Tydzień temu nic nie pisałam, ale to nie dlatego, że mi się nie chciało, ale dlatego, że był Prima Aprilis, a nie chciałam, żebyście myśleli, że mój wpis to jakiś żart, bo zawsze staram się, by moje teksty były głębokie, niczym poranna drzemka taty w moim łóżku…

Co nie zmienia faktu, że zrobiłam mamie psikusa. Mamę ogólnie jest łatwo wkręcić w cokolwiek, więc 5 minut przed wyjściem do żłobka powiedziałam jej, że mam ładunek do wymiany. Mama się męczy z tymi wszystkimi moimi warstwami, otwiera pieluchę a tam… pusto. Hihihihi, do teraz mnie trzęsie ze śmiechu, jak o tym myślę. Koniecznie muszę to powtórzyć!

Tacie też udało mi się wykręcić numer, ale to już na zakończenie dnia: udaję, że już śpię, tata cichaczem wymyka się z mojego pokoju a ja wtedy wołam go z powrotem. I tak kilka razy. Wymyślanie psikusów jest męczące, ale ile przynosi satysfakcji!

 

Dobra, musiałam się wytłumaczyć, bo w necie to prawie histeria wybuchła, że się nie pojawiłam w piątkowym wpisie. Ale skoro mamy już to za sobą, to przejdźmy do rzeczy. Dziś w programie:

5 RZECZY, KTÓRYCH NIE ZNOSZĘ I NIGDY ICH ROBIĆ NIE BĘDĘ A I TAK MUSZĘ JE ROBIĆ

1. MYCIE WŁOSÓW

To jest straszne i wkurza mnie to niemiłosiernie, bo niby rodzice tak liczą się z moimi emocjami i udają mówią, że mnie rozumieją, po czym przychodzi tata, odpala prysznic i bez zbytnich ceregeli moczy mi włosy. Swoją drogą szacun dla niego, że jest w stanie mnie utrzymać w wannie, bo to, co ja wtedy wyprawiam, zawstydziłoby niejednego break-dancera. I co z tego, że rodzice kupili mi taki kapelutek, który się zakłada na głowę podczas mycia włosów? Ciekawe, czy oni widzieli, jak się w tym idiotycznie wygląda? Sami niech sobie go zakładają i palą ze wstydu, ja swojego wypracowanego stylu nie mam zamiaru spuszczać razem z wodą z wanny.

Później do tego całego zamieszania dochodzi szampon i szorowanie, które zawsze kończy się pianą w moim nosie, uszach i oczach. Tata cały czas wtedy powtarza jakieś głupie i bez sensu teksty, które mają mnie uspokoić. Chcesz mojego spokoju, to weź nie myj mi włosów. To takie proste tato!

2. JEDZENIE DZIWNYCH RZECZY NA ŚNIADANIE

Nie wiem dlaczego moi rodzice mają tak spaczony gust kulinarny. Zamiast prostej pajdy chleba z masłem, lub opcjonalnie bez, rodzice wymyślają jakieś głupoty do jedzenia. Dziś na przykład tata wyskoczył z rzodkiewkami, próbując mi wmówić, że są całkiem smaczne. Skoro są takie smaczne – proszę bardzo, możesz sobie je wszystkie zjeść. Tym bardziej, że mama cały czas powtarza, że jesteś taki wątły. Mama wcale nie jest lepsza – dziś zaserwowała jakiś dziwny napój z pietruszki, cytryny i jabłek, który wyglądał, jak gluty z nosa. Tego się przecież pić nie dało, chociaż rodzice za wszelką cenę próbowali mnie przekonać, że jest zupełnie inaczej. Przy mnie same „ochy” i „achy” były, a jak tylko poszłam do swojego pokoju, to jakoś nie słyszałam dalszych zachwytów nad tym cudownym wynalazkiem mamy. Założę się, że potajemnie go do zlewu wylali.

3. NOSZENIE SPODNI ZAMIAST KIECEK

Cały czas słyszę, jaka ze mnie piękna i śliczna dziewczynka. Normalnie czasem mam już dosyć tych zachwytów, ale co zrobić – taka cena sławy. No ale wracając do tematu – jak każda normalna dziewczynka uwielbiam kiecki, ale jak przychodzi czas na poranne ubieranie się, to jakoś dziwnym trafem zawsze jestem ubierana w spodnie. Bo niby wygodniej. W nosie mam, że wygodniej. Następnym razem mamo, jak będziesz się chciała wbić w kieckę i szpilki (w których zresztą bardzo ładnie wyglądam, ale to temat na inną historię), też Ci zasugeruję zmianę na spodnie i trampki, bo przecież wygodniej. Ciekawe, co na to tata wtedy powie. Cwaniaki jedne.

4. KŁADZENIE SIĘ SPAĆ PO DRUGIEJ KSIĄŻCE

Serio? Mam już 2,5 roku a tata dalej traktuje mnie, jakbym miała 2 lata! Przecież wiadomo, że z wiekiem przychodzą nowe przywileje, ale u mnie najwyraźniej czas zatrzymał się w miejscu. A przecież kto normalny w moim wieku chodzi o 20.00 spać? Przecież jest jasno na dworze i pod naszymi oknami biegają inne dzieci. Ja to zawsze mam pod górkę.

 5. KOŃCZENIE ZABAWY W NAJLEPSZYM MOMENCIE

Też tak macie, czy tylko u mnie jest taka beznadzieja? Za każdym razem, gdy robi się już naprawdę fajnie i odpływam w zabawie, to nagle okazuje się, że albo trzeba iść się kąpać, albo iść na śniadanie, ubierać się, lub iść spać. No do jasnej Peppy!!! Czy chociaż raz nie mogę się pobawić tak długo, aż padnę na ryjek ze zmęczenia? Albo taka sytuacja: wpada do was kumpela, której nie widujecie za często, więc na początku atmosfera jest trochę sztywna. Później trwa walka o zabawki a jak już się w końcu dogadamy i zaczynamy imprezę, to nagle trzeba kończyć. Serio tak musi być? Ciekawe, czy mama z tatą od razu tak się świetnie dogadywali ze wszystkim, czy jednak trochę czasu minęło, zanim się dopasowali. Ciekawe, co by było, gdyby ktoś do nich przyszedł i w najmniej odpowiednim momencie powiedział: dobra, koniec zabawy, pora do domu.

Sami widzicie, lekko nie mam. Sis też średnio pomocna jest – ma wszystko w nosie, cały czas chrumka i domaga się cycka. A tymczasem kończę, bo zaraz idę się kąpać a jeszcze musze skitrać moje skarby do skryjówek, żeby rodzice nie znaleźli.