Jesteśmy na placu zabaw. Hela notorycznie jest brana za chłopca, ale do tego już przywykłam. Lubię siadać i obserwować jak się sama bawi, znajduje sobie zajęcia typu zbieranie kamyków, zabawa piaskiem, coś tam tłumaczy sobie pod nosem.

 

Jakoś przykro mi się robi gdy widzę jak inni rodzice mówią do swoich dzieci zdenerwowanym głosem „nie biegaj bo się zgrzjesz”, „nie skacz bo się przewrócisz”, „nie syp piaskiem”, „chodź na zjeżdżalnię”, „chodź na huśtawkę”. Kurcze no… Dlatego nie lubię takich miejsc. Czy to nie powinno być tak, że w tym miejscu dziecko może biegać, skakać i rzucać piachem? Ok, rozumiem sytuację kiedy nasza pociecha sypie innemu dziecku piach prosto w twarz. Wtedy reaguję. Ale jak bawi się i rozsypuje piach? Mam być zła? Dlaczego nie może tego robić? Siedzę tak sobie i mam wrażenie, że moje dziecko wie i zdaje sobie sprawę z mojej obecności. Jak chce pochwalić się babką którą zrobiła to ja się tą babką zachwycam. Jak chce żebym jej pomogła zejść/wejść to pomagam. Ale staram się być troszkę z boku. To jej czas, jej zabawy i pozwalam jej na zdobywanie takich umiejętności jak chociażby samodzielność. Nie animuję non stop. A już na pewno nie nakazuję i nie zabraniam. Nie wiem czemu rodzice nie mogą się wyluzować, pogadać z innymi rodzicami. Wszyscy są tacy sfokusowani na swoje dzieci. I jeszcze w dodatku pewnie oni myślą o mnie- zła matka co się dzieckiem nie zajmuje 🙂 Wczoraj pani zwróciła mi uwagę, że zdjęłam Heli buty i skarpetki jak bawiła się w piasku. Dla mnie było oczywiste, że jak jest upał przyjemniej będzie jej bez butów. A Pani powiedziała, że to niehigieniczne i na pewno się przez to rozchoruje. Co ciekawe jak ktoś publicznie daje klapsy lub wrzeszczy na dziecko to nie reagujemy. A zwracamy uwagę na takie pierdoły. Ach te place zabaw… Dobrze, że jutro jedziemy na wieś 🙂