ponurzyca

Urocznica w Ponurzycy – magiczne miejsce dla wtajemniczonych.

Do Ponurzycy trafiliśmy latem, kiedy to nasz przyjaciel zorganizował tam swoje przyjęcie weselne. Jako, że miał to być nasz pierwszy od dawna wypad bez dzieci, postanowiliśmy go troszkę przedłużyć i przenocować w tej urokliwej wsi. Szukaliśmy noclegu na tylko jedną noc, ale nie chcieliśmy nocować gdzie popadnie, więc przydrożny motel nie wchodził w rachubę. Kiedy już się poddaliśmy i właściwie byliśmy zdecydowani, że po imprezie weselnej wracamy do domu, z pomocą przyszła nam mama pana młodego, która poleciła nocleg u sąsiadki za płotem. I tak to się wszystko zaczęło…

Zadzwoniłam do Marty – właścicielki domu i już po rozmowie z nią i po tym jak opisała to miejsce zdecydowaliśmy, że to właśnie tam przenocujemy. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce i przekroczyliśmy próg domu Marty od razu się zauroczyliśmy. Nie bez powodu sama właścicielka nazwała to miejsce Urocznicą. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić, że kilka godzin spędzonych w tym miejscu to zdecydowanie za mało, by się nasycić jego klimatem i energią. Już wtedy zachwycaliśmy się olbrzymią, otwartą kuchnią, salonem z kominkiem i pięknym ogrodem. Wyobrażaliśmy sobie jak to będzie przyjechać tu z dziewczynkami, oczyma wyobraźni widziałam je biegające po dworze, a nas na tarasie z kubkiem gorącej kawy…

Gospodyni

Martin: Z Urocznicą jest tak, jak z każdym innym miejscem – albo się je czuje, albo nie. A ja Urocznicy na początku nie czułem. A teraz, gdy o tym myślę, jest mi po prostu głupio, bo Urocznica ma niesamowitą wartość dodaną, która moim zdaniem jest… bezcenna.

Kasia: Żebyście zrozumieli jaki klimat tam panuje koniecznie muszę Wam przybliżyć postać Marty. Marta jest… specyficzna i albo się ją uwielbia albo ucieka się przed nią, gdzie pieprz rośnie. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest straszną gadułą! Przegada wszystkich, o każdej porze dnia i nocy. Niby mówi, że jest zmęczona i niezbyt wyspana (córeczka Marty aktualnie ząbkuje), ale możecie mi wierzyć – ja tego nigdy nie zauważyłam. Zawsze jest wulkanem energii i zawsze ma siły… Śmieję się do siebie, kiedy to piszę, ale tak właśnie jest. Jeśli więc jesteś gadułą, to będziesz mieć najlepszego kompana do rozmów. Natomiast jeżeli lubisz ciszę i spokój, koniecznie uprzedź o tym Martę, a ona na pewno to uszanuje.

Poza tym Marta jest niesamowicie silną kobietą. Podziwiam jej upór i determinację w dążeniu do celu. Poza tym warto dodać, że studiuje dietetykę, a jej pasją jest ziołolecznictwo i naturoterapia. Co z tego wynika? Możesz mieć pewność, że jak przyjedziesz do niej przeziębiony, na pewno wyjedziesz zdrowy. Marta postawi Cię na nogi, jeśli tylko zaufasz mocy natury i medycyny ortomolekularnej, której jest wielką orędowniczką i fanką. Nie zapomnę jak dzień po weselu wręczyła nam szota z kiszonek, mówiąc, że to najlepsze remedium na kaca.

Martin: Tak! Marta jest gadułą. Warto jednak zaznaczyć, że rozmowy z nią są zawsze ciekawe i, co najważniejsze, podszyte ogromnym pierwiastkiem merytorycznej wiedzy. Więc, gdy dostaniecie już szota z kiszonki, to razem z nim zaserwowany zostanie Wam wykład na temat tego, dlaczego jest to dobre dla Waszego organizmu. Marta jest trochę taką troskliwą mamą dla swoich gości, dzięki czemu możecie poczuć się u niej, jak u siebie w domu. Atmosfera jest luźna, przyjacielska i tylko od Was zależeć będzie, czy poranek upłynie Wam na długich rozmowach przy kuchennym stole z filiżanką pysznej kawy z ekspresu, która oczywiście zostanie Wam zaserwowana zgodnie z Waszymi preferencjami, czy na relaksie na tarasie domu, z którego roztacza się cudowny widok na kojącą duszę przyrodę.

