Z pozoru super zapowiadający się dzień… W końcu przespana noc, bo córka była łaskawa spać od 20 do 7 rano. No istny szał po prostu. Ale jakoś szybko poczułam, że to nie mój dzień. Nie wiem czemu. Jak widać wyspanie jednak niekoniecznie ma wpływ na to jaki mamy nastrój. Mój był fatalny, ale od początku…

Rano gotowałam jaglankę, bo właśnie zaczęliśmy nasz „jaglany detoks”. Karmiłam Helę, bo inaczej wyjadłaby z niej same winogrona. Także karmiłam ją czytając po raz trzeci jedną z książek Tupcia Chrupcia, w międzyczasie sama usiłowałam zjeść moją porcję kaszy.
Córka zażyczyła sobie, by do żłobka jechać wózkiem, tak więc pchałam ten wózek w świeżo opadłym śniegu, w drugiej ręce trzymając psa na smyczy. Wiatr ze śniegiem wiał mi prosto w twarz. Zmęczona doszłam na miejsce, potem szybko z powrotem.

Mąż powiedział, że dziś pracuje z domu, bo ma do zrobienia dużo rzeczy przy kompie, generalnie nie musi wychodzić. Zawsze gdy to mówi to się cieszę, bo liczę na to, że w ciagu tych kilku godzin znajdzie się czas na wspólną kawę czy zamienienie słowa. Jakże często się mylę… Okazało się, że tym razem też się myliłam.

Rozmowy nie ma wcale, o wspólnej kawie też mogę zapomnieć, więc zamiast pić parzone cudo robione przez męża zostaje przy Ince pitej w biegu.

Po przyjściu ze żłobka ogarnęłam jak każdego ranka pokój Heli, nasz pokój oraz kuchnie po porannym posiłku, po chwili zaczęłam robić zupę. Jedzenie które jemy jest zdrowe i smaczne ale za to pracochłonne. Po jakimś czasie siekania warzyw, stwierdziłam że po prostu jestem zmęczona, że boli mnie brzuch jak tak się krzątam. Na szczęście specjalnie po to kupiliśmy ostatnio wysoki taboret w Ikei, bym mogła trochę odciążyć kręgosłup.

Patrzyłam co jakiś czas na męża mego, który siedział przy stole z kubkiem herbaty, a w tle miał odpalonego fejsa.
Nawet nie wiecie jakie mną emocje targały. Wściekałam się straszliwie. Nożesz kurwa! -myślałam, ostentacyjnie i głośno rozładowując zmywarkę do naczyń. Nawet nie zauważył…

Co on może wiedzieć o zmęczeniu?

Ja taka biedna z wielkim brzuchem i dodatkowymi kilogramami nie mam czasu by usiąść, a on siedzi całymi dniami na tyłku, by pod koniec dnia powiedzieć mi, że jest zmęczony. Podstawiam mu wszystko pod nos, a to herbatkę a to zupę, a on mi śmie powiedzieć, że za mało posiłków je bo czuje się zmęczony i zziębnięty.

Moja złość po prostu zalewa mnie od środka.

To sobie zamów catering i jedz więcej – mówię.
I ubierz się cieplej – dodaje po chwili.

Jestem po prostu rozgoryczona i przekonana o tym, jak to ja mam źle i ciężko, podczas gdy on siedzi sobie wygodnie.

Dalej wcale nie jest lepiej…

Wieczorem, podczas rozmowy wygarniam mu wszystko, mówiąc, że może powinien zrobić sobie badania ogólne skoro tak się męczy. Że przecież nie wykonuje jakiejś mega faking ciężkiej pracy. Że co ma powiedzieć górnik, który fizycznie pracuje ponad swoje siły. No generalnie coś jest z tobą nie tak chłopie…

Później przychodzi chwila refleksji.

Nie wpadnę na pomysł, że siedzi na fejsie w mojej sprawie.
Nie pomyśle, że może bywa zmęczony, bo prawie każdej nocy wstaje do Heli.
Nie biorę pod uwagę, że właśnie rusza z nowym biznesem, gdzie zajmuje się wszystkim od A do Z, zanim ja nie zacznę mu pomagać.
Nie zastanowię się nad tym, ile stresu i nerwów kosztuje go pogodzenie tylu zajęć zawodowych i jeszcze obowiązków ojca i męża.
Nie myślę o nim z jego perspektywy. Skupiam się na tym, jak to wyglada dla mnie.

Nożesz kurde!

Dobrze że jeszcze tego samego wieczoru doszłam do wniosku, że nie nam prawa oceniać czy on może być zmęczony, czy może mieć gorszy dzień, czy może nie mieć nastroju.
Sama nie chciałabym, by ktoś rozważał to czy mogę nie mieć siły czy nie.
Co ja za bzdurne argumenty mu podałam? Co ze mną do cholery jest? Nie mam prawa. Wstyd mi.

Przeprosiłam.

Mam nadzieje, że za kilka dni jak znowu poczuje się zmęczona i przybita swoimi obowiązkami nie zacznę go mierzyć swoją miarą, że będę pamietała. A jak nie, to zajrzę sobie tu i przeczytam tego posta.

Drogie Panie, każdy ma swoje obowiązki, które są ważne i potrzebne. Nie ma się co licytować kto ma lepiej a kto gorzej. Twórzmy drużynę i idźmy do przodu.Bądźmy dla siebie dobrzy. Tak zwyczajnie, po prostu.

Pamiętajmy- oni tez się starają. Chcą jak najlepiej. Starają się stanąć na wysokości zadania w tak wielu aspektach naszego życia. Każdy jednak ma prawdo do słabości i gorszych dni.