Czujecie zbliżającą się wiosnę? Ja czuję potrójnie, bo tata powiedział, że jak będzie wiosna, to pójdziemy na basen, dostanę hulajnogę i coś tam jeszcze mi tata obiecał, ale wiecie jak to jest z rodzicami… Obiecanki – cacanki.

Wiosna sprzyja porannemu wstawaniu. Tata niestety ma odmienne zdanie na ten temat. O 6.00 przychodzi do mnie w totalnej rozsypce, mamrocze coś niezrozumiale pod nosem, zmienia mi pieluchę, zakłady skary na nogi i każe iść się bawić a sam zajmuje moje miejsce w łóżku i idzie w kimę. Trochę mnie to wkurza, bo czasami przygniata mojego dinozaura a weź tu wyciągnij takie maleństwo spod takiego olbrzyma, jakim jest tata. Chociaż mama twierdzi, że tata jakiś taki wątły się zrobił. Że już nawet nie ma za co złapać, bo dupka zniknęła. Nie wiem, nie wnikam, ale niech mi nie miażdży mojego dino, skoro już mu pozwalam łaskawie spać w moim łóżku. Tato, jeśli to czytasz, pamiętaj –  mogłabym być mniej tolerancyjna rano i na przykład sprawdzać, czy śpisz nie co 10 minut ale na przykład co minutę.

Mama podobno też śpi, Hanut tak samo – jacyś nieogarnięci wszyscy u mnie w domu. Nie wiem, co oni robią w nocy, że są tacy zmasakrowani nad ranem, ale zaczynam się o nich martwić. Następnym razem, jak pójdziemy do lekarza, koniecznie muszę mu o tym wspomnieć. Dom harmoniuszy zamienił się w dom zombiaków. Sprawy poszły tak daleko, że muszę powtarzać wszystko co najmniej fyfnaście razy, żeby zrozumieli:

– Daddy, drink! Daddy drink! Daddy drink! Daddy drink! DADDY… DRINK!!!

– Yes sweetheart, I can hear you – odpowiada tata.

Skoro słyszy, to dlaczego nie robi? Nie rozumiem. Chociaż zaraz, zaraz… Jak się dlużej teraz nad tym zastanawiam, to może sama go tego nauczyłam? W końcu mnie też woła w nieskończoność, że wychodzimy do żłobka i trzeba się ubrać a ja, zgodnie z helutową tradycją, mistrzowsko go ignoruje. No cóż, każda różdżka ma dwa końce, jak to mówią.

Minął tydzień a z mojej sis dalej żadnego pożytku nie ma. Śpi całymi dniami, beka, wali niezłe musztardziochy w pieluchy i woła o jeść. Nuuuu-dyyyy, tyle wam powiem. Na szczęście mam nową zajawkę – małe czikeny! Po pająkach to chyba jakaś miła odmiana, bo widzę tą ulgę w oczach mamy, że w końcu się bardziej „dziewczyńska” stałam. Dobrze, że nie widziała tego pająka, co go razem z Bubą i Makówą na spółkę zjadłyśmy.

Aaaa! Przypomniało mi się, co mi tata jeszcze obiecał, jak będzie wiosna: huśtawkę w ogródku! Muszę mu dziś trochę dziurę powiercić, bo chętnie bym się pobujała a on i tak strasznie się nudzi, bo tylko siedzi cały czas przy swoim kompie i twierdzi, że pracuje. Tato! Jak chcesz zobaczyć, co to znaczy ciężka praca, to zamiast spać rano w moim łóżku, przyszedłbyś zerknąć, jakim wyzwaniem jest ulepić czikena z plasteliny. A propos pracy – mama ma na mnie małego focha, bo ostatnio jej powiedziałam, że tylko tata pracuje. I powiem wam szczerze, że nie rozumiem jej oburzenia. Leży cały dzień w łóżku z Hanką i wrzuca foty na Insta. Wielkie mi co!

A zmęczeni z tatą chodzą, jakby conajmniej cały dzień ze mną zamki z piasku budowali. Ziomki w żłobku mówią, że to się nazywa przesilenie wiosenne i że dorośli tak mają. Tylko jak pytałam ostatnio tatę, czy już jest wiosna, to powiedział, że jeszcze nie. I teraz, jak zaczynam łączyć pewne fakty, to dochodzę do wniosku, że pachnie mi tu ściemą. Raz: rodzice są cały czas zmęczeni. Dwa: wychodzi na to, że to przesilenie wiosenne. Cztery tfu, trzy: tata obiecał mi kilka rzeczy na wiosnę. Cztery: tata ściemnia, że nie ma wiosny, bo nie chce się wywiązywać z obiecanych rzeczy.

O! Do ciężkiej Peppy!

– DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAADYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!

PS: wszyscy jarają się stopami Hanuta, więc ja wstawiam moje, bo też są fajne.

PS2: w żłobku powiedzieli, że w przyszłym tygodniu przechodzimy na czas letni, więc tato, niebawem widzimy się o 5.00 w moim pokoju. Kisses!