Są takie dni, że mimo iż nie ma większych problemów, to zrobienie zakupów, ogarnięcie domu, ugotowanie obiadu i zabawy z naszym dzieckiem nas przerastają… Kiedy nasz ukochany maluch przechodzi taką fazę, że musi być tylko mama. Ciągle, zawsze i natychmiast.

Kiedy czekamy z utęsknieniem na „swój” czas wolny, wieczorem gdy mąż kąpie i kładzie spać naszego szkraba, a okazuje się, że ten szkrab wrzeszczy wniebogłosy, że to wszystko MUSI robić mama. Musi, bo inaczej nastąpi koniec świata. I ta właśnie mama odkłada wszystko i idzie zajmować się dzieciną najlepiej jak potrafi. Chce wykrzesać z siebie ostanie pokłady energii, by na przykład podkładać głos pod gumowe zwierzątka w wannie. Ta sama mama, która chwile później przytula, czyta bajkę, a gdy dziecko i tak nie chce spać, musi obowiązkowo opowiadać jakąś historię. Nie byle jaką historię, bo musi to być opowieść albo o koparce, albo o dźwigu lub traktorze. A! Wczoraj była historia o karetce.

Właśnie ta mama „walczy” ze swoim dzieckiem, tłumacząc, że jest noc i trzeba iść spać by zebrać siły na jutro. W rezultacie sama całkowicie traci siły i zasypia razem z nim. Kolejny dzień minął. Ba, dzień? Kolejny miesiąc leżą i czekają na przeczytanie „Wysokie Obcasy”, książki a także inne rzeczy do zrobienia „na potem”. Ale skupmy się na dniu:  kiedy wydawałoby się, że był ciężki, przychodzi jeszcze cięższa noc. Córka ląduje u nas już o północy, nie śpimy wcale, bo jest płacz straszliwy, duszenie, przekręcanie z boku na bok, wspinanie to na mnie, to na tatę, jęki i ogólnie rozdrażnienie. Jak uda nam się zasnąć trwa to może 20 minut, potem od nowa to samo. Oj biedny ten mój brzuch i rosnąca w nim fasola – skopana i zgnieciona przez siostrę – chyba nie jest zadowolona. W końcu po kilku godzinach męczarni tata wpadł na pomysł podania Nurofenu. Podziałało, śpimy trochę dłużej i spokojniej. Ale to nie znaczy, że bez pobudek. Po jakimś czasie córka stwierdza, że wstaje i idzie się bawić. Oczywiście za prosto by było gdyby poszła sama, MUSI iść z nią mama. Po kilku minutach dała się przekonać, że jednak może poukładać klocki także z tatą a mama w tym czasie zrobi sobie dosypkę. Udaje się spać godzinę. Nie wiem czy to dobrze, czy źle bo po godzinie z samopoczuciem jest jeszcze gorzej. Głowa pęka, atmosfera się zagęszcza, każdemu jest źle i każdy czuje się pokrzywdzony. Wizyta do lekarza zamówiona, niebawem przekonamy się czy to znowu sprawka tych przeklętych zębów. Myślę, że tak. Choć mnie niepokoi to rzężenie w klatce piersiowej, więc wolimy sprawdzić. Mieszkanie wygląda jak po burzy, zabawki walają się wszędzie. Hela dziś pod moją nieuwagę porozciągała po całym mieszaniu papier toaletowy mając ubaw po pachy.

Mieszkanie ogarnięte. Zaraz lecę po zakupy na obiad a potem zabieram się za wykonanie. Ale wiecie co? Sprzątając jej pokój, układając zabawki i składając pranie i tak uśmiecham się pod nosem. Są lepsze i gorsze dni, ale nie wyobrażam sobie nie mieć tego szkraba. Miłość do dziecka jest najcudowniejszym i najczystszym uczuciem jakiego doświadczyłam. Czasem tylko zastanawiam się jak to będzie gdy do kompletu dojdzie kolejny maluch. A gdy do tego dojdą jeszcze koty? Wtedy myślę, że na głowę upadliśmy. Ale wiem, że i tak damy radę. No bo kto jak nie my?