JAK BARDZO KOCHASZ SWOJE CIAŁO, CZYLI SEKRET UDANEGO ZWIĄZKU

Pamiętacie swoją pierwszą randkę z obecnym partnerem? Osoby z dłuższym stażem na pewno uśmiechną się teraz pod nosem, biegnąc wspomnieniami w bardziej lub mniej odległą przeszłość. A przypominacie sobie wasze przygotowania do tego jedynego i wyjątkowego pierwszego spotkania? Jak się czuliście, budząc się rano ze świadomością, że dziś jest teń dzień? Przebieraliście się dziesięć tysięcy razy przed lustrem, żeby wyglądać jak najbardziej zjawiskowo? Goliliście zarosty, nogi i inne części ciała? Pachnieliście, jak miliony dolarów? Sprawdzaliście tuż przed spotkaniem, czy macie świeży oddech?

Ah, te pierwsze spotkania! Ten pierwiastek ekscytacji unoszący się w powietrzu, to niecierpliwe spoglądanie co chwilę na zegarek. Podniecenie rosnące z godziny na godzinę. A wraz z nim… skulony w kącie mózgu kudłaty strach, który martwi się o to, czy (lub ewentualnie kiedy) zrobimy z siebie debila i cały nasz misterny plan randkowy pójdzie w pizdu.

Czy tego chcemy, czy nie – początki związku to, co do zasady, nieprzerwana walka podniecenia i motyli w brzuchu ze strachem o to, jak wypadniemy przed naszym potencjalnym przyszłym partnerem. Strachem nie tylko o to, jak to będzie na pierwszej randce, ale też o to, jak ktoś zareaguje na defekty naszego ciała, gdy będziemy się bliżej poznawać. Na defekty, które dla drugiej osoby nie muszą mieć żadnego znaczenia ale dla nas są jednym wielkim kompleksem.

Spotkałem na swojej drodze wiele kobiet, które miały wiele kompleksów. Jedna miała za małe brodawki, druga za duże. Jedna miała jedną pierś większą od drugiej, druga miała jedną pierś wyżej. Jedna miała lekko odstające ucho, druga za duże uda. Jedna miała duże blizny po operacji kolana, druga miała za duży nos. I tak dalej…

Faceci też nie są lepsi – a to penis za krzywy, za mały lub za cienki. A to klata nie taka, jakbyśmy sobie wymarzyli, a to brzuch nie dość płaski, a to zakola, które zaanektowały pół głowy. 

Żyjemy w świecie, który musi przecież być idealny. A przynajmniej na początku. Bo czy wyobrażacie sobie (pardon za bezpośredniość), jak puszczacie soczystego bąka podczas waszego pierwszego łóżkowego randez – vous? A dziesięć lat później? A dwadzieścia? Jakoś dużo łatwiej wyobrazić sobie taką scenę po wielu latach, co nie? A tak na marginesie – czy ktoś w ogóle wykręca takie staże w dzisiejszych czasach?  

Teoretyzując dalej – wyobrażacie sobie porozrzucane ciuchy po całym mieszkaniu albo stertę niezmytych naczyń w zlewie na pierwszej wizycie partnera w waszym domu? Kobiety sobie nie wyobrażają. Co do facetów – tu zdania są podzielone… Dość powiedzieć, że gdy Kafi po raz pierwszy do mnie przyjechała, natknęła się na sporo rzeczy po mojej byłej. Dla mnie to był spoko – luz, bo przecież nie byliśmy już razem. A że nie zdążyła wszystkiego odebrać? Przecież to nie była moja wina…

Ale wracając do tych pierwszych chwil. Czy było coś, co mnie stresowało przed pierwszą randką? Nie. Czy było coś, co mnie stresowało przed pierwszym zbliżeniem fizycznym? Tak! Jak każdy samiec bałem się, czy podołam. Tylko tyle i aż tyle.

Czy Kafi miała jakieś obawy? Tak, ale zupełnie inne od moich. Przeczytajcie zresztą sami: 

KAFI

Do tej pory nie wiem jak to się stało, że my w ogóle jesteśmy razem. A to, że jesteśmy małżeństwem i mamy ze sobą dwójkę dzieci to już w ogóle jakiś kosmos jest.

Pamiętam dzień, w którym się poznaliśmy tak, jakby to było miesiąc temu. A tymczasem od naszego pierwszego spotkania minęło już 6 lat. Przeraźliwa mroźna zima była nam niestraszna bo… w sercach mieliśmy wiosnę. W naszych początkach był pewien dysonans – z jednej strony bardzo chcieliśmy być razem, a z drugiej… Mam wrażenie, że pierwszy rok naszego związku był jednym wielkim zgrzytem. Daleko nam było do par oglądanych w hollywoodzkich produkcjach. Podchodziliśmy do siebie, jak dwa zjeżone koty. Jedno nie chciało ustąpić drugiemu, każde chciało wyraźnie zaznaczyć, że jego terytorium jest tu ważniejsze.

