Zapalam jointa, zamykam oczy i bujając się w hamaku powoli zatrzymuję czas. Wspominam chwile, dla których uwielbiam być ojcem. Chwile, które zapisuję niczym fotografie, by do nich wracać wciąż i wciąż od nowa. Pstryk. Moment zapisany. Na zawsze w mojej głowie.

 

Goa ma to do siebie, że zmienia optykę. To właśnie tu, bardziej niż kiedykolwiek czuję, jak przeogromnie lubię spędzać czas z rodziną. Spacer po plaży w promieniach zachodzącego słońca, poranne przygotowywanie kawy, wspólne posiłki zawsze jedzone na raty. Rzeczy, które umykają nam w codziennym pośpiechu tutaj zwalniają, uwypuklając swoją wartość. Na przykład:

 

Moment, w którym biorę Heluta po wspólnej kąpieli do jej łóżeczka, w którym oczywiście nie chce sama zasypiać. Robi to dopiero leżąc na mnie, obejmując mnie swoimi coraz bardziej bezwładnymi ze zmęczenia mikro-ramionami. Kiedyś wyczytałem, że to niewłaściwy sposób na usypiania, bo dziecko się przyzwyczaja, powodując dramaty w późniejszym odzwyczajaniu go od złych nawyków. Być może są rodzice, którzy lubią, gdy uda im się szybko położyć dziecko do snu. Ja natomiast mogę leżeć z Helutem godzinami, słuchając jak oddycha miarowo, w takt cicho płynącej muzyki. Kilka razy udało mi się samemu przy okazji zasnąć. Uwielbiam to. Pstryk.

 

Moment, gdy Helut przybiega do mnie i wtula się w moje nogi a ja choćbym nie wiem z jaką ważną misją się właśnie zmagał zatrzymuje się i mięknę. Biorę ją na ręce. Ona wtula się jeszcze mocniej. Pstryk.

 

Moment, w którym rano wskakuje na mnie i zaczyna mnie „ujeżdżać”, skutecznie wyganiając ze mnie strzępki ostatniego snu, mówiąc swoim słodkim głosem ta-ta! Pstryk.

 

Moment, w którym przybiega do mnie ze swoją zabawką, wręczając mi ją z dumą i czekając, aż w zamian dostanie komputer. Pstryk.

 

Moment, w którym kradnie mi klapka na plaży, zaczyna z nim uciekać, oglądając się co jakiś czas za siebie, by sprawdzić, czy ją gonię. Pstryk.

 

Moment, w którym przychodzi do mnie z książką, pakując się na mnie i domagając się opowiadania. Pstryk.

 

Moment, w którym przychodzi i daje mi buziaka. Sama z siebie, nieproszona. Pstryk! Pstryk!

 

Mój znajomy opowiadał mi kiedyś o tym, jak usłyszał pierwszy raz od swojej córki „kocham cię”. Był z nią wtedy w toalecie i pomagał jej zapiąć spodnie. Wyszedł z mokrymi oczami. Pstryk!

 

A kiedy wasz czas staje w miejscu?