Metamorfoza pokoju dzieci. Część I: marzenia vs rzeczywistość.

Gdy podczas naszego ostatniego remontu przygotowywaliśmy pokój dla Heli, braliśmy pod uwagę przede wszystkim aspekty wizualne. Wiecie, jak to jest, gdy na świat przychodzi pierwsze dziecko – wszystko musi być wymuskane, odpimpowane i wyrywające z butów. Oczywiście mówimy o butach rodziców, bo – umówmy się – jeśli chodzi o design, dziecko najzwyczajniej w świecie ma go gdzieś w okolicach pieluchy.

Pokój Heluta był kwintesencją naszych rodzicielskich marzeń. O tym, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty może świadczyć fakt, że Kafi większość czasu spędzała w dziecięcym pokoju. I nie – nie miało to związku z opieką nad małym Helutem. Niestety – każdy rodzic wie, że dziecko jest największym zakrzywiaczem czasoprzestrzeni. Ani się nie obejrzeliśmy i przybyło nam milion zmarszczek a wraz z nimi pojawił się Hanut. Gdy najmłodsza Harmoniuszka po 18 nieprzespanych miesiącach doprowadziła ojca, matkę i jej cycki do ekstremalnej frustracji, przyszedł czas na wyekspediowanie jej do pokoju Heluta.

Decyzja o eksmisji z rodzicielskiego łoża była strzałem w dziesiątkę ale okazała się również katalizatorem zmian w postrzeganiu pokoju dziewczyn. To, co idealnie sprawdzało się w przypadku jednego dziecka, przy drugim okazało się niewystarczające. Dlaczego?

 

Do tej pory w pokoju królowały meble Pinio z serii Marsylia. Chociaż są one według nas kwintesensją dziecięcego pokoju, to niestety nie idą one w parze z funkcjonalnością, której oczekuje się przy dwójce małych crittersów, urzędujących na przestrzeni 12 metrów kwadratowych. Potrzeby naszych dziewczyn rosną. Wraz z wiekiem pojawia się niezwykły nawyk kolekcjonowania różnych dziwnych rzeczy i badziewnych zabawek (skąd to się w ogóle bierze?). Stale rozrastająca się garderoba dziewczyn nie pomagała a my musieliśmy coraz więcej rzeczy dziewczyn upychać w naszych szafach. Wszechobecne zabawki, gry i puzzle walające się po całym mieszkaniu doprowadzały nas do frustracji a nasze stopy do niespodziewanych cierpień. I nie ukrywam, że gdy autorkom naszego domowego pierdolnika zdarzało się nadępnąć lub przewrócić o pozostawioną na podłodzę zabawkę, wywoływało to u mnie pierwiastek niezdrowej satysfakcji. Karma do was wraca – rechotałem w duchu.

Marzenie

Naszym marzeniem był powrót do normalności. Do odzyskania naszej przestrzeni i uporządkowania pokoju dziewczyn. Do odzyskania naszej szafy, która nie dość, że pękała w szwach, to jeszcze ledwo zipiała ze starości.

Zaczęliśmy zatem rozważać wszystkie możliwe opcje, jeśli chodzi o umeblowanie pokoju naszych córek. Problem, z którym musieliśmy się zmierzyć polegał na połączeniu naszego zamiłowania do estetyki z maksymalną funkcjonalnością i zagospodarowaniem małej przestrzeni.

Nie chcecie wiedzieć, ile czasu poświęciliśmy na wyszukiwanie sensownego rozwiązania. Ile wypyliśmy kaw, przeglądając oferty producentów. Ile razy mierzyliśmy pokój, starając się wpasować wymiary mebli w przestrzeń dziewczyn. Ile razy z frustracją i zniechęceniem kładliśmy się spać, bo byliśmy zbyt zmęczeni, by szukać dalej. Ile razy mieliśmy mocną wymianę zdań odnośnie naszych osobistych preferencji. Bo chociaż mamy podobne gusta, to jednak nie pokrywają się one w 100%. Dodatkowo, każdy z nas miał swoją wizję i definicję funkcjonalności.

Aby przyśpieszyć nasze działania i zmusić się do podjęcia decyzji, postanowiliśmy wystawić dotychczasowe meble na sprzedaż. Nie wzięliśmy tylko pod uwagę faktu, że uda nam się je sprzedać w ciągu… tygodnia. Tak więc nasz geniusz doprowadził do tego, że nasze mieszkanie zamieniło się w cygańskie obozowisko. Możecie sobie wyobrazić, jak wygląda zwykły dzień, gdy jedynym meblem w pokoju dziewczyn jest łóżko a cała reszta zabawek i ubrań mieszka w prowizorycznych pudłach i pudełkach, porozrzucanych gdzie popadnie. Możecie sobie wyobrazić szczęście Hanki, prawej ręki armagedonu, gdy zobaczyła, ile pudeł znajduje się w jej zasięgu i z jaką sumiennością sprawdzała, co się w każdym z tych pudeł kryje. Kilka razy. Każdego dnia. Wciąż i wciąż od nowa.

Urządziliśmy sobie piekło w domu a najgorsze było to, że dalej nie mieliśmy pomysłu na pokój dziewczyn. Kafi któregoś wieczoru powiedziała, że ma tego dosyć i mam sam dalej szukać rozwiązania. Odwróciła się na bok i poszła spać.

Postanowiłem przewertować jeszcze raz wszystkich producentów mebli i przejrzeć rozwiązania, których nie braliśmy wcześniej pod uwagę. Co chwilę latałem z latarką i miarką do śpiących już dawno dziewczyn i wymierzałem każdy kąt. Zmęczenie mieszało się z podnieceniem, bo jak w  Tetrisie, wszystko powoli zaczynało układać się w jedną sensowną całość. Z wyjątkiem jednej “drobnej” rzeczy. Gdy rano wstaliśmy, powiedziałem do Kafi: 

Mamy to!

Kafi spojrzała na moją propozycję.

Evolve VOX

I zanim zdążyła otworzyć usta, by coś powiedzieć, ja sprzedawałem jej już swój pomysł, niczym najlepszy handlowiec. 

– Miniur! Ta szafa wejdzie tutaj. Regał biblioteczny jest jak robiony na wymiar i idealnie wejdzie obok okna. Łóżko stanie obok biblioteczki. Zostanie sporo przestrzeni, żeby dorzucić komodę i półki. Będzie zacnie! – gestykulowałem z podnieceniem a moja wizja meandrując po wyboistych drogach zaskoczenia w końcu jakimś cudem trafiła do ośrodka uwagi mojej żony. Zresztą zobacz – przygotowałem nawet wyczesany projekt, żebyś zobaczyła, jak to wszystko będzie wyglądać.

Niestety, pomimo wczesnej pory umysł Kafi od razu wyłapał jedyny słaby punkt mojego planu.

– Skoro łóżko ma wjechać pod okno, to powiedz mi geniuszu, co zamierzasz zrobić z kaloryferem? Chyba go nie masz zamiaru zasłonić? – jej słowa cięły precyzyjnie powietrze i tylko czekały na mój najmniejszy ślad zawahania.

– Nie. Zamierzam go przenieść w inne miejsce – powiedziałem zuchwale i dodałem: – Oczywiście, jeśli masz lepszy pomysł na ogarnięcie tematu pokoju dziewczyn, to proszę bardzo – zamieniam się w słuch.

Gdy Kafi przyswajała moją wizję, jakaś część mnie już wiedziała, że w końcu nam się udało. Że pierwszy krok w kierunku realizacji naszego marzenia został zrobiony. Już za chwilę Kafi westchnie i powie, że OK, jedźmy do salonu obejrzeć wybrane przeze mnie meble.

I wiecie co? Poczułem wielką ulgę, że najtrudniejszą część mamy już za sobą. Ulgę, która tylko na chwilę została zmącona niespokojnym swędzeniem mózgu, który zastanawiał się, jak do jasnej cholery mam zamiar przenieść ten kaloryfer, nie rozwalając przy tym połowy pokoju…

C.D.N

O autorze
Martin Harmony
DJ, producent, kosmita, wielki fan squasha, miłośnik pończoch i undergroundowych brzmień.
avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna

Przy przenoszeniu kaloryfera nie trzeba rozwalac polowy pokoju. Trzeba wziac pod uwage sezon grzewczy i ze teraz instalacja jest pełnswody i nie mozna nic przy niej robic. Taki szczegol.

Magda

Grzejniki to mega problem małych przestrzeni. Usuńcie go i zamotujcie panel grzewczy na poczerwień – wystarczy tylko podłączenie do prądu i możecie go zamontować w dowolnym miejscu. Jest cienki, estetyczny i daje przyjemne ciepło 🙂 Powodzenia! pozdrawiam serdecznie

Marta

Są też kaloryfery ozdobne, pionowe itp. Też taki chcemy 🙂