Całkiem niedawno pewna sieć Empicko ugięła się pod naporem katolickiej opinii publicznej, oburzonej świątecznymi reklamami. Zastanawiałem się wtedy, czym tak naprawdę kierują się ludzie, którzy atakowali w moim odczuciu dobrą reklamę. Bo czyż nie o to chodzi w świętach? O przebaczenie, pojednanie i wspólne kontemplowanie cudu? Chwilę później mamy Charliego Hebdo. Też komuś coś się nie spodobało i postanowił sięgnąć po broń, żeby zastraszyć. Tym razem z odwrotnym skutkiem.

A teraz zamknijcie na chwilę oczy i przypomnijcie sobie wasze dzieciństwo. Te wspaniałe chwile, kiedy zaczynacie stawiać nieśmiałe pierwsze kroki. Swoją pierwszą wizytę na plaży. Swój pierwszy kontakt z piaskiem i chlapanie się wodą. Pamiętacie? Pewnie, że nie. Dzieci, które pamiętają takie rzeczy spotkać można jedynie w hollywodzkich filmach s-f. Na szczęście z pomocą w tym przypadku przychodzą rodzice. Dokumentują wszystko, w miarę swoich skromnych możliwości i zasobów czasowych. Kiedyś na kliszach, dziś cyfrowo. Kiedyś w albumach pieczołowicie opisywanych i pokazywanych rodzinie, znajomym, sąsiadom. Dziś w sieci, udostępniając mniejszej lub większej grupie znajomych lub… nieznajomych.

I wszystko byłoby super, bo wiadomo – każdy robi co chce, do czasu, kiedy nie krzywdzi tym kogoś innego. Pomijam w tym momencie ugrupowania ekstremistów, które są bardziej święte od papieża i które wojują, jak tylko poczują się czymś urażeni. Na parentingowym poletku też mamy misyjnych ekstremistów. Mają misję szerzenia wiedzy na temat nagości małych dzieci w sieci i ich fatalnych skutków na nasze obecne jak i przyszłe pokolenia. Podnoszą przy tym następujące argumenty:

Bo pedofilia, ciemny rodzicu!

 

Wrzucając do sieci nagie zdjęcia swoich dzieci ułatwiasz pedofilom dotarcie do jarającej ich treści. Mocno naciągane, ale ok – przyjmijmy, że jest to takie łatwe. Pora zatem na pytanie, czy idąc z dzieckiem do parku nie ułatwiamy krypto fotografom robienia zdjęć, które później zapełnią czyiś dysk twardy? Nie ułatwiamy również skitranym w krzakach zboczeńcom onanizowania się na widok naszych dzieci? Ale zaraz! Przecież dziecko do parku nie idzie nagie, prawda? Pewnie, że nie. Ale czy pedofil w związku z tym będzie miał gorszy orgazm?

 

nagie dzieci w sieci zostały zgłoszoneCofnijmy się w czasie o pokolenie. Skąd na przykład nasi rodzice idąc z kliszą do fotografa wiedzieli, że pan Stefan z zakładu fotograficznego Promyk nie jest obleśnym pedofilem lub innym fetyszystą i nie robi sobie dodatkowych odbitek dla siebie i swoich równie obleśnych znajomych? Nie wiedzieli. Ale nie byli też paranoikami, sformatowanymi przez media. Nie mieli dostępu do internetu i nie czytali o tych wszystkich potencjalnych zagrożeniach, czyhających na nasze pociechy. Czy wtedy było mniej pedofilów? Nie sądzę. Po prostu było trudniej ich namierzyć.

Według niektórych zdjęcie bobasa w samej pieluszce już jest ok.

A co jeśli pedofil lubi zrobić sobie dobrze przy zdjęciu dziecka w pieluszce? Przecież powszechnie wiadomo, że stuprocentowa nagość jest mniej pociągająca od niedopowiedzianej nagości, bo wtedy pracuje wyobraźnia. Faceci wiedzą to doskonale, bo co do zasady jarają się bardziej kobietami, które mają na sobie sexy bieliznę.

Prawo do prywatności naszych dzieci (czyt. kiedyś nasze dziecko rozliczy nas ze wszystkich swoich zdjęć, które zostały wrzucone do sieci).

Borze kochany! Chronię prywatność swojego dziecka i dlatego również nie kupuję mu komórki, dzięki której będę mógł śledzić każdy jego ruch w imię bezpieczeństwa. Chronię prywatność i nie umieszczam kamer w domu, żeby je podglądać podczas mojej nieobecności w imię bezpieczeństwa! A co jeśli kiedyś twoje dziecko rozliczy cię z podglądania jego poczynań, kiedy nie było tego świadome? A wy? Ręka w górę, kto z was powiedział kiedyś do swoich rodziców:

Jakim prawem zrobiliście mi to zdjęcie, jak miałem 2 latka i biegałem nago po plaży z fujarką na wierzchu? I dlaczego oglądał mnie pan Stefan z zakładu Promyk? I nasza sąsiadka? I znajomy dziadka, który dostał odbitkę mojej fotki? Co wyście sobie wtedy myśleli?

Martwicie się, że wasze dzieci za kilkanaście lat zaproszą was na poważną rozmowę za zdjęcia, które wrzucaliście do nieistniejących serwisów? Ok, martwcie się za siebie. Ale nie za innych. Nie próbujcie wmawiać innym, że to, w co wierzycie wy ma sens dla innych. Bo wielu wierzyło, że świąteczna reklama Empiku przekracza granice. Pozostali (założę się, że w większości również i wy) śmiała się z tego pod nosem a później przecierała z niedowierzaniem oczy, gdy osoby odpowiedzialne za reklamę przepraszały. Być może wasze działania również powodują uśmieszek u innych, zmieniający się w wielkie zdziwienie, gdy bawicie się w szeryfów moralności i zgłaszacie kolejne zdjęcie na Facebook’u, jako naruszające regulamin serwisu w kategorii nagość. Nie bawcie się w ekstremalnych islamistami państwa rodzicielskiego. Jeżeli kole was w oczy nagość czyichś dzieci, nikt nie zmusza was do  oglądania. Wasze działania nie sprawią, że zacznę się bać. Ja też nie nie umoralniam osób, które nie pozwalają biegać dzieciakom nago po plaży i ich małe, słodkie dupki odparzają się w mokrych pieluchach. Nie moja sprawa. Zamiast naprawiać świat, wolę poświęcić ten czas mojemu dziecku i nauczyć go szacunku do innych i wyjaśnić, na czym polega prawo do posiadania własnego zdania. Na każdy temat. Bo tak jest bezpieczniej.