Mija 15 miesięcy, odkąd zostałem ojcem. Czego przez ten okres doświadczyłem? Oto może nie kluczowe zdarzenia, które z perspektywy czasu miały dla mnie największe znaczenie, bo te są niewymierne i odnoszą się do sfery emocjonalnej ale na tyle ważne z punktu widzenia każdego początkującego ojca, że warto się z nimi zapoznać.

 

Początki.

Są najłatwiejsze, chociaż na dzień dobry może wydawać się, że jest zupełnie inaczej. Pomimo tego, że trzymasz na rękach najbardziej złożoną istotę na świecie, jej skrócona instrukcja obsługi jest bajecznie prosta: daj jeść, połóż spać. Twoje zadanie sprowadza się jedynie do przeglądów okresowych (kilka razy dziennie) i wymianie zużytych części pieluch oraz serwisowania kąpania malucha raz dziennie albo co kilka dni lub… patrzenia, jak robi to mama (w zależności od modelu mamy). U mnie akurat było tak, że od pierwszego dnia kąpiel z córką to nasz osobisty rytuał i gdy tylko nie mogę go dopełnić, odbija się to niekorzystnie na radości Heluta i Kafi. Początek to również okres, w którym spokojnie możesz robić wszystko to, co robiłeś do tej pory bez żadnych ograniczeń, bo w twoim domu zamieszkał glonojad, który poza spaniem, ssaniem i leżeniem nic innego nie robi. Poza inicjalną konsternacją, która wynikała ze sprzecznych komunikatów wysyłanych przez środowisko medyczne i znajomych z dziećmi bardzo miło wspominam tamten okres.

 

Z początków muszę jeszcze poruszyć dwie rzeczy:

 

Nigdy nie kumałem, o co chodzi z tym pępkowym. To chyba pozostałość po czasach PRL’u, kiedy facetom nie można było wchodzić na salę porodową a swoje dziecko tata widział albo przez okno w szpitalu albo dopiero w domu.  Wtedy też chyba narodził się pomysł najebki z kumplami, bo co innego było robić? A dziś? Panowie, w dobie rodzicielstwa bliskości pierwszy kontakt z dzieckiem na kacu jest passé!

Jeszcze bardziej bezsensownym wydawał mi się tekst “wyśpij się na zapas”. Co mam, kurwa, jak niedźwiedź w sen zimowy zapaść?

 

Pediatryczne mumbo – jumbo.

To jest dla mnie jakaś anty-empatyczna mafia, która w dupie ma dobro twojego dziecka.  Na jednym palcu mogę policzyć lekarza, który był miły i przede wszystkim myślał o moim dziecku a nie o odbębnieniu “szychty” i wciśnięciu przy okazji gównianych leków, za które polecanie dostaje nota bene prowizje. Na początku byłem przytłoczony tymi wszystkimi medycznymi rzeczami, które obligatoryjnie trzeba było ogarnąć. Byłem również w szoku, po zderzeniu z legendarną polską służbą zdrowia, którą znałem głównie z opisów w mediach. Szybko jednak nauczyłem się, żeby twardo z łobuzerią rozmawiać, bo wtedy od razu i pielęgniarki stają się milsze a i lekarze jakby bardziej skłonni do wyjaśnień.

 

Pierwszy ząbek dziecka.

Po pierwsze, dlaczego wszystko, co dotyczy dziecka musi być zdrabniane? Helut ma na przykład zęby, jak łopaty (pewnie po mnie) i trudno je nazwać ząbkami. Ale ja nie o tym. Wszyscy najbliżsi jarają się wychodzeniem pierwszego siekacza jak dzikie rexy. I nagle po tym pierwszym następuje cisza w środowisku. Jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy zapytać o te idące przez dwa miesiące czwórki i 8 tygodni hardkorowych nocy. A propos…

 

Przesypianie nocy.

Tyle w temacie. Zapas – srapas. Z wyrzynającymi się czwórkami czy bez – wielkiej różnicy nie widać.

 

Czas jest względny.

Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że Einstein miał rację, niż posiadanie dziecka. Wtedy czas przyśpiesza na wielu płaszczyznach: codziennej, gdy okazuje się, że po położeniu dziecka spać, twoje cztery-godziny-dla-siebie-hurra! kurczą się w magiczny sposób i po wydawałoby się 30 minutach sam snujesz się w objęcia Morfiego, bo już jest pierwsza w nocy i jako to się w ogóle stało?

Po drugie: na płaszczyźnie długoterminowej. Pamiętam, że raptem miesiąc temu trzymałem Heluta po raz pierwszy na sali porodowej a tu bang! i mamy już 15 miesięcy. Za miesiąc wracamy do Polski i do tego czasu Helut na bank będzie już miał z 13 lat i powie mi, jak bardzo mnie nienawidzi za wstawianie jego nagich zdjęć na fejsie i na tym blogu.

