W Indiach wylądowałem po raz piąty. Kafi po raz drugi. Helut (made in Goa) po raz pierwszy. Jestem w szoku, jak bardzo ten wyjazd różni się od poprzednich. I wcale nie chodzi o dziecko, chociaż posiadanie Heluta skutecznie zmienia optykę postrzegania świata. Szczególnie w Indiach.

 

Nie macie pojęcia, ile razy przed wylotem słyszeliśmy pytania z cyklu: co zrobimy z dzieckiem, bo przecież do Indii to niebezpiecznie tak. I czy szczepiliśmy, bo wiecie – niebezpiecznie jest. A ja za każdym razem odpowiadałem, zgodnie z prawdą, że moje dziecko na pewno będzie bezpieczniejsze i zdrowsze na Goa, niż w kraju, gdzie zima bez przeziębienia to jak święta bez reklamy Coca Coli.

Tymczasem jadąc taksówką z lotniska w Mumbaju i oglądając typowe dla indyjskiego krajobrazu scenki rodzajowe w duchu zadawałem sobie pytanie:

 

co ja właściwie najlepszego zrobiłem? Przytargałem do epicentrum syfu i chaosu moją najsłodszą córeczkę, która ledwie rok temu przyszła na świat w imię mojej niechęci do spędzenia zimy w Polsce!

 

Na szczęście szybko mi przeszło i zacząłem dostrzegać tak mężnie bronione przeze mnie korzyści płynące z pobytu na Goa. Helut, jak się okazało w ogóle nie miał takich dylematów i zaaklimatyzował się jako pierwszy. I wcale mu się nie dziwię. Bo po pierwsze może biegać nago po plaży (a bieganie nago po plaży to na tyle konkretny temat, że warto poświęcić mu trochę miejsca na osobny wpis). Po drugie, plaża z perspektywy takiego małego szczurka to przecież jedna wielka, niekończąca się piaskownica! I do tego woda! I fale! I pyszne krewetki oraz świeżo wyciskane soki z owoców, które rosną na drzewach obok. Bez tej całej chemii, która pomaga im przetrwać podróż na inny kontynent.

I tak się zastanawiam, w którym momencie pojawia się ten strach o dziecko w Indiach (pomijam już fakt, że samo Goa z resztą Indii niewiele ma wspólnego), szczególnie u osób, które nigdy tutaj nie były. I dochodzę do wniosku, że to jest strach cywilizacyjny, napędzany przez nasze media. Strach, przez którego nie można kupić zwykłej marchewki w dziale warzywnym. To musi być organiczna marchew, bo inaczej dziecko nie wyrośnie na mistrza świata. Ten sam strach z lekką domieszką strachu przed nieznanym powoduje, że wolimy nie ruszać się z domu w imię zdrowia naszych dzieci. Nawet, jeśli gdzieś indziej będą zdrowsze i po prostu szczęśliwsze.

 

A o tym, dlaczego ten wyjazd tak diametralnie różni się od poprzednich, dowiecie się z kolejnego wpisu.

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!