Od dawna trzymam się jak najdalej od postów typowo parentingowych. Wydaje mi się, że już wszystko w tym temacie zostało powiedziane, że nikogo nie interesuje zdanie kolejnej osoby. Nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze napiszę posta dotyczącego karmienia, tudzież niekarmienia piersią. A tu proszę. Wszystko dlatego, że prosiłyście. Dostaje całą masę wiadomości z pytaniami: „jak to zrobiłaś, że przestałaś karmić”, „co dokładnie robiłaś”, „co tak nagle” i wiele, wiele innych… Także jeśli mój głos pomoże choć jednej z Was, warto to opisać.

Żeby zacząć tak na maxa po kolei i od początku, to dla przypomnienia tym, co nie wiedzą napiszę kilka słów o starszej córce – Heli.

Początki z naszą drogą mleczną nie były usłane różami. Jak u każdej (no może prawie każdej) młodej matki pierwsze dni i tygodnie to była tragedia. Łzy, ból, wycie do księżyca. Milion razy już chciałam się poddać, by potem po raz kolejny spróbować. Walczyłam i udało się. Teraz jedynie żałuję, że tak ważnych i podstawowych informacji nie uczą nas w szkołach rodzenia. Nikt nie uprzedza, co się może dziać i jak możemy się czuć.
Ja tą walkę wygrałam i dzięki temu Helena była karmiona piersią do osiemnastego miesiąca życia.

Kilka czynników wpłynęło na to, że postanowiłam przestać ją karmić. Między innymi fakt, że podczas tych kilkunastu miesięcy karmienia nie miałam miesiączki. Od kilku miesięcy staraliśmy się o drugie dziecko, jednak w moim przypadku karmienie jak widać było bardzo skuteczną metodą antykoncepcji. Podkreślam, że to w moim przypadku. Nie testujcie tego sposobu na sobie! 

Gdy przestałam karmić, już miesiąc później miałam okres, dwa miesiące później byłam w kolejnej ciąży. Czasem żartowałam już, że będę karmiła do osiemnastki, bowiem Hela była strasznym cycoholikiem. Tymczasem okazało się, że pożegnanie z piersią przyjęła niezwykle dzielnie i bezproblemowo. Tłumaczyłam jej, że już nie będzie mleka z piersi. Zrozumiała, jakby była dorosłym człowiekiem.

HANIA

Jeśli chodzi o Hanię to byłam nastawiona na długie karmienie. Chciałam karmić dopóki sprawiać mi to miało przyjemność, radość i satysfakcję.

Początki były dużo prostsze i łatwiejsze, niż za pierwszym razem. Wszystkie późniejsze miesiące łagodnie i miło upłynęły nam na wzajemnym czerpaniu radości i przyjemności z tej niesamowitej bliskości.

Pierwszy rok? Bajka. Karmiłam Hanię na żądanie, spała z nami, także kiedy się budziła, tylko przysuwałam ją do siebie. Chodziliśmy dużo bardziej wyspani, niż przy pierwszym dziecku. Do tej pory nie mogę się nadziwić jak kiedyś bardzo wkręciłam się w to, że dziecko musi mieć swój pokój, musi mieć swoje łóżeczko, generalnie musi być jak najbardziej samodzielne. Ile nocy nieprzespanych miałam, jak bardzo zmęczona chodziłam wiem tylko ja. Dlaczego wtedy nie zaufałam swojej intuicji – tego nie wiem wcale.

Kryzys karmienia nastąpił na wiosnę. Hance na potęgę zaczęły iść zęby, domagała się piersi dosłownie co sekundę. Zaspokajała tym wszystkie swoje potrzeby: głód, chęć picia, ukojenie, bliskość. Wyglądało to tak, że wisiała na mnie non stop. Dodatkowo miała straszną mamozę, nie mogłam wyjść do drugiego pokoju, bo gdy tylko traciła mnie z oczu, to od zaczynała płakać. Nie mogłam pracować, gotować obiadu. Za każdym razem podchodziła i domagała się piersi. Już. Natychmiast.

Gdy rozwieszałam pranie, ona stawała i sama się obsługiwała, gdy szłyśmy ulicą i niosłam ją na rękach, potrafiła mnie rozebrać, by dostać się do mleka. Czułam się strasznie niekomfortowo. Momentów, kiedy ssała pierś i była to nasza intymna, pełna bliskości chwila było już coraz mniej. Wydawało mi się, że ona rośnie, ale potrzebuje mnie coraz bardziej. Byłam uziemiona w domu, z nią przy boku. Dodatkowo kilkanaście pobudek w nocy, z której każda musiała zakończyć się piciem mleka. Bardzo to było męczące.

Pierwszą próbę odstawienia podjęłam latem. Wtedy przytrafił mi się spontaniczny wyjazd na 3 dni ale z odstawienia nic nie wyszło. Dlaczego? Bo nie byłam z tym pogodzona. Nie ja to zakończyłam. Gdy wróciłam z wyjazdu, okazało się, że Hania po początkowym fochu nadal domaga się piersi i zachowywała się tak, jakbym nigdzie nie wyjeżdżała. Ja byłam tak za nią stęskniona, że postanowiłam, że jeszcze spróbujemy się pokarmić. I spróbowałyśmy…

Jednak reszta wakacji niczym nie różniła się od tego, co było wcześniej. Stwierdziłam, że jeszcze ją pokarmię do końca lata. Chyba szukałam pretekstu, sama dla siebie, bo wymyśliłam rzecz absurdalną.

– Wiesz co kochanie, pokarmię ją do osiemnastego miesiąca tak jak Helę. Wtedy, jak już będą duże i będą się kłóciły, żadna z nich nie będzie mogła wypomnieć, że ta druga była karmiona dłużej – powiedziałam do Martina. Spojrzał na mnie z politowaniem i stwierdził że to chore.

ODSTAWIENIE

Tak naprawdę nic takiego się nie wydarzyło. Nic nowego, co mogłoby przyśpieszyć moją decyzję. Ostatnie noce były tak ciężkie, że nie miałam sił zaczynać nowy dzień, a co dopiero wywiązywać się ze wszystkich obowiązków. Przez każdą z tych nocy Hania cały czas na mnie „wisiała”. Aż w końcu któregoś ranka wstałam i powiedziałam do niej na głos:

– Nie ma już cycusia.

I możecie wierzyć lub nie, ale ona zrozumiała. Na początku była zaskoczona, że jak to możliwe, że już nie ma, skoro całą noc był i dawał jej ukojenie. Próbowała, podchodziła, prosiła… Wszyscy byliśmy zaangażowani w tłumaczenie jej co się stało, co się dzieje, co się teraz wydarzy. Pierwszego dnia próbowała. Na drugi dzień już nie… Nie musiałam smarować piersi solą, ostrym sosem lub owijać się bandażem (!), jak to robią niektóre dziewczyny. Tłumaczyłam i mówiłam prawdę. Nie wymyślałam, nie kłamałam. Dziecko to czuje i naprawdę bardzo dużo rozumie.

I tak mija 4 dzień i Hanna jest zupełnie innym dzieckiem. Nie ma mamozy, mazgajenia się, rozdrażnienia. Nie mogę w to uwierzyć! Jest zadowolona, uśmiechnięta i naprawdę radosna. Nie ma kilkunastu pobudek – wczoraj były raptem trzy. Mogę w końcu się ruszyć, coś zrobić, gdzieś pójść.

I zastanawiam się dlaczego? Może ktoś wie i odpowie mi na to pytanie. Skoro mleko matki jest czymś najlepszym, co możemy dać dziecku, to skąd się biorą takie zachowania? Dlaczego dzieci są jęczybułami, dlaczego budzą się w nocy, dlaczego są rozdrażnione, skoro dostają to, czego potrzebują. A gdy im się to odbierze to wtedy zachowanie się zmienia?

Pytacie jeszcze o to czy daje jej inne mleko lub mleko modyfikowane. Jeśli ma ochotę na mleko, to dostaje mleko roślinne (owsiane, kokosowe). Bardzo często pije wodę, kompot, świeżo wyciskany sok. Jak radzę sobie z nawałem pokarmu? Ciepły prysznic z masażem i delikatne spuszczanie mleka. Ale trzeba pamiętać, by pozbyć się tylko nadmiaru, który nam przeszkadza. Nie odciąga się mleka laktatorem, bo to tylko pobudza laktację. Po ciepłej kąpieli stosuję okłady z potłuczonych liści kapusty. Ważne, by liście puściły sok. To wszystko. Nic więcej nie robię. Czuję się coraz lepiej. Nie mam temperatury czy dreszczy. Po tych kilku dniach myślę, że to była bardzo dobra decyzja. Jeszcze łapię się na tym, że zakładam bluzki do karmienia, a przecież już teraz nie muszę rezygnować z fajnych ciuchów, które są pod samą szyję.

Karmienie piersią było cudownym doświadczeniem, którego nie zapomnę do końca życia. To niesamowite, że nawet gdy zakończyłam swoją mleczną drogę a w weekend spotkałam się z koleżanką, która karmiła swojego noworodka, od razu miałam łzy w oczach. Dla mnie to jest przepiękny widok. Zawsze będę wspierała kobiety, które chcą karmić, jednak podkreślam też, żeby to robić, ale nie kosztem samej siebie. Bo wiadomo, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Dla swojego dziecka i tak jesteś najwspanialszą mamą na świecie. Czy karmiłaś miesiąc, pół roku, 3 lata czy wcale. Tak naprawdę każda z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej – prawda?

I tak sobie myślę, że chyba ciężko postanowić sobie do kiedy się karmi, co? Z kim bym nie rozmawiała, to zawsze ta decyzja była zmieniona, przesunięta w czasie. Sama jestem najlepszym przykładem, bo zanim urodziłam pierwsze dziecko, mówiłam o tym, że chciałabym pokarmić „noo tak  z 6 miesięcy max”.

A jak to jest u Was? Plany pokryły się z rzeczywistością?