Jedną z wielu rzeczy, które bardzo cenię będąc na Goa jest łatwość nawiązywania nowych znajomości. Czasem ulotnych a czasem na zawsze. Porównując to, co dzieje się tutaj do tego, co mamy w Warszawie, należałoby usiąść i zapłakać.

 

Dziś na przykład przy śniadaniu poznaliśmy sympatycznego Roberta z Montrealu. Jest poetą i uwielbia Czesława Miłosza. To wstyd, bo wiedział na jego temat więcej ode mnie. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że ja ostatnio z Miłoszem miałem do czynienia w liceum. On pewnie kilka razy w miesiącu. Wziął ode mnie maila i chwilę później wysłał mi swój wiersz, inspirowany poezją Miłosza. Oto fragment:

 

…Speak rather of moments

In which there is pure charity,

In which there is nothing, nothing

Separating anything…

 

Wczoraj z kolei podczas lunchu poznaliśmy Hindusa, który jest inżynierem i pracuje dla Harman & Kardon. Oczywiście rozmowy na temat rynku audio ciągnęły się dla Kafi w nieskończoność. Na dobitkę okazało się, że nasz nowo poznany znajomy gra również w squasha, więc korzystając z okazji tego samego wieczoru spotkaliśmy się na korcie. Ha! Ogarnijcie taką samą akcję w Polsce…

 

Albo “włoski dziadek” Heluta , jak nazywamy pana z Rzymu, który zachwycony jest naszą córką. Przyjeżdża na Goa od 1978 roku i chętnie dzieli się z nami opowieściami, jak to kiedyś było.

 

Nawiązanie rozmowy jest tu tak proste, jak pójście po bułki i masło do sklepu. Idąc plażą 70 procent mijanych ludzi mówi ci hi” lub przynajmniej pośle w twoją stronę uśmiech. Pozostałe 30 procent to albo Rosjanie albo Niemcy. Taka karma.

 

Dość powiedzieć, że przez miesiąc pobytu tutaj nawiązałem więcej znajomości, niż przez rok w Warszawie. I zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak jest. Od razu przypomniały mi się początki mojego ojcostwa. Zasuwałem z bananem na pół ryjosława po lesie kabackim, próbując nawiązać kontakt wzrokowy z innymi tatusiami. A oni wszyscy wyglądali, jakby za karę z tymi wózkami pomykali. No w mordę jeża – ani jeden się nie uśmiechnął, że o zagadniu nie wspomnę. Matkom teoretycznie łatwiej zagaić rozmowę, bo są rządne wiedzy. Ale też nie zawsze. Jest jakiś taki dziwny podział klasowy w miejscach spotkań matek z dziećmi. Najpierw trzeba oblukać, czy model wózka się zgadza, później, jak ubrane jest dziecko. Nie daj borze traf na matkę z frakcji skrajnie ekologicznej, podczas gdy twoje dziecko opróżnia właśnie jakiś mainstreamowy produkt i próbę nawiązania kontaktu możesz wyrzucić razem z pampersem do kosza. A wystarczyłoby używać tetrówek… Who would have known?

 

Masz dready? Tatuaże? Na pewno jesteś postrzegany, jako nieodpowiedzialny rodzic. Bo jak twoje dziecko będzie kiedyś oglądać twoją obwisłą skórę pokrytą tatuażami, to się będzie za ciebie wstydzić. A może samo będzie miało tatuaże? Wolność wyboru rodzi wolność wyboru.

 

I tak sobie myślę, że cała tą naszą polaczkowatość spotkać można nie tylko wyjeżdżając na wakacje all inclusive do Egiptu ale również na każdym warszawskim placu zabaw. To jest inkubator polaczkowatości. I to dosłownie. Bo twoje dziecko ma w swojej maciupciej dupce, czy jeździ wózkiem za 400 zł czy za 4000 zł. Ono chce się bawić i poznawać świat.  A jeśli obserwuje rodziców i widzi, że oni co do zasady trzymają się w raczej hermetycznych grupach, to samo później będzie postępować podobnie. Przyznajcie się komentarzach, kto z was nigdy nie skomentował bezsensownych wzorców wychowawczych zaobserwowanych u innych, czując się tym samym lepszym rodzicem? A skąd macie pewność, że sami nie jesteście gorącym tematem do rozmów?

A to jest przecież wszystko totalnie nieważne. Bo wyobrażacie sobie w dorosłym życiu waszych dzieci następującą sytuację w pracy?

 

– ej, a nie zapraszamy Stefana na imprezę?

– zwariowałeś?! Przecież on nie jadł metodą BLW a później chodził do państwowego przedszkola…

 

Ale, żeby nie kreślić zbyt czarnych scenariuszy na temat naszego pięknego miasta stołecznego, dodam, że nie wszędzie jest tak hermetycznie. Tak, jak na Ursynowie i Wilanowie widzę dużo rodziców zombie, tak na przykład na Żoliborzu sytuacja wygląda zupełnie inaczej: ktoś podejdzie, zagada sam z siebie, o coś się zapyta, uśmiechnie się. Rzadko, bo rzadko ale zawsze to coś. Teoretycznie wiadomo, z czego to wynika: pierwsze dwie dzielnice to rodzice na dorobku. Mieszkanie w kredycie, ciągły stres, czasu wiecznie brak. Żoliborz to dzielnica, w której raczej dziedziczysz mieszkanie, niż kupujesz je na kredyt. Mniej stresu, więcej radości z życia. Ot, taka szybka mikro analiza stołeczna. Może błędna, ale jakże pięknie pasująca do opisu.

 

A tymczasem na Goa… matki karmią dzieciaki piersią na plaży, w knajpach. Nikogo to nie dziwi, nikt nikogo nie wygania. Wprawdzie nie ma przewijaków w toaletach ale też nie są potrzebne, bo dzieci biegają nago. Ludzie ze sobą rozmawiają. Są siebie ciekawi. Nieważne, czy mają lat 20 czy 60. Przyłączają się do wspólnej zabawy z innymi dziećmi i wspólnie budują zamki z piasku. Problem pozostaje tylko jeden: jak do diabła zapamiętać te wszystkie imiona dzieci?

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

2 komentarzy do "Kiedy umiera ciekawość poznawcza rodziców?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek Dobrosielski
Maciek Dobrosielski
Ciekawe spostrzeżenia na temat podejścia ludzi w Wawie Marcin, szczególnie te z podziałem na dzielnice 😉 Jednak takie relacje są częste w większości stolic i dużych aglomeracjach gdzie, kredyty, business i pogoń za targetami zniekształca ludzkie relacje, a im dalej na prowincje tym większa szansa na życzliwość i rozmowę z obcymi. Np. w Irlandii stojąc na wsi na przystanku i nie rozmawiając z obcym obok, ludzie czuja się bardziej skrepowani niż zagadując. Być może ilość słońca też ma swój wpływ, co możemy zaobserwować choćby po mieszkańcach południowej Europy vs Skandynawia. Goa to miejsce które przyciąga open minded people, ludzi którzy… Czytaj więcej »
ta.to & tamto

Oczywiście, że masz rację i podzielam Twoją opinię w tej kwestii. Ale spotkaliśmy też dużo warszawiaków i zastanawiam się, gdzie oni się podziewają po powrocie. Poza tym podniosłem też argument, że matki w Polsce a jak się później okazało z innego filmiku, który wstawiłem na Twitterze, również w innych krajach bardzo mocno oceniają inne matki przez pryzmat osobistych preferencji wychowywania dzieci, którego tutaj na miejscu nie doświadczamy i to jest piękne 🙂 Przesyłam dużo słońca!

wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!