Równy tydzień temu wróciliśmy do Warszawy. Niby to tak niedawno, a prawie zapomnieliśmy jak to było chodzić bez butów czy być budzonym porannymi promieniami słońca w akompaniamencie trelu ptaków. Hela na szczęście bardzo cieszyła się z powrotu, podskoków na widok pokoju z zabawkami nie było końca. Istny szał. 

Wróciliśmy do przyziemnych obowiązków: pracy, zakupów, codziennego gotowania obiadów. Helut wrócił do żłobka.

W ciągu kilku dni od powrotu, z blondynki stałam się szczęśliwą posiadaczką czekoladowych włosów. Hela z powodzeniem rozstała się z nocnym spaniem ze smokiem. Nabyliśmy także nowych sąsiadów za ścianą. Mąż zdążył wyżyć się hobbystycznie grając na imprezie. Poczyniliśmy także kilka planów związanych z urządzaniem naszego mieszkania a także wpadłam na nowy plan biznesowy. W dodatku nadrabiałam towarzyskie zaległości i zdążyłam spotkać się z kilkoma koleżankami. Byłam także u dwóch lekarzy licząc na cud uleczenia- chyba byłam w błędzie. To wszystko wydarzyło się w tydzień. Ale tak to właśnie u nas jest, zwalniamy i cieszymy się każdą chwilą by potem przyśpieszyć i… nadal cieszyć się każdą chwilą. A co u Was? Brakuje mi komentarzy dziewczyn które zawsze wypowiadały się na Matka z córko. Jakby co nowa formuła bloga nie gryzie, odwagi 🙂