Tekst ten miał powstać już jakiś czas temu, ale wiadomo, jak to w życiu czasem bywa: ważniejsze jest wyniesienie śmieci i spacer z córką, niż zebranie myśli rozbieganych po głowie i sklecenie ich w jedną, sensowną całość. Nie ukrywam, że katalizatorem dla tego artykułu były również wydarzenia z Paryża. Bo dziś parę słów o religii.

Nie wiem, jak było u was, ale ja z religią nie mam zbyt wielu dobrych wspomnień. Pewnie dlatego, że weekendy zawsze spędzałem u dziadków i gdy tylko nadchodziła niedziela, ja miałem już focha na cały świat, bo zaraz po Teleranku musiałem iść do kościoła na nabożeństwo, którego sensu w ogóle przez wiele kolejnych lat nie ogarniałem i podczas którego najzwyczajniej na świecie nudziłem się. Dość szybko wpadłem na niezbyt odkrywczy pomysł, że dużo fajniej jest obok kościoła, niż w środku. Do czasu, gdy katechetka wpadła na genialny pomysł przepytywania nas na lekcji religii z niedzielnego czytania ewangelii. Wtedy po prostu zmieniłem schemat moich partycypacji w nabożeństwach i eksplorowałem tereny przykościelne do odpowiedniego momentu, później z niecierpliwością czekałem, aż ksiądz łaskawie skończy czytanie potrzebnego mi fragmentu i z powrotem mogłem się udać na wycieczki.

Jak każde cwane dziecko zdobytą wiedzą dzieliłem się podczas niedzielnego obiadu, sprawiając tym samym wielką radość mojej religijnej babci, która nie mogła wyjść z zachwytu nad moim zaangażowaniem w mszę.

MINISTRANT, TO BRZMI DUMNIE!

Nie wiem, jak dokładnie doszedłem do tego etapu, ale któregoś dnia stwierdziłem, że chcę zostać ministrantem. Jak ze wszystkim, co robiłem w swoim życiu, oddałem się temu całym moim sercem. Była to bardze ciekawe życiowe doświadczenie, które oprócz strawy dla mojej duszy dostarczało też strawy dla ciała w postaci darów żywieniowych, tak potrzebnych w tamtych czasach. Wtedy też zrozumiałem sens mszy, jej podział oraz co każda część oznaczała. Gdy zaczął się sezon kolędowy, bardzo się cieszyłem, bo marzył mi się magnetofon Grundig i postanowiłem, że sobię go kupię za pieniądze zebrane podczas posługi. Niestety, szczęście wkraczającego w nastoletni świat dziecka zostało brutalnie stłamszone przez księdza proboszcza, który w zakrystii po kolędzie kazał nam oddać wszystkie pieniądze, którymi uraczyli nas sympatycznie staruszkowie, prawiąc przy tym morały, że nieładnie jest okradać Pana Jezusa.

To był ostatni raz, kiedy miałem na sobie strój ministranta, oraz ostatni raz, kiedy mogłem siebie nazywać praktykującym katolikiem.

KOŚCIÓŁ TO ZŁO! A RELIGIA?

Ale musiało sporo wody w Wiśle upłynąć, zanim doszedłem do takiego zdania. Patrząc z perspektywy czasu widzę całą obłudę kleru, który prał nam wszystkim mózgi, gdy byliśmy ministrantami. Widzę siebie – małego, wierzącego chłopca, który z ufnością podchodził do wszystkiego, co mówił ksiądz. Nie wiedziałem wtedy, że libacje alkoholowe wśród księży z mojej parafii były na porządku dziennym. Nie wiedziałem wtedy, że parafia miała wyodrębniony tzw. budżet alimentacyjny dla swoich księży, którzy słowo celibat znali tylko z lekcji religii. I tak dalej…

Nie ochrzciliśmy Heluta, o czym już na ta.to & tamto wspominałem. Będzie miała całe życie na to, by podjąć świadomą decyzję, czy wiązać się z jakąś religią, czy też pozostać ateistką. A ja zamierzam jej o wszystkich religiach opowiedzieć, oczywiście nie w samym pejoratywnym świetle, chociaż faktów zatajać nie będę. Bo to, że ja uznaję religię za zło wynalezione przez człowieka wcale nie oznacza, że religia jest zła sama w sobie. Niewątpliwie pomaga ludziom słabym odbić się od dna, odnaleźć sens życia i wyjść na prostą. Możecie się oburzać, że nazywam was słabymi i macie do tego prawo. Ale nie zrozumcie mnie źle – odnoszę się do osób, którym religia faktycznie pomogła, bo byli w silnej duchowej potrzebie a nie do osób, które co tydzień ruszają do kościoła, nie wiedząc po co tam są i czym tak naprawdę jest nabożeństwo, w którym uczestniczą. Po prostu chodzą, bo tak wypada, bo zawsze się chodziło no i jak nie pójdziemy, to co powie rodzina albo sąsiedzi?