Jest również inny aspekt biegu czasu i tu pojawia się paradoks, zwany potocznie miłością: Kafi zostawia mnie sam na sam z Kindle na plaży. Po 30 minutach nerwowo spoglądam na zegarek. Po godzinie jestem w stanie dzwonić na Policję, bo przecież nie ma ich już pół dnia.

 

Zdrowie i bezpieczeństwo.

O bezpieczeństwie już trochę pisałem przy okazji pięciu rzeczy, których nie zrobisz w Europie… ale teraz pora na kilka słów napisanych przez pryzmat ojcostwa. Nigdy w życiu bardziej nie uważałem na drogach. Nigdy w życiu nie byłem bardziej krytyczny względem Andrzejów na drogach. Pamiętam, jak oglądałem poniższą reklamę z dobrych 5 lat temu i już wtedy działała na moją wyobraźnię. Pamiętam też, jak wdałem się w polemikę z moją znajomą, której to granie na emocjach strasznie się nie podobało. Teraz, gdy ją oglądam czuję dokładnie to samo, co wtedy. Tylko bardziej.

 

 

Jeśli zaś chodzi o zdrowie (pomijając pediatryczną mafię), to ogólnie mam szacun wielki do lekarzy. Niedawno na przykład natknąłem się na artykuł, który opisywał pierwszy w brytyjskiej historii przeszczep narządów z ciała noworodka do organów dorosłej osoby. 6 dniowa dziewczynka uratowała swoją maleńką wątrobą i nerkami wielkości 5 centymetrów dwa inne istnienia. Przecież to jest medyczny Interstellar! A ja próbowałem przez chwilę postawić się w sytuacji rodziców tej dziewczynki. I nie potrafiłem. No kurde, nie potrafiłem i już. I założę się, że nikt z was również by nie potrafił, bo to jest temat nie do ogarnięcia w trybie symulacji. Ogólnie temat śmierci jest chyba najtrudniejszym tematem świata. Szczególnie w sytuacji, gdy rodzic przeżywa swoje dziecko. Jeszcze o ile może to być “łatwiejsze” w przypadku kilkudniowego szkraba, który umiera tuż po narodzinach o tyle sytuacja nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy twoje dziecko ma 2 lata i nagle znika z twojego życia. Dla mnie jest to jakaś masakra i dlatego moja wyobraźnia pracuje. Za dwóch. Bo wiadomo, że są też Andrzeje.

 

Imprezowanie.

To jest dosyć ciekawy temat z mojej perspektywy, bo po przez ostatnich 20 lat spędzałem prawie każdy weekend za konsolą DJ’ską. Zanim pojawił się Helut byłem już zdrowo wybawiony i na sam dźwięk słowa impreza dostawałem uczulenia. Nie pytajcie, jakie spinki mieliśmy z Kaficjuszem na początku naszego związku odnośnie baletów. Ja po skończonym graniu od razu chciałem do domu. Kafi i moi znajomi mieli odmienne zdanie na ten temat i zasadniczo zawsze kończyło się to ostrą wymianą poglądów. A teraz? Obydwoje jesteśmy starymi prykami i nic nam nie smakuje lepiej, niż wspólny wieczór w domowym zaciszu, przy jazzie lub soulu, który niestety zbyt szybko się kończy. Kafi muszę na siłę wyrzucać z domu, żeby odpięła wrotki z koleżankami, których nota bene nie ma, bo nikt nie zadaje się ze starymi prykami. A ja? Pierwszy jestem do rzucania gromami, gdy w środku nocy do naszych uszu dociera basowe dudnienie z oddalonej o 4 km imprezowni.

 

Motywacja.

Na sam koniec zostawiłem sobie motywację do działania. Nigdy jakimś leniem nie byłem ale po narodzinach Heluta całe moje życie zawodowe nabrało większego sensu i kosmicznego tempa. Nic tak nie daje kopa do pracy, jak świadomość, że już za chwilę wydatki na pieluchy będą tylko miłym wspomnieniem dla domowego budżetu.

 

Wątków do poruszenia jest oczywiście dużo więcej ale kto normalny w dzisiejszych czasach czyta takie długie teksty? Zatem w trosce o wasz cenny czas wolny, na dziś to już wszystko. Jest weekend, bawta się! Tylko nie grajcie za głośno muzyki, bo na Policję zadzwonię!

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

4 komentarzy do "15 miesięczny tata w pigułce."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mon
Mon

Super tekst. Dzieki dzisiejszemu live na instagramie odkrylam bloga.I coz tu duzo mowic (doslownie 2:42am ) we wpisach,ale warto. Jedyny brak duzej ilosci komentarzy czy odzewu wynika chyba z lenistwa do czytania I naszego “wygodnego” obecnego zycia,a szkoda (taka dygresja osobista)
Buziaki dla Was kochani
Mon_moncik
X

Kate
Kate

Rewelacyjnie piszesz i świetnie się to czyta! Przy Twoim stylu, żaden długi tekst nie jest straszny 😉

Mr & Mrs Harmony

dzięki wielkie! <3

wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!