W tym związku miałam więcej obaw, niż kiedykolwiek wcześniej. Dotyczyły one dosłownie wszystkiego.

Czy dwoje stanowczych ludzi spod znaku lwa może być ze sobą? Przy każdej kłótni zadawałam sobie to pytanie. Jak się okazuje chyba było to pytanie retoryczne, bo jeszcze nigdy się nie rozstaliśmy.

Gdy zawieramy znajomości, kiedy mamy osiemnaście lub dwadzieścia lat, to są one jednak całkowicie inne od tych, które zawieramy kiedy mamy trzydzieści lub czterdzieści lat. Wtedy każdy już jest ukształtowany, ma swoje naleciałości, dźwiga bagaż swoich doświadczeń. A te mogą być różne – mniej lub bardziej miłe. To pod ich wpływem jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Obaw było wiele, chociażby: czy wchodzić w taki związek czy nie, czy zamieszkać ze sobą już czy jeszcze poczekać, czy moralne jest zaczynać nasz związek kiedy formalnie Martin nie zakończył poprzedniego?

Były też wątpliwości innego rodzaju: co mam zrobić, jak podoba mi się jego charakter, odpowiada mi to jakim jest człowiekiem, ale nie do końca kręci mnie jego wygląd? Przecież do tej pory mój typ był zupełnie inny. Teraz wydaje mi się to błahe i śmieszne, ale wtedy takie nie było. No bo przecież każdy z nas chce się spotykać z atrakcyjnym dla siebie partnerem, prawda? Tymczasem Martin jest bardzo drobny i szczupły, ja natomiast do kobiet filigranowych się nie zaliczam.

Pamiętam ten czas kiedy zaczęłam poznawać jego ciało… Swoją drogą ciekawa jestem czy Wy takie rzeczy pamiętacie?

To ten czas, kiedy poznajemy gdzie ktoś ma pieprzyki, a gdzie łaskotki, gdzie tatuaż, a gdzie bliznę. No i właśnie te blizny… Pamiętam jak się tego bałam. Martin uprzedził mnie i opowiedział swoją historię. O tym,  kiedy i skąd się wzięły jego znamiona. Chyba sam się obawiał, jak to będzie, gdy ja je zobaczę.

Patrzyłam z niedowierzaniem ile musiał przejść, skoro jego ciało jest tak okaleczone. Nie będę ukrywała, chwilkę musiałam się do tych blizn przyzwyczajać, on je miał przez większość swojego życia, ja dopiero je poznawałam.

Teraz, z perspektywy czasy wydaje mi się to zupełnie nieistotne, nie zwracam na nie żadnej uwagi, są po prostu częścią jego. Zdziwiłam się nawet, kiedy sam z siebie zaczął stosować Blizan, żeby jego blizny stały się trochę bardziej miękkie w dotyku.

MARTIN

Widzicie? Zwracaliśmy uwagę na zupełnie inne rzeczy! Dla mnie moje blizny były zawsze częścią historii mojego życia. Nigdy z powodu blizn nie miałem żadnych kompleksów. Wręcz przeciwnie – uważałem, że dzięki nim jestem bardziej męski. Mojej teściowej nawet kiedyś w żartach powiedziałem, że zostałem kilka razy postrzelony. Ale żarty na bok. Kafi wspomniała o Blizanie. Wiecie dlaczego zacząłem go stosować? Z tego samego powodu, dla którego stosuję różne kosmetyki. Lubię dbać o siebie i o swoje ciało. Lubię je i chcę, żeby się podobało mojej żonie. Lubię obserwować, jak się zmienia pod wpływem stosowania różnych kosmetyków i preparatów. Blizan zmiękczył mi blizny. Krem, który podbieram Kafi wygładził mi skórę twarzy. Przed naszym ostatnim wyjściem na randkę Kafi przygotowała mi maseczkę na twarz. Pierwszy raz. Poczułem różnicę, będę to robić częściej. Dlaczego o tym piszę?

Dbanie o swoje ciało jest ważne. Jest częścią umowy, którą zawarliśmy z partnerem na początku. A polubienie własnego ciała jest kluczem do sukcesu w związku. Bez akceptacji siebie nie pójdziemy do przodu. Bo w pewnym momencie okaże się, że ta cielesność, która wystarczała na początku wspólnej drogi nie klei już tak silnie, jak kiedyś. Dlaczego? Ponieważ początek związku to ekscytacja. To wkraczanie na nowy, nieznany teren. Z kolei w związku z długim stażem najważniejsze jest bezpieczeństwo. Gdy dodatkowo w grę wchodzą jeszcze dzieci, to ekscytacja partnerem jest jak pudełko z ozdobami świątecznymi, które wyciągamy raz do roku. Jak sami widzicie, ekscytacja jeździ zupełnie innym autobusem, niż bezpieczeństwo. Na szczęście ludzie wymyślili bilety przesiadkowe!

