Czasami gdy cały dom śpi i dookoła panuje cisza mam czas złapać swoje myśli. Na ogół w ciagu dnia jest to bardzo trudne, w głowie gonitwa i nie ma czasu skupić się na tym co ważne. W związku z tym, że w mojej głowie pojawia się dużo takich krótkich w formie przemyśleń, postanowiłam spisywać je tutaj, by nigdzie mi nie uleciały.

Tak więc łapię taką myśl ulotną i myślę sobie, że niesamowite to szczęście, że mogłam zajść w ciąże i urodzić Helę. Pózniej los był dla nas łaskawy i udało się bezproblemowo zajść w drugą ciążę. Rodzina do największy skarb jaki mam. Moja duma, ostoja i spełnienie. Fakt, czasem bywam przemęczona, mam wszystkiego dość i marzę o chwili dla siebie. Jednak gdy wyobrażam sobie powrót do czasów kiedy byłam singielką wydaje mi się to takie… niepełne. Błahe problemy, przejmowanie się sprawami zupełnie nieistotnymi, myślenie głównie o sobie. Gdy sprzątałam dziś pokój Heli uśmiechałam się do siebie pod nosem. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będę to tak lubiła. Chowanie porozrzucanych klocków, książeczek przeczytanych rano, kredek którymi w pośpiechu rysowała pająka, sukienek które wyciągała z szafy bo nie mogła się zdecydować którą chce założyć… To wszystko uświadamia mi że mój dom żyje. A dzięki temu żyję ja. Naprawdę sprzątam jej pokój z wielką przyjemnością, gdy odkładam wszystko na swoje miejsce czuje niesamowity spokój i radość. Zaraz kolejna istota zawita w nasze skromne progi. Jestem zestresowana ale też bardzo podekscytowana. Nie mogę się doczekać tej chwili kiedy po raz pierwszy spojrzę na drugą córkę. Jestem ciekawa czy będą do siebie podobne, jak Hela na nią zareaguje, jak to w ogóle będzie zostać mamą po raz drugi. Wiem, że łatwo nie będzie. O ile macierzyństwo wcale nie jest proste, łatwe i przyjemne to bycie podwójną mamą będzie niezłą jazdą bez trzymanki. Mam obawy. Boję się wielu rzeczy. Jak każdemu zdarza mi się mieć gorsze chwile. Jednak jestem pewna, że nic innego w życiu nie dałoby mi większej satysfakcji i szczęścia niż posiadanie dzieci. Dla nich warto się starać być lepszym człowiekiem. Dla nich warto się nagiąć, poświęcić, oddać.

Ostatnio byłam z Helą w sali zabaw. Chciała, żebym się z nią wspinała i przeciskała przez przeszkody, by dostać się na drugie piętro, gdzie była rakieta kosmiczna. Początkowo mówiłam, że z brzuchem mi już coraz ciężej i musi sobie poradzić sama. Jednak uległam, gdy robiąc oczy jak kot ze Shreka powiedziała „mamo proszę, chciałabym, żebyś weszła ze mną”. Całą drogę towarzyszyła mi mówiąc „świetnie mama!”, „a teraz uważaj”, „brawooo!”. Gdy już dotarłam na górę i weszłam z nią do rakiety sama z siebie powiedziała „jesteś najlepszą mamą, kocham Cię!”. Oczywiście nie muszę dodawać, że nogi się pode mną ugięły i to wcale nie z powodu zmęczenia spowodowanego wspinaczką. I właśnie dla takich momentów warto. Życzę Wam, byście mieli jak najwięcej takich chwil. Miłego dnia!