Gdy musicie przez tydzień siedzieć z rodzicami pod jednym dachem, bo jesteście chorzy i musicie znosić ich wszystkie głupie i bezsensowne zakazy i nakazy, to jedyną formą ucieczki pozostają moje zabawy z siostrą.

Oczywiście wiadomo, że moja siostra jest jeszcze małym glonem, który niewiele rozumie z tego, co dzieje się dookoła niej, więc staram się jej pomagać w codziennym życiu rodzinnym i pokierować jej edukacją tak, by wyrosła na moją godną następczynię. A wygląda to mniej – więcej tak:

– Hej, Hankis! Pssst! Chodź na chwilę.

– ?

– No chooo. Poknujemy coś wspólnie na rodziców. Zobacz tylko – snują się po domu, nic ciekawego nie robią. Zwyczajnie się nudzą. Co ty na to?

– 🙂

– No dobra, to idź do kuchni i ogarnij zupę z kociej i psiej karmy. Tylko dobrze polej ją wodą, nie tak jak ostatnio, że ledwo się wszystko kleiło. I zanim z nią do mnie przyjdziesz, to spróbuj, czy nie za mocno przyprawiona. A, i jak spróbujesz, to weź wytrzyj później ręce. Nie wiem – w dywan czy w łóżko. Nie wycieraj ich we mnie ani w moją kuchenkę. No leć! 

Uwielbiam jej zapał! Wystartowała, jak dzika Peppa a ja tylko siedzę, chichram się pod nosem i czekam na…

– Hankaaaaa! Nieeeeeeee!

 Albo taka akcja:

– Ej, Hankis! Zobacz – zmywarka jest otwarta a w koszyku na sztućce jest łyżka cała w serku. Jak się pośpieszysz, to zdążysz przed Makówą i Bubą.

Ogólnie powiem wam, że edukowanie mojej słodkiej siostry to wielka odpowiedzialność. I rety! Nawet nie macie pojęcia, jakie to jest wszystko męczące! Czasem jestem bardziej zmęczona od rodziców, co akurat dziwne nie jest, bo przecież oni nigdy nic nie robią. Ale to moje zmęczenie wynika tylko i wyłącznie z tego, że Hanut nie jest taka hop do przodu, jak ja, więc wybaczam jej. Ona ogólnie jest czasem trochę dziwna. Na przykład powiem wam w sekrecie, że z niej to taki fhansuski piesék thochę jest. 

Butelką gardzi, smoczkiem gardzi – podobno nie lubi posmaku silikonu w buzi. Ma szczęście, że mama sobie cycków nie powiększyła, ciekawe, co by wtedy powiedziała, mądrala jedna. 

Z drugiej strony wciąga wszystko, co jej na talerzu rodzice podają. Nie ogarniam tego moim bezwględnie inteligentnym rozumkiem. Zero focha, że za ciepłe, za zimne, za nie takie, jakie być powinno, że marchewka styka się z fasolką – wszystko bierze takie, jakim jest. To chyba wynika z faktu, że za dużo czasu spędza na ziemi, razem z Bubą i Makówą i po prostu od nich podłapała wciąganie wszystkiego, co widzi na swojej drodze. Zresztą teraz nabiera to większego sensu i wydaje mi się, że one po prostu mają potajemny układ, bo przy jedzeniu z premedytacją zrzuca część swojego jedzenia na… Zaraz… Zaraz…

O rany!!! Ona się dzieli z nimi jedzeniem!!!

Ale ich rozszyfrowałam. Skubaniutka, nic mi nie powiedziała, że trzymają razem sztamę. Ani słowem nie pisnęła. Mi, swojej najsłodszej siostrze! Chyba będziemy musiały sobie dzisiaj urządzić pogaduchy podczas kąpieli i wyjaśnić kilka spraw…

Ale wracając do dziwnych zachowań mojej siostry, to nie mogę nie wspomnieć o jej szumowym fetyszu. No bez kitu! Ależ ona uwielbia, jak jej coś szumi nad uchem. Jak ona w ogóle jest w stanie ogarnąć swoje własne myśli przy tym jazgocie? Jak ona chce cokolwiek w nocy osiągnąć, jak cały czas jej to szumi? Przyznam wam się bez bicia, że raz spróbowałam tego wynalazku. I co? Nie zdążyłam nawet odstawić swojego wieczornego teatrzyku z Peppą i Panem Krewetką, bo zasnęłam tak, jak mnie w łóżku położyli. Byłam wściekła, bo tyle czasu zmarnowałem przez ten głupi sen, że dzień później musiałam nadrabiać nocne teatrzyki, no i wtedy również padłam ze zmęczenia. I stwierdziłam, że nigdy więcej tego wynalazku. Próbowałam nawet zabrać Hanutowi dla jej własnego zdrowia Szumisia, ale skończyło się to tylko wielką draką i interwencją rodziców. Phi – proszę bardzo! Niech sobie ogłupia swoją głowę tymi wynalazkami. Za czasów mojego niemowlęctwa takich rzeczy nie było i jakoś się zasypiało. 

Natomiast muszę moją siostrę pochwalić za sposób ogarniania drak. Tu naprawdę mi imponuje i chyba śmiało mogę powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. Ależ ona się epicko denerwuje, ależ potrafi wyprowadzić z równowagi rodziców! Jest mistrzynią dywersji w ubieraniu a gdy w końcu zostaje uziemiona, niczym największy bohater nie poddaje się i walczy do upadłego. Wierzga nogami i rękami, maksymalnie opóźniając cały proces ubierania. Poza tym od taty podłapała załatwianie wszystkiego na rozbrajający uśmieszek. Tu się uśmiechnie, tam się uśmiechnie i już wszyscy wokół niej sikają ze szczęścia (nie muszę przypominać, że jedyną osobą noszącą pieluchy jest Hanut?), że niby taka fantastyczna i pogodna. I serio dziwię się dorosłym, że dają się nabrać na takie proste metody. Ba, dziwię się, że sama na to nie wpadłam, będąc w jej wieku. O ile prościej by mi się wtedy żyło. No ale nic – nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

A właśnie, á propos mleka…

– Taaaatooooo! A zrobisz mi kakao?