Idźcie wy mi wszyscy w pizdu z tym ząbkowaniem! Podobno tego się nie pamięta później. A co mnie obchodzi później? Ja jestem tu i teraz. I szału już dostaję. Swędzi wszystko, spać nie mogę. Jedyny ratunek w cycku, który i tak jest w nocy reglamentowany.

 

Nie pomaga nawet fakt, że nauczyłam się mówić „cicuś”.  Poza tym mama niby taka stanowcza a tata jakoś bez problemu może się do cycków dobierać. A gdzie zbiorowa, rodzinna odpowiedzialność? Jeden za wszystkich i tak dalej? Coraz wyraźniej widzę, że na tym świecie są równi i równiejsiejsi. W ramach protestu będę płakać w nocy. Niech wiedzą, że ze mną z górki mieć nie będą.

 

Z innej bajki: nie wiecie może, jaki tata ma kod do telefonu? Jakby co, to na priva walcie…

 

Tak obserwuję tych rodziców i obserwuję… Śmieszni są. Infantylni trochę, ale śmieszni. I wszystko papugują ode mnie. Na przykład tata: robię „brrrrrrrrr, brrrrrrr…”, wiadomo, że chodzi mi o samochód, tylko nie mogę jeszcze tego słowa wyartuty powiedzieć. A tata zamiast powiedzieć samochód, to zaczyna robić „brrrrrrrrr”. Hihi, a on jest przecież taki stary! (Sorry tato – mama tak mówi cały czas, więc w razie pretensji wiesz, z kim musisz poważnie porozmawiać.)

Albo mama: mówię „cicuś”  a mama „cicuś?”. No a kurde co? Przecież nie marchewka! Nie powtarzaj, tylko daj. Szczególnie w nocy. Mało masz tego mleka, że tak sępisz?

I turla się po tym piachu, piszczy, skacze. Jak jakaś nastolatka. No i dobra, niech się turla skoro lubi. Ludzie się zatrzymują na plaży, śmieją z politowaniem. Mi tam wszystko jedno, tylko niech sobie później cycki z piachu wytrzepuje, bo błotko w  buzi było fajne tylko przez pierwszy tydzień.

 

Ej, wiecie może, gdzie można zamówić śpiewnik z piosenkami dla dzieci? Muszę mamie zamówić, bo totalnie nie ogarnia słów. Kreatywność kreatywnością, ale kurde, jak ja mam się nauczyć tych piosenek, jak za każdym razem śpiewa tą samą piosenkę z innymi słowami?

 

Ale ogólnie to strasznie ich kocham. Moich rodziców znaczy się. Lecę dać im buziaka…