Miałam w planach obsmarować trochę Świętego, bo coś mi w tej całej sprawie z Mikołajem śmierdzi.  Wprawdzie nie tak intensywnie, jak dwójka Hanki, ale na tyle mocno, że chciałam się temu bliżej przyjrzeć. A potem popatrzyłam na kieckę, którą mi w tym roku przyniósł i postanowiłam sobie, że dam mu spokój i zamiast niego, zajmę się tradycyjnie moją rodziną.

Wracając jeszcze na chwilkę do kiecki, to powiem wam tylko tyle, że OH MY GOD! Szczęki do dziś szukam w moim worku z klockami. Całkiem możliwe, że została już dawno zjedzona lub zgubiona przez Hanuta albo Bubę.

Być może powtarzam to zbyt często, ale prawda jest taka, że nigdy nie zrozumiem moich rodziców. Co tym razem? Najpierw przez dwa lata jęczeli, że mają zarwane nocki i chcieliby dłużej pospać. Teraz, jak już znudziło mi się ciągłe wstawanie w nocy i śpię sobie słodko, to nie zgadniecie co się dzieje. W środku nocy wpada tata i ciągnie mnie do toalety. No nie ogarniam – przecież obydwoje moglibyśmy sobie spać, ale widać, że ktoś tu tęskni za starymi czasami. To samo nad ranem – za oknami jeszcze ciemno, ja sobie pochrapuję  a tata wbija do pokoju i pobudki urządza. I jeszcze wymachuje tymi swoimi chudymi rękami, starając się wszystko przyśpieszyć. I jak tak teraz nad tym myślę, to dochodzę do wniosku, że mój tata to taki mściciel jest. Niby taki fajny, spoko gość, uśmiechnie się, by mnie urobić a jak przychodzi co do czego, to bang! On jest trochę taki, jak moja siostra – bawisz się w najlepsze, wpada Hanut i psuje ci zabawkę, powygina kartki w książce, a jeśli masz szczęście, to tylko coś obślini.

Dziwię się tylko, że mama mu na to wszystko pozwala, bo ona jest rano w jeszcze gorszym stanie, niż ja. Oczu to jeszcze przez pełno minut nie potrafi otworzyć i tylko sapie i mamrocze coś niezrozumiale. A to wszystko proszę was tylko dlatego, bo tata miał taką fantazję. Stawia sobie cały dom na nogi rano i jeszcze awantury robi, że spóźnię się do przedszkola. Wielkie mi co – ciocie przecież nigdzie nie uciekną. I wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Że później przez pół dnia muszę słuchać, jacy to oni są zmęczeni i niewyspani. No do Jasnej Peppy! I jeszcze pytają mnie z 10 razy, czy chcę sobie drzemkę popołudniową zrobić, bo sami by chętnie odpłynęli. Pfff… Zostawcie mnie w spokoju rano i wszystkim będzie się żyło lepiej.

 

Nie wiem, jak wy, ale ja mam dosyć zimy. Zimy w książkach zawsze wyglądają tak pięknie: są sanki, bałwany i rzucanie się śnieżkami. A rzeczywistość sprowadza się do tego, że farfocle z szalika wchodzą mi do buzi, czapka spada mi na oczy a rękawiczki uniemożliwiają złapanie czegokolwiek w ręce. W nosie mam taką zimę. Wychodząc na spacer, wyglądam, jak teletubiś a umówmy się – kto w dzisiejszych czasach jara się teletubisiami? Śniegu nie ma (ciekawe w takim razie, jak Święty ogarnął swój transport, skoro jeździ saniami), bałwana nigdy nie ulepiłam a walkę na śnieżki oglądałam tylko w bajce. W piasku też bawić się nie mogę, bo jest zamarźnięty na kość. No to bawię się cały czas w te same gry: ślub, wesele i przedszkole, ale ileż można się bawić ciągle w to samo? Przynajmniej wiem, że tymi zabawami daje mamie odrobinę radości! Nie macie pojęcia, jaka ona jest taka szczęśliwa, gdy może się ze mną bawić w te zabawy. Pewnie dlatego, że wtedy nie musi myśleć o tym, że tata ją tak wcześnie obudził.

 

A jutro będzie u nas Wielki Bal Sylwestrowy. Chociaż wielki to tak trochę tylko z nazwy, bo wiadomo, że w naszym mieszkaniu wielki to może być co najwyżej bałagan. Ale będzie super, bo tata obiecał, że zrobi sushi, a wiadomo, że jak tata jest w kuchni, to ja mu zawsze wtedy pomagam. Tata nazywa moją pomoc innym słowem, ale nie pamiętam teraz jakim. No i będą tańce! A jak tańce to i suknie będą! I pomalowane usta i paznokcie. Aaaaaaaa! Nie mogę się już doczekać! No będzie pięknie. Pod warunkiem, że tata znów nie zacznie puszczać tych swoich nudnych, powolnych kawałków. Wtedy na bank wszyscy zaśniemy. Ale może to i lepiej? Byleby tylko mściciel nas nie budził za wcześnie…