawie. Wiadomo, że to nie jest opcja dla każdego, bo po pierwsze trzeba być bardzo świadomym tego, czego się oczekuje od porodu a po drugie i najważniejsze – trzeba mieć wszystko poukładane w głowie. Kafi miała. Dla mnie jest bohaterką, bo to, w jaki sposób podeszła do porodu wykracza daleko poza męskie rozumowanie – z mojej perspektywy jest to totalnie nie definiowalne, jest pojęciem pierwotnym. Można tylko patrzeć i podziwiać.

WTOREK, 22 MARCA 2016

Niewyspanie walczy z racjonalną potrzebą wypracowania nowych schematów w naszym życiu. Szukam wacików, przebieramy pięćdziesiąty raz na zmianę z Kafi pieluchę. Gdzie są te cholerne waciki?

– Daddy, play with me! – woła Helut, gdy przebieram Hanuta.

Drugie dziecko jest katalizatorem zmian w jeszcze większym stopniu, niż pierwsze. Albo zostaniesz mistrzem świata w zorganizowaniu swojego czasu albo umrzesz w chaosie. Tu nie ma miejsca na słabości, na „nie chcę mi się”. Nikt nie napisze ci usprawiedliwienia z powodu nieobecności.

Przypomniałem sobie wszystko. Powoli wiedza wyniesiona z helutowego okresu niemowlęcego wtłoczyła się z powrotem na miejsce. Jak wywijać za duże pieluchy, jak przemywać pępek, jak kąpać, jak masować po kąpieli. Zardzewiałe nawyki nabierają rozpędu, tworząc pomost pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Tworzą się nowe schematy, dzięki którym potrafię nie wybudzić się ze snu, gdy Kafi karmi Hanuta, ale gdy tylko zapłacze Helut, zrywam się na równe nogi. Niesamowite i jakże praktyczne!

Podobno uciekający czas widać najbardziej po dorastających dzieciach. Bang! Budzimy się jednego dnia i nasze dzieci mają 5, 7, 14 lat… Ale dzieje się tak dlatego, że żyjemy od świtu do zmierzchu zaprogramowani, by wychowywać nasze dzieci najlepiej, jak potrafimy, wykonując przy tym pierdyliard rytunowych czynności. Jesteśmy jak robo – rodzice, ale chyba inaczej się nie da. W nagrodę jesteśmy obdarowywani mikro – momentami oddechu, podczas których możemy obserwować nasze dzieci szczęśliwe i dzielące się swoim szczęściem z nami. Możemy patrzeć na nasze klikutygodniowe okruszki, jak smacznie sobie śpią. Możemy cieszyć się ich błogością i niewinnością, tylko po to, by za chwilę zadać sobie pytanie, kiedy do cholery minęły te dwa lata?

A tymczasem wracam ćwiczyć zapinanie pajaca, bo to serio jest kawałek wyzwania, szczególnie, gdy Hanka merda swoimi małymi, śmiesznymi i słodkimi nogami jak szalona.

Galeria

Chcieliśmy serdecznie podziękować i polecić Kasię z Little Fox Photography, dzięki której powstała ta niesamowita i emocjonalna pamiątka. Warunki oświetleniowe na sali były wprawdzie idealne do porodu (lampka nocna i świece), ale fatalne dla fotografa, co nie zmienia faktu, że Kasia i tak dała radę.