Dbanie o swoje ciało jest paralelą bezpieczeństwa. Akceptacja swojego ciała ma natomiast swoje odzwierciedlenie w ekscytacji. Te dwa składniki są niczym yin i yang i tylko od nas zależy, czy kupimy bilet sieciowy, czy jednorazowy, bez możliwości przesiadki. Dbając o swoje ciało żyjemy dłużej. Dłużej możemy dbać wspólnie o bezpieczeństwo naszej rodziny. Akceptując swoje ciało możemy dbać wspólnie o podtrzymywanie ognia ekscytacji.

Ja zawsze uważałem, że zdrady zasadniczo wynikają z braku jasnego artykułowana swoich potrzeb. Wstydzimy się o nich mówić, bo przecież co by powiedziała moja druga połówka, gdyby usłyszała na co naprawdę mam ochotę? W takim momencie można sobie zadać drugie pytanie: co by powiedziała moja druga połówka, gdyby dowiedziała się, że ją zdradziłem, bo łatwiej mi było opowiedzieć o moich potrzebach komuś innemu?

Niestety, mówienie o swoich potrzebach seksualnych nie jest takie proste. Strach przed obnażeniem się zazwyczaj zwycięża. I to działa w dwie strony. Facet powiedziałby żonie na co ma ochotę, ale się boi, że wyjdzie na jakiegoś zboczonego świra. Żona może by i wbiła się w ten wyuzdany strój, ale przecież nie wygląda na niej tak super hot, jak na lasce w filmie porno, który oglądał jej mąż, gdy go przyłapała, jak robił sobie dobrze.  

Akceptowanie swojego ciała jest trudne. Kafi przechodzi teraz przez naprawdę ciężki okres. Czekamy na potwierdzenie diagnozy odnośnie jej zmian skórnych. Wszystko wskazuje na chorobę Duhringa. Gdy kilka dni temu Kafi przechodziła kolejny kryzys, powiedziałem jej, że dla mnie dalej jest tą mega sexy atrakcyjną dziewczyną, którą poznałem sześć lat temu. Przeszliśmy razem przez dwa porody. Widziałem ją w tak wielu niekomfortowych sytuacjach, że jej zmiany chorobowe nie robią na mnie większego wrażenia. Jej skóra niebawem się zagoi i będzie znów piękna. Ja natomiast moje blizny będę nosić do końca życia. Nawet, jeśli będą aksamitnie miękkie.

 

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

7 komentarzy do "JAK BARDZO KOCHASZ SWOJE CIAŁO, CZYLI SEKRET UDANEGO ZWIĄZKU"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kamila

Świetny tekst! Dokładnie odzwierciedla moje myśli na temat akceptacji własnego ciała i dobrego związku! Dbam o siebie z szacunku do mojego ciała, do mojego Męża, z miłości do siebie i swojej rodziny. Trudno jest prawdziwie kochać innych, gdy nie kochamy siebie. Nie możemy dać czegoś, czego sami nie mamy. Ciało traktuję jak pojazd, którym jadę przez życie, a zdrowie to bardzo cenny zasób, a nie cel sam w sobie. Dbam o jakość paliwa, regularnie sprawdzam stan techniczny, dbam o wygląd zewnętrzny 🙂 Wracając do tekstu – jest super! Dzięki za podzielenie się Waszymi przemyśleniami i doświadczeniem! :***

Daga
Daga

Kafi trzymaj się! Też mam Duhringa :/ odstawisz gluten i laktozę – i będzie po sprawie 🙂 skóra bedzie piękna, a Ty poczujesz sie lepiej.
Swoją drogą – wczoraj myślałam o Was: ależ Oni piękni!
Uściski

Emi
Emi

Normalnie przez chwilę wyobraziłam Was sobie w roli Greya i Any… ☺ Pięknie opisane. Bo po prostu piękni jesteście Wy! ☺ Czuć, że jesteście dla siebie wszystkim. Na dobre i na złe. Piękne…

Ilona
Ilona

Świetnie napisane ! Temat rzadko poruszany ale bardzo ważny. Ważny w relacjach z partnerem. Dziękuje mojemu mężowi, że akceptuje mnie taka jaka jestem, jak zmienia się moje ciało wraz w wiekiem. I tym samym mu się odwdzięczam. Im starszy tym lepszy i piękniejszy. Pozdrawiam Was oboje !

wpDiscuz

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!