 

Wnętrze i design

Kasia: Wnętrza domu są urządzone z największą dokładnością i smakiem. Warto przy okazji zaznaczyć, że dom nie był budowany i wykańczany z myślą o prowadzeniu agroturystyki, dlatego nikt nie oszczędzał na użytych materiałach, meblach czy dodatkach.  Nic tutaj nie jest przypadkowe, a każda rzecz jest starannie wyszukana przez samą właścicielkę. Marta lubuje się w antykach i w takim stylu urządzony jest dom, co możecie zobaczyć na zdjęciach.

Martin: Przestrzeń zaprojektowana jest z głową a całość tworzy eklektyczny ale jednocześnie spójny i bardzo miły dla oka klimat. Dom, pomimo tego, że jest olbrzymi, jest ciepły i przytulny. Nie wiem, czy to zasługa przepięknej gry świateł, której pokaz odbywa się przez cały dzień w salonie, czy wszechobecne drewno i wysublimowane dodatki, ale jest to przestrzeń, w której chce się przebywać. Dodatkowo, antyki, które znajdziecie w każdym pomieszczeniu nie przytłaczają, a wręcz przeciwnie –  zachęcają do relaksu i wypoczynku.

Kolejne odwiedziny

Kasia: Po naszym pierwszym i zbyt krótkim pobycie wiedzieliśmy, że koniecznie musimy tam wrócić. Udało nam się to zrobić w październiku. Cudowna pogoda, ponad dwudziestostopniowe, ciepłe dni – po prostu nie mogło być lepszego momentu. Spakowaliśmy dziewczyny oraz psa i całą ekipą wyruszyliśmy do tego magicznego domu…

Było jeszcze piękniej niż latem, bo chyba jeszcze nie wspomniałam Wam o tym, że dom mieści się pośrodku lasu. A las o tej porze roku mienił się tysiącem kolorów. No po prostu bajka i uczta dla oczu. Dziewczynki tak samo jak i my, od razu pokochały to miejsce. Było widać, że świetnie się tu poczuły. Nie wiem czy to klimat tego domu, jego położenie, czy mieszkańcy – pewnie wszystko po trosze sprawiło, że Helena powiedziała nam, że chciałaby zostać tu na zawsze. Słyszeć z ust pięciolatki takie słowa to naprawdę rzadkość.

Soplicowo? Nie, ale tutaj śmiało można by było napisać kolejną księgę Pana Tadeusza.

Martin: Są miejsca, gdzie czas zwalnia. Gdzie pierwsze skrzypce grają rodzinne relacje, rozmowy i otaczająca nas przyroda. Gdzie ćwierkanie ptaków idealnie współgra ze śmiechem dzieci biegających za piłką przed domem. Gdzie pierogi lub szarlotka stanowią prawdziwe wyzwanie dla odwiecznej (i z góry przegranej) walki pomiędzy kulinarną asertywnością a łakomstwem. Gdzie szczęście i spokój przybijają sobie piątkę, karmiąc dusze swoją energią. Urocznica jest takim właśnie miejscem. Nie wierzycie?  To zobaczcie ten film:

Ponurzyca

Z betonowego miasta na łono natury. Z pędu w nieśpieszność. Kilka magicznych chwil, złapanych w kadrze. Tak wyglądał nasz poprzedni weekend. Ten, pomimo, że aura już mniej sprzyjająca, zapowiada się równie magicznie. Czego i Wam życzymy!

Opublikowany przez Harmony Life & Style Piątek, 19 października 2018

 

Kasia: Na codzień dom zamieszkiwany jest przez Martę, jej mamę Ninę (która dzielnie pomaga opiekować się gośćmi) a także małą córeczkę- Marysię. Jednak w ten weekend Urocznica pękała w szwach. Wszystkie pokoje były zajęte przez najbliższych przyjaciół Marty. W sumie naliczyłam siedemnaście osób! I tutaj od razu zdradzę Wam w sekrecie, że ja zawsze marzyłam o takim miejscu. O otwartym domu, do którego w każdej chwili mogą wpaść przyjaciele i rodzina i gdzie każdy dobrze się czuje. Marzenia są po to by je spełniać, także wszystko jeszcze przede mną…

Wracając jednak do samego domu… Jeśli macie ochotę to możecie wynająć sobie jeden z pięciu pