Mam nową ulubioną zabawę! Ja uciekam, rodzice mnie gonią! Z pieluchą, z ubraniem, ze wszystkim. To taki berek, ale tylko w jedną stronę. Moją drugą ulubioną zabawą jest chodzenie i sprzątanie po mamie. Bo mama kładzie wszystko w dziwnych miejscach i nic nie jest w zasięgu ręki, kiedy jest potrzebne.

 

W ogóle zauważyłam, że poczucie estetyki u rodziców to czysta abstrakcja. No bo wyobraźcie sobie taką sytuację: kororujemy kredkami. Mama robi to w dziwny i nudny sposób. A gdzie w tym wszystkim ekspresja, pytam się? Albo tata: jęczy codziennie, że ma ciuchy na jeden dzień, bo niby mu je brudzę moimi stopami. Jakoś nie wpadnie mu do głowy, że dzięki mnie jego ubrania są orgin oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Poza tym szkoda, że nie widzi swoich stóp, bo są tak samo niemiłosiernie uświnione, jak moje.

Ale szczytem wszystkiego jest jedzenie. Tu chyba nigdy nie dojdziemy do kons consuses. Nie dogadamy się. Podobno jedzenie należy chłonąć wszystkimi zmysłami. A dotyk proszę ja was, to co? Ale gupi ci rodzice. Po co im te wszystkie metalowe dodatki? Hindusi jedzą wszystko rękami i zobaczcie jacy są szczęśliwi.

 

Jest jeszcze jedna poważna kwestia, którą muszę poruszyć, zanim wróci tata: łóżko. NO DO JASNEJ PEPPY! Dlaczego mam spać sama, skoro rodzice śpią razem? Większego bezsensu w moim piętnastomiesięcznym życiu nie słyszałam. Przecież to się do prasy nadaje! Nie zdziwcie się, jak niebawem zobaczymy się w Uwadze albo innej Sprawie dla Reportera.

 

A poza tym u mnie wszystko dobrze. Chociaż w piaskownicy nudy jakieś ostatnio. Inne dzieci cały czas przychodzą pożyczać moje zabawki a jeden łobuz to nawet uciekł z moją piłką.  A przecież wszyscy dobrze wiedzą, że w odwiedziny nie przychodzi się z pustymi rękami.

 

FullSizeRender 2

 

Rozmawiałam niedawno z taką jedną dziewczynką z Francji i straszne głupoty opowiadała. Na przykład, że tam, gdzie ona mieszka jest strasznie zimno i biało. Ale że jak biało? Biało – biało pytam? No biało – biało. Wszystko! I powiedziała jeszcze, że sama się przekonam, bo przecież nie będę tutaj na zawsze. Wydaje mi się, że albo ona była nierówna niezrównoważona psychicznie albo ja nie do końca ją zrozumiałam (kto normalny rozumie fhansuski?). Ale raczej to pierwsze, bo później jeszcze opowiadała, że skończy się, jak to nazwała, „dzień dziecka” i będę musiała chodzić w ubraniach i jeździć przypięta do siedzenia w samochodzie. No mówię wam, bzdury totalne.

 

FullSizeRender

 

Drogi pamiętniku, to na razie tyle ode mnie. Idę przymierzać klapki mamy i taty.