Gdyby ktoś zapytał się mnie, jaki zapach kojarzy mi się z wakacjami nie musiałbym się długo zastanawiać. I nie, nie byłby to zapach lilii, peonii, truskawek lub innych soczystych owoców. Dla mnie zapachem z upalnych dni zawsze pozostanie zapach… wkładki Raid do elektrofumigatora owadobójczego (szacun dla kogoś za tą nazwę).

Tradycyjnie na okres wakacyjny wynieśliśmy się na wieś, do naszej oazy spokoju. Problem polega na tym, że przy dwójce dzieci spokój to coś, co przytrafia się innym. Dodając do tego solidny atak wymierzony w naszą rodzinę przez jakiegoś anonimowego psychola (cała historia niebawem pojawi się na blogu), można dojść do wniosku, że jedyną sensowną opcją jest zapakowanie się w solidny karton i wystrzelenie się w kosmos.

To prawda, że przez ostatni czas byłem blogowym zombiakiem i wszystko, co z blogiem związane, było wyzute z pierwiastka sensu. Nie chciałem wyjść na malkontenta, ale gdy zacząłem przyglądać się całej parentingowej blogosferze z boku, stwierdziłem, że wszystko w temacie wychowywania dzieci zostało już powiedziane. Do czasu, aż ktoś nie wymyśli nowego i koniecznie lepszego sposobu na wychowywanie naszych dzieci. W związku z tym, że ja pionierem nowych metod wychowawczych być nie zamierzam, znalazłem się w martwym punkcie.

Nie chciałem też mądrzyć się tutaj bez sensu o tym, co najlepsze dla naszych dzieci. Dawać rad w stylu „10 najlepszych sposobów na szybkie zaśnięcie twojego dziecka”, bo skąd pewność, że moje rady będą dobre dla ciebie, drogi czytelniku? Przecież masz łeb na karku i wiesz najlepiej, co działa na twoje dziecko. Nie jestem alfa i omegą w temacie tacierzyństwa, sam popełniam wiele błędów i dobrze mi z tym. Nie czuję się autorytetem w behawiorystyce, szczepieniach i innych rzeczach niezbędnych do prawidłowego rozwoju naszych dzieci. Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że czuję się najlepszym ojcem dla swoich dzieci. Tak samo, jak ty dla swoich. Nieważne, czy słuchasz rocka, czy disco – polo. Nieważne, czy nosisz skarpety w sandałach, czy najnowsze modele New Balance, zawsze przecież starasz się dać z siebie wszystko dla swoich dzieci. Chyba, że jesteś egoistycznym skurwysynem, ale wtedy żaden tekst na blogu nie zmieni twojego nastawienia.

W całym moim życiu zawsze szedłem pod prąd. Nigdy nie chciałem pracować dla korporacji, zostałem DJ’em i producentem muzycznym. Ale nawet na rynku muzycznym płynąłem pod prąd – zamiast mainstreamu wybierałem underground, bo czułem, że muzyka to coś więcej, niż tylko 10 utworów, które codziennie słyszysz w radiu wciąż i wciąż od nowa. I chyba tak samo powinno być z ta.to & tamto – powinno odzwierciedlać to, co dzieje się u  mnie, jako człowieka ale też powinno zagłębiać temat a nie ślizgać się po powierzchni.

Kafi odnalazła się idealnie na Instagramie, czuje się tam, jak ryba w wodzie. Ja muszę ponownie odnaleźć się tutaj. Posprzątać trochę, nadać nowy pęd i kierunek. Nie martwcie się – Helut pozostanie, być może niebawem dołączy do niej Hanut. Pojawi się więcej działów, niekoniecznie związanych z ojcostwem lub parentingiem, ale na pewno rodzicielstwo dalej będzie solidną podstawą ta.to & tamto.

 

Zaciągam się więc zapachem z Raid’a, unoszącym się w naszym pokoju i wiem, że to będzie dobre lato. Pełne obowiązków, jak nigdy przedtem, ale też bez namolnych komarów, wysysających krew z naszej rodziny.

Do przeczytania niebawem…