A NAUKA NA TO…

Niedawno przeprowadzono badania, z których wynika, że dzieci z rodzin religijnych są mniej szczodre i bardziej nieuprzejmnie od swoich ateistycznych rówieśników. Mnie to akurat nie dziwi, bo wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, w których rodzice religijni (celowo nie wskazuję o jakie wyznanie chodzi) byli nietolerancyjni i przelewali swoje mądrości na dzieci. Zresztą patrząc z boku łatwo zauważyć, że większość religii uważa, że ich wyznanie jest tym jedynym prawdziwym i ostatecznym a cała reszta ludzkości to marność nad marnościami i należy im jedynie współczuć, że nie będą żyć wiecznie.

Tymczasem ponad połowa ludzi w USA uważa (niestety, nie znalazłem danych dotyczących innych krajów), że wiara idzie w parze z dobrocią! Co więcej – inne badania wykazały, że ponad 53% amerykanów wierzy, iż moralność idzie w parze z wiarą w boga. Nie sądze jednak, że wyniki byłyby inne u nas. Wyobraźmy sobie kandydata na ważny urząd państwowy, który publicznie oświadcza, że jest ateistą – nie sądzę, by w najbliższym czasie ktoś był chętny do popełnienia takiego samobójstwa politycznego.

Wracając do samego badania, które przebiegało w następujący sposób: naukowcy poprosili dzieci, by zagrały w grę, podczas której decydowały, iloma naklejkami podzielić się z obcymi rówieśnikami z tej samej szkoły i tej samej grupy etnicznej. Te parametry były kluczowe dla badaczy, ponieważ chcieli wykluczyć wpływ rasizmu na wyniki.

Drugim zadaniem dla dzieci biorących udział w badaniu było ocenienie złego postępowania innych dzieci oraz zasugerowania kary za ten występek. Dzieci z rodzin wierzących wykazywały dużo większą skłonność do potępiania zachowań rówieśników, jak również opowiadały się za dużo surowszymi karami, niż dzieci ateistyczne.

Wnioski z badania wskazują jednoznacznie, że dzieci z domów wyznaniowych wykazywały większą skłonność do osądów, przy jednoczesnej mniejszej skłonności do altruizmu. W badaniu wzięło udział ponad 1200 dzieci z USA, Kanady, Jordanii, Turcji, Afryki Południowej oraz Chin. Większość pochodziła z rodzin chrześcijańskich, muzułmańskich oraz ateistycznych, w mniejszości był judaizm, hinduizm oraz buddyzm. Wiek dzieci wynosił od 5 do 12 lat.

ŚWIAT BEZ RELIGII TO ŚWIAT IDEALNY?

Na pewno tak daleko bym się nie posunął, chociaż twierdzę, że świat bez religii byłby światem lepszym. Nie dla wszystkich, bo tak, jak wspominałem wcześniej, religia pełni bardzo ważną rolę społeczną i terapeutyczną. Ale pomyślcie przez chwilę o świecie pozbawionym antagonizmów na tle religijnym, oszczędzających kilkadziesiąt tysięcy istnień rocznie. Czyż to nie jest piękna wizja? Dobro i moralność wbrew pozorom nie są skorelowane z religią, ale dopóki większość społeczeństwa tego nie zauważy, dopóty trwać będzie walka o rząd dusz, manipulacja oraz nadużycia, które w ostateczności krzywdzą niewinne i przypadkowe osoby.

Poza tym wydaje mi się, że wtłaczanie do głowy dzieci abstrakcyjnych pojęć religijnych mija się z celem, ponieważ w większości i tak nie rozumieją one głębi za nimi stojących. Nie wierzę, że statystyczne katolickie dziecko wie, po co naprawdę idzie do pierwszej komunii świętej. Nie wierzę, że obrzezanie w imię religii nie wywiera żadnych skutków psychicznych w dorosłym życiu. Nie wierzę w twoją religię i twojego boga, chociaż szanuje twoje poglądy, dopóki nie zaczynasz krzywdzić lub indoktrynować mnie lub mojego dziecka.