Jestem na L-4. Pierwszy raz. Bo miałam już dosyć cateringu w żłobku. Ale przede wszystkim dlatego, że trochę się rozchorowałam. Ależ ja byłam głupiutka przez te wszystkie (dwa) lata! Napoje do łóżka, masaże, filmy w łóżku rodziców, nielimitowany dostęp do brzucha mamy i wiele innych atrakcji w zamian za lekkie osłabienie i lejące się gile z nosa? Wchodzę w to na dłużej!

Oczywiście są i minusy – nie ma co ukrywać. Poza gilami i osłabieniem nie chce mi się jeść a rodzice, jak to rodzice – zapętleni powtarzają: musisz jeść, żeby wyzdrowieć. Pfff, ja tam zdrowieć w najbliższym czasie nie zamierzam. No i spać mi się strasznie chce. Zasypiam na stojąco, co mnie strasznie drażni, bo tyle rzeczy teraz mogę bezkarnie robić a tu chwila nieuwagi, rozluźnienie i pyk – odpływam.

Codziennie pytam mamę, czy dalej ma brzuch i Hanuta w środku. Mama codziennie mówi, że ma, ale wolę się upewnić, bo mam jakieś niejasne przeczucie, że niebawem brzuch zniknie i jedyną alternatywą pozostanie mi płaski i z wystającymi żebrami brzuch taty. Dziękuję, ale wolę już tulić się do mojego dinozaura.

Poza tym serio, nie wiem, jak wy wytrzymujecie z moimi rodzicami na tym blogu i tematem mojej nadchodzącej wielkimi krokami siostry. Temat wyeksploatowany bardziej, niż moja pierwsza książka a jednak wydawać by się mogło, że nikomu jeszcze się nie znudziło. Babcia dzwoni kilka razy dziennie zestresowana, czy to już czy jeszcze nie. Panie w sklepie zamiast „dzień dobry”  to zaczynają od pytania, czy mała już jest. Ciocie w żłobku (zanim poszłam na L4) to samo. Zdjęcia z brzuchem mamy na Insta biją rekordy popularności, więc zaczynam mieć całkiem niezłego focha, bo mały glon jeszcze się nie zjawił a już podbiera mi popularność. No i ze wszystkim muszę czekać, aż pojawi się Hania – do zoo pójdziemy dopiero, jak Hania się pojawi, do Baczek pojedziemy dopiero, jak Hana się pojawi. Na plac zabaw – tak, zgadliście, dopiero, jak pojawi się Hania. Mamo, tato! Co wy na to, że zacznę znowu jeść dopiero wtedy, jak pojawi się Hanut?

Pomyślałam sobie, że naszą siostrzaną relację będę musiała zacząć od porządnej rozmowy, bo tak dłużej być nie może. Ale obejrzałam dzisiaj wszystkie filmiki taty na telefonie. Nawet te, na których sama byłam glonem i mamrotałam coś, czego za żadną Peppę nie jestem w stanie rozkminić. Serio, zaczynam się mocno martwić, bo cały czas myślałam, że sis wyjdzie z brzucha mamy i od razu będziemy mogły się razem bawić i wspólnie knuć przeciwko rodzicom a tu widzę, że będzie niezła bariera komunikacyjna na początku i nie mam pojęcia, jak ten fakt obejść.

Dobra, idę pojęczeć trochę tacie, żeby zrobił mi kakao i puścił Puffin Rock, bo zmęczyło mnie to siedzenie przy kompie i zachciało mi się spać.