bell

Bell Girl, City & Love – test kolekcji walentynkowej

Jak wiecie lubimy nietypowe wyzwania i dobrą zabawę. Pamiętacie, jak Martin w ubiegłym roku przegrał walentynkowy konkurs? Waszym zadaniem było wymyślenie dla niego kary, za to, że nie zna mnie tak dobrze, jak ja jego. Z karą poradziliście sobie śpiewająco. Najwięcej osób zagłosowało za tym, żeby Martin zatańczył do kawałka Disco Polo. Byliście bezwzględni i okrutni! Jednak żeby nie było zbyt prosto, Martin postanowił postawić poprzeczkę jeszcze wyżej i… zatańczył w przebraniu kobiety do kawałka „Ruda Tańczy Jak Szalona”. Kto wtedy z nami był i to pamięta? 
Jeśli zupełnie nie wiecie o co mi chodzi, musicie odszukać i zobaczyć ten filmik. Jest dostępny chociażby na Instagramie pod #dance_with_mrs__harmony.

W tym roku choroby pokrzyżowały nam walentynkowe plany, jednak kilka dni poźniej to nadrobiliśmy. Tym razem chcieliśmy się przekonać, czy bez wcześniejszego przygotowania, Martin będzie w stanie wykonać mi makijaż. Nigdy specjalnie nie wtajemniczałam go w to, co do czego służy i co się z czym robi, także sama byłam ciekawa jak on podejdzie do tematu. Moja rola ograniczała się do jednego – musiałam mu zaufać. No może nie tak do końca, bo postanowiliśmy się skupić na tym, by makijaż zrobił mi trzema kosmetykami, a nie np. tuszem do rzęs, ponieważ miałam spore obawy co do tego, że wsadzi mi tusz w oko lub postanowi wytuszować zupełnie coś innego.

Upiekło mi się też malowanie paznokci, od jakiegoś czasu noszę hybrydę. Jak mu poszło możecie zobaczyć sami poniżej.

Makijaż robiony był kosmetykami polskiej firmy Bell, która już od 35 lat istnieje na naszym rynku (swoją droga piękny wynik, prawda?). Nie wiem, czy wiecie ale od 1 lutego w Biedronce można kupić ich limitowaną kolekcję Girl, CITY & LOVE. Wśród tych produktów znalazły się słodkie szminki w kształcie serca, tradycyjne matowe i brokatowe lakiery do paznokci oraz paletka do modelowania twarzy.  Tymi właśnie produktami byłam malowana (poza wspomnianym wyżej lakierem).

Przy okazji taka ciekawostka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie: nie wiem jak wy, ale ja nie znam innej polskiej marki kosmetyków kolorowych, która byłaby dostępna na ponad 30 rynkach na świecie! Szok! 

Pomadki Bell MY SWEET LIPSTICK (9,99 zł) poza swoim czarującym wyglądem mają niezwykle dużą pigmentację kolorystyczną, na półce znajdziemy aż 6 kolorów. Dodatkowo mają aksamitne wykończenie, przez co pozostawiają usta odpowiednio nawilżone. Jestem przekonana, że każda dziewczyna znajdzie tu coś dla siebie. 

Moimi ulubieńcami są: klasyczna piękna czerwień 01 oraz 05, czyli stonowany, naturalny róż. Pozostałe kolory to:

02- to taka klasyczna, mocna, chłodna czerwień
03- powiedziałabym, że to taka mocna śliwka
04- to typowy, chłodny róż
06- to taki beżowy klasyk

Kolejnym produktem użytym do wykonania mojego makijażu była Paleta do modelowania twarzy Bell MY LOVELY SET (12,99 zł). Paletka składa się z rozświetlacza, różu oraz bronzera i występuje w dwóch wariantach kolorystycznych: różowym, odpowiednim do cer o chłodniejszej tonacji i brzoskwiniowej – dla cieplejszej karnacji.

Rozświetlacze są bardzo delikatne, dzięki czemu uzyskujemy bardzo naturalny wygląd. Gdy chcemy by twarz była umalowana mocniej, bo np. wychodzimy na jakaś wieczorną imprezę, wtedy możemy go sobie stopniowo dokładać warstwa po warstwie, aż do momentu kiedy nie uzyskamy satysfakcjonującego nas wyglądu. 
To samo tyczy się bronzera i różu. Bronzerem bardzo łatwo wymodelować twarz i nie tworzy on plam, nakłada się bardzo równo. Róż jest bardzo delikatny i nadaje nam naturalnych rumieńców.

Następnymi elementami kolekcji Girl, CITY & LOVE są lakiery do paznokci (6,99 zł). Kolory są śliczne. I mimo, że jak wspomniałam- sama noszę hybrydę, nie mogłam się oprzeć i kilka moich paznokci pociągnęłam brokatowym lakierem o numerze 02. Dało to naprawdę fajny efekt. 
Trzy lakiery są brokatowe, mocno mieniące się, natomiast pozostałe trzy są matowe, bez drobinek. Są one szybkoschnące i dobrze napigmentowane.

Kolekcja przypadła mi do gustu. Uważam, że jest w naprawdę super cenie w stosunku do jakości produktu. Fajnie, że osoby z niższym budżetem również mogą znaleźć odpowiedni dla siebie produkt, w dodatku w tak szerokiej gamie kolorystycznej. 

Koniecznie dajcie znać, czy testowałyście produkty z najnowszej walentynkowej kolekcji, oraz jak wam się podoba makijaż wykonany przez Martina.

O autorze
Kasia Harmony
Rozkmina, miłośniczka kawy i chałki z masłem, tańcząca gdzie się da, dusza towarzystwa, szperaczka, wyszukiwaczka, mistrzyni urządzania wnętrz.
avatar
  Subscribe  
Powiadom o