Nie ma związków, w których partnerzy mieliby cały czas takie samo zdanie na każdy temat. Nie ma związków, w których partnerzy nigdy o nic się nie pokłócili. Jeżeli uważasz, że tobie nigdy się to nie zdarzyło, współczuję Ci takiej wyjałowionej protezy, którą nazywasz związkiem. Tym bardziej współczuję, jeśli w domu masz dziecko.

 

Jeśli masz takie samo zdanie na każdy temat, jak twój partner, to znaczy, że albo jesteś zwykłym pantoflem lub… pantofelką (serio, jest taki zwrot?), albo po prostu zależy ci na świętym spokoju, czyli mówiąc kolokwialnie, masz wszystko w dupie. Ok, twoja sprawa, która się jednak komplikuje, gdy dotyczy bezpośrednio twojej pociechy.

 

Musicie mi wybaczyć szanowne czytelniczki, które stanowicie druzgocącą większość odwiedzających tego bloga, ale od teraz przechodzę w tryb męskoosobowy.

 

Piszę do ciebie tato, bo wiadomo, że w sprawach dziecka kobieta wie zawsze wszystko najlepiej. Tak już jest skonstruowana i super. Ale to nie znaczy, że zawsze ma we wszystkim rację. Co gorsza, może mieć koleżanki, które tej racji mają jeszcze mniej i sformatują ci kobietę tak, że jej nie poznasz. Nie ma chyba nic gorszego, niż cedowanie wszystkich kluczowych decyzji dotyczących twojego dziecka na partnerkę, bez żadnych rozmów, dotyczących krótko- i długofalowych  skutków tych decyzji. I nie, nie mówię tu o syntezie.

 

Bierność to przecież brak wyboru a brak wyboru jest najgorszym wyborem, bo w razie tragedii umywasz ręce od całego bajzlu i masz pretensje do partnera. A czyż w rodzinie odpowiedzialność nie powinna być zbiorowa? Dlaczego chciałbyś, aby ktoś inny dokonywał wyboru za ciebie? Przecież dokonując wyboru, dajesz dziecku pierwiastek siebie. Niech ci nie będzie wszystko jedno, bo „żona wie najlepiej”. Może wie, może nie wie. Chcesz postawić na ten zakład losy swojego dziecka?

 

Podobno w każdej sytuacji można dojść do consensusu. A co jeśli mamy związek, w którym trafia przysłowiowa kosa na kamień?

Weźmy na przykład modny temat szczepionek. Co jeśli partnerka jest przeciwniczką szczepień a partner zwolennikiem? W jakim miejscu mają się spotkać? Czy w ogóle mogą się spotkać? To nie jest kwestia zawodowa, w której kobieta popiera skrajną prawicę a mężczyzna lewicę, i którą po powrocie z pracy do domu można zamknąć wraz z płaszczem w szafie. Czy doczekamy się pierwszej sprawy sądowej, w której jeden partner oskarży drugiego o potajemne zaszczepienie wspólnego dziecka? Oczywiście, że nie, bo nieszczepienie jest niezgodne z obowiązującą literą prawa (chyba, że w USA,  bo tam w temacie pozwów wszystko jest możliwe).

Według mnie dziecko do szczepień powinno przystąpić za obopólną zgodą rodziców. Na piśmie. Tak, jak ma to miejsce przy wyrabianiu paszportu. Wiadomo, że to się nigdy nie zdarzy, co nie zmienia jednak faktu, że temat zasługuje na głębsze przemyślenie.

Zresztą nie trzeba szukać daleko: ja jestem za szczepieniami, moja żona przeciwko. Spotykamy się pośrodku i będziemy starali się szczepić nie według obowiązkowych terminów ale według gotowości systemu immunologicznego naszej córki.

 

Albo kolejny przykład: chrzciny. O ile jestem w stanie zrozumieć chrzczenie dziecka, bo jeden z partnerów jest wierzący, o tyle totalnie nie potrafię wyjść z podziwu, jak można stygmatyzować dziecko tylko i wyłącznie dlatego, że dziadkowie tego oczekują. To jest decyzja, którą ty jako rodzic musisz podjąć w imieniu swojej córki, posiłkując się nie oczekiwaniami otoczenia a swoim własnym przekonaniem. Ja na przykład bardziej od pytań „dlaczego wstawiłeś moje zdjęcie do sieci, jak miałam roczek i biegałam nago po plaży?” bałbym się pytania: „dlaczego mnie ochrzciliście, skoro ani ty ani mama nie chodzicie do kościoła?”. Co miałbym powiedzieć? Zrobiliśmy to na tak zwany wszelki wypadek? Jakby co, zawsze możesz się wypisać?

 

A co z decyzją odnośnie karmienia piersią czy MM? Albo decyzją odnośnie długości karmienia piersią? W większości przypadków decyzję podejmuje kobieta, chociaż ma ona bezpośredni wpływ na wszystkich członków rodziny. Nie twierdzę teraz, że w każdym domu powinno się zapytać męża, jakie jest jego stanowisko odnośnie karmienia piersią. Bardziej zależy mi na uwypukleniu problemu, w którym matka po prostu oznajmia pewien sposób działania a ojciec pokornie przyjmuje oświadczenie do wiadomości. Nie zapominajmy, że „po” dziecku w dalszym ciągu mamy związek partnerski, w którym warto a czasem nawet trzeba zapytać partnera o jego zdanie w danej sprawie. Całkiem możliwe, że będzie mu wszystko jedno i ostateczna decyzja będzie i tak należała do ciebie. Ale przynajmniej będzie fair.