Siedzę na tym końcu świata w Baczkach już drugi miesiąc. Zdążyłam przez ten czas zaprzyjaźnić się z 29 ślimakami, 12 pająkami, jednym bocianem i dwiema gąsienicami. Z żabami się nie zadaję, bo jak je liżę, to nie smakują zbyt dobrze. Poza tym po żabach zawsze widzę jakieś wróżki i inne latające stwory w powietrzu.

W międzyczasie postanowiłam dorosnąć i pożegnać się z pieluchą. Moi rodzice sami o mało co nie narobili w gacie z radości. Normalnie wydarzenie na miarę olbrzymiej babki z piasku… Wszyscy musieli się dowiedzieć jaka to ja niby ogarnięta jestem i jak w mig połapałam o co chodzi. Wielkie mi co – ja po prostu zauważyłam, że moje kiecki tracą fason z pieluchą pod spodem a ja sama wyglądam w nich, jak jakaś larwa. Żenua! A tak a propos pieluch – czy zauważyliście, że w bajkach nikt ich nie nosi? Ściema jak nic, no ale tata zawsze powtarzał, że telewizja kłamie…

Dawno nic nie napisałam, co tam u mojej siory słychać, więc nadrabiam zaległości. Ogólnie szału z nią nie ma, chociaż widzę delikatny postęp – nadąża już za mną wzrokiem i zna nowe triki: potrafi się przekręcać i ślinić się, jak tata na cycki mamy. Zresztą nigdy nie będę w stanie zrozumieć tej jego niezdrowej fascynacji cyckami – przecież on jest tak na oko z rok młodszy od księżyca i już dawno nie powinien pić mleka. Mamo, myślę, że powinnaś z nim pogadać i wysłać go na jakąś terapię, czy coś…

Ale wracając do mojej siostry – na początku była nieznośnie grzecznym egzemplarzem, normalnie nudy na kółkach, mówię wam. W trosce o jej lepszą przyszłość postanowiłam wziąć sprawy w moje ręce, dając jej kilka wskazówek odnośnie godnego reprezentowania stanu niemowlęcego. Umówmy się, nikt nie lubi kujonów i pupilków a Hanut miał wszystkie zadatki na „cudowne dziecko” – bezproblemowa, bezalko bezkolkowa, przesypiająca całe noce, z wiecznym bananem na tej ciut zbyt pyzowatej twarzy. Z tym głupim uśmiechem to w sumie tylko i wyłącznie wina taty, bo pomylił ziółka i zaparzył mamie nie to, co trzeba. Ups, no i wygadałam się… Mówiłam Ci już tato, że baaardzo Cię kocham?

No dobra, było minęło – teraz już mogę śmiało powiedzieć, że jestem z mojej sis dumna. Moja nauka nie poszła w las i Hanula wyrobiła sobie zacny nawyk nocnych pobudek. Chyba w końcu zakumała o co w tym całym byciu glonem chodzi, bo nawet wyszła z własną inicjatywą i stwierdziła, że już nie będzie jeździć w wózku. Teraz rodzice muszę się dwoić i troić, żeby ją nosić przodem do świata. Normalnie szacuneczek! Kto wie, jak tak dalej pójdzie, to może pokażę jej o co chodzi z tym całym blogowaniem, bo ja mam czasem takie urwanie głowy z moją kliniką i zabawkami, że nie daję rady pisać tak często, jak kiedyś…

Aaa, zapomniałam wam powiedzieć o najważniejszym – moi wiejscy rodzice w końcu się nade mną, wielkomiejską damą zlitowali i zabierają mnie na kilka dni z powrotem do Warszawy. Już nie mogę się doczekać, szczególnie, że przed wyjazdem skitrałam trochę rarytasów do jedzenia w moich skryjówkach. Na okoliczność mojego powrotu do cywilizacji posłałam dziś mamę i babcię do sklepu, żeby mi jakąś nową kieckę kupiły, bo przecież wyrosłam tu ze wszystkiego. Nie zamierzam popełnić błędu mojego taty, który kręcił nosem na rzeczy, które mama kupiła dla niego. Więc ja powiem tylko tyle: cudna ta kiecka mamo. Kiedy idziemy na jakąś imprezę w Warszawie?