No i jestem w końcu z powrotem na blogu! Łaskawie raz na tydzień mogę coś od siebie skrobnąć, byle nie za długiego i niezbyt poważnego. Pfff… A gdybym chciała się uzewnętrznić z moich egzystencjalnych rozkmin, to co? Nie mogę? Ja nie mogę!? Watch me!

Jest ciężko, nie ma co. Idą mi zęby. Tak, do jasnej Peppy! Nie jeden, pojedyńczy, bo to by było zbyt proste dla takiego małego Heluta, jak ja. Mi od razu w promocji 4 wychodzą. Cztery piątki. I nie cwaniakujcie mi tu w komentarzach, że piątki to już z górki. You know nothing, parents! Mama oczywiście chodzi, jak na szpilkach, wizualizując sobie przy okazji 1001 chorób, które mogą doprowadzać do wysokiej temperatury w nocy i pobudek co pół godziny. Więc, gdybyś przez przypadek czytała ten wpis mamo, to pamiętaj, że jest luzik i to „tylko” zęby.

A teraz z innej pieluchy… wiecie, jaka presja na mnie ciąży? Rodzice znów sobie przypomnieli, że jest coś takiego, jak nocnik i z euforią zachęcają mnie do korzystania z tego owalnego wiaderka. No więc wyjaśnijmy sobie coś raz na zawsze: jeśli (zgodnie z zasadą równości) będę mogła korzystać z ipada podczas dostarczania cargo, być może dam się namówić. Ale od razu mówię, że żaden dostęp nadzorowany mnie nie interesuje. Albo pełen dostęp do przeglądarki albo dalej inwestujecie w Pampersy. Koniec tematu.

Ej, bo totalnie bym zapomniała się pochwalić! Robię imprezkę urodzinową. Szczegóły podam wam w sekrecie, bo planuję całonocne party z utworem „Rainbow, rainbow” na repeacie, flaszką mleka na łba i flipsami. Lepiej, żeby rodzice się nie dowiedzieli, bo co oni biedni wiedzą o imprezach. Pewnie zrobią mi jakąś prywatkę przez 2 godziny, zaproszą swoich znajomych i będą siedzieć przy torcie i obgadywać wszystkie dzieciaki. W nosie mam takie pitu – pitu, więc czekajcie cierpliwie na info. Pokażemy im, jak się bawi nowe pokolenie… Tylko od razu mówię, kołujcie sobie transport, bo nie ma zostawania na noc. No i bez ulewania, płakania, jęczenia i awantur, bo będzie ban na wieki. Z prezentami też bez większych szaleństw proszę; mile widziane będą karetki, wozy strażackie i traktory. Jak ktoś przyjdzie z różową lalką to wiadomo – ban na wieki.

I jeszcze na koniec chciałam wam powiedzieć, że mój przyszły brat albo siostra na dzień dobry będą musieli się ostro postarać, żeby mnie udobruchać, bo przez tą całą akcję z brzuchem mamy nie jedziemy w tym roku do największej piaskownicy na świecie i będziemy przez całą zimę w Polsce. Już teraz pielucha mi się z nerwów otwiera, jak muszę na siebie pakować 4 warstwy odzieży i czapkę i szalik. A co to będzie zimą? I co z tego, że będzie jakiś tam śnieg i bałwany? Bałwana mogę sobie z piachu ulepić a śnieg obejrzeć na jutubie. Ja to bym poleciała, ale weź tu namów cykora mamę. Z tatą poszło gładko i od razu podłapał temat, ale powiedział, że niestety z kobietą w ciąży się nie dyskutuje i nie znaczy NIE. I tak sobie teraz myślę, że jak tak faktycznie jest, to chyba sama zajdę w tą całą ciąże i wtedy zobaczą, co to znaczy prawdziwe NIE.

No dobra, muszę już kończyć, bo już ciśnienie wielkie i tata w kolejce do kompa stoi. Do przeczytania w przyszłym tygodniu. Ja niestety muszę założyć na siebie kilka warstw ciuchów i lecieć do żłoba. Eh, gdyby nie te zęby… Chyba pojęczę trochę mamie podczas drogi, może mnie na ręce weźmie?