Matki zawsze pracują. Zarówno te które idą do pracy na 8 czy 10 godzin dziennie, jak i te które zostają w domu i zajmują się domowymi obowiązkami. Śmiem nawet twierdzić,że te drugie mają ciężej. Bo wykonują syzyfową pracę, codziennie robią to samo, a efekty są średnio widoczne. No ok, są widoczne do momentu powrotu reszty domowników do domu. W pracy przynajmniej ktoś pochwali, da podwyżkę czy awans. Kobietom które zajmują się domami nikt nie daje wynagrodzenia. Wynagrodzeniem jest satysfakcja. Ale czy tak jest?

Wiadomo oczywiście (mam nadzieję), że piszę tu bardzo ogólnikowo. Są wspaniali mężowie, którzy doceniają swoje żony, są im wdzięczni za poświęcenie się domowi i potrafią to okazać. Ale znam naprawdę ogromną ilość mężczyzn dla których to jest normalka, uważają, że to kobiecy obowiązek i tak to powinno wyglądać. Ja uważam, że się grubo mylą.

A co jeśli kobieta wraca do pracy i w nosie ma czy jest w domu czysto czy nie? Ona jest na wiecznej diecie a dziecko je w żłobku/przedszkolu/szkole więc nie zależy jej by w domu był ciepły obiad. W nosie ma stanie przy garach. I jeszcze to ona oczekuje, że po ciężkim tygodniu on ją na randkę do knajpy zabierze. No i co wtedy drodzy panowie? A przecież są też takie przypadki. Nie każda matka/żona/partnerka pała miłością do stworzenia domowego ogniska, dla niektórych nie ma to znaczenia, nie czują takiej potrzeby. Nie każdy musi. Trochę jednak odbiegłam od tematu, wracając…

Teraz trochę słów jak to wyglądało u nas.

Gdy Hela była mniejsza poświęcałam jej cały swój czas, a że była dzieckiem bardzo żywym i zawsze wymagała interakcji ze mną, rzeczą niemożliwą było pozostawienie jej w swoim pokoju żeby się pobawiła sama. Gdy odkurzałam to siedziała w nosidle i robiła to ze mną, gdy gotowałam obiad, była obecna w kuchni, gdy rozwieszałam pranie to ona je ściągała. I tak dalej… Bardzo duży procent matek chcą być matkami cyborgami. Ja też bardzo chciałam. Lubię mieć w domu czysto, lubię mieć świeży obiad, lubię też gdy lodówka jest pełna, a dziecko aktywnie spędza czas. Chciałam wszystko ogarniać, najlepiej sama. Bo przecież nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja.

Z czasem Hela poszła do żłobka, ale wtedy niewiele się nie zmieniło. Zaprowadzałam ją na 10 i biegiem leciałam po zakupy, potem na pocztę odebrać zaległe awiza, z powrotem do domu by obrać włoszczyznę na zupę. W między czasie wstawiałam pranie, odkurzałam, ścierałam kurze, rozwieszałam pranie. Gdy to wszystko zrobiłam zajmowałam się robieniem drugiego dania. W przelocie patrzyłam na zegarek i nie mogłam uwierzyć, że jest 14.45 i muszę biec odebrać córkę. Zastanawiałam się kiedy zlatywało te 5 godzin, i głośno zadawałam sobie retoryczne pytanie czy kiedyś się to zmieni? Czy kiedyś znajdę czas na kawę i gazetę? Na zebranie swoich myśli, na pomalowanie paznokci? Jednak wiedziałam, że obiad sam się nie zrobi, a pranie w magiczny sposób nie wskoczy do pralki. Absurdem wydawało mi się mieć pomoc domową czy panią do sprzątania, no bo jak to „ siedzi, nie pracuje, nic nie robi i jeszcze ma pomoc?”. Gdy odbierałam Helę koniecznie MUSIAŁAM iść z nią na spacer, i nie mógł on trwać mniej niż 2 godziny, no bo jak to? Przecież dziecko musi się dotlenić i przebywać jak najdłużej na dworze. Spacer, zabawy, opowieści. Wracałyśmy do domu, odgrzewałam nam obiad, potem były zabawy w pokoju, czytanie książek, lepienie z plasteliny. I tak do czasu powrotu męża z pracy, czyli ok 18. Potem jak się domyślacie było odgrzewanie obiadu mężowi, czasami wspólny spacer, rozmowy. Gdy pytał „kochanie, jak Ci minął dzień?” miałam ochotę go zabić wzrokiem. Ale opowiadałam o fascynującej podróży do żłobka (rzeczywiście to lubię), o ciężkim wyborze między jarzynką z marchewki a buraczkami, czy też o tym czy wstawić pranie kolorowe czy białe.

Gdy mąż szedł kąpać córkę ja miałam w końcu czas dla siebie. Nie wiedziałam co mam z tym czasem zrobić. Czy coś poczytać, czy posprzątać po obiedzie, leżeć i nic nie robić czy pójść poćwiczyć?

W rezultacie najczęściej nie miałam już siły na nic. Rozkładałam się na kanapie i przeglądałam informacje w sieci.

Pewnego dnia to się zmieniło. Niedawno. Nawet nie do końca wiem kiedy, ale dziś np. siedzę przy kawie i rogaliku i piszę posta. Wczoraj wracając ze sklepu tak przeraźliwie zmokłam i zmarzłam, że potem leżałam 1,5 godziny pod kołdrą. Już nie mam parcia, że Hela codziennie musi spacerować i pokonywać olimpijskie dystanse. Czasami siadam z nią w ogródku i bawimy się w naszej piaskownicy. Nie mam poczucia, że wyrządzam komuś krzywdę gdy nie odkurzę codziennie mieszkania, że w mieszkaniu nie lśni jak w muzeum.
Pilnuje posiłków, ale też już nie panikuję gdy zdarzy się, że sprawy na mieście zajęły mi za dużo czasu. Tragedii nie ma, zawsze można coś zamówić. I wiecie co? Mam zamiar znaleźć czas i od następnego tygodnia chodzić na ćwiczenia. Czasem musimy nauczyć się wrzucić na luz. Mi nie przychodzi to łatwo, ale pracuję nad tym. Nie da się być perfekcyjnym na każdej płaszczyźnie. Dajmy sobie prawo do bycia niedoskonałymi.

A Ty? Dajesz sobie takie prawo? Jak to jest u Was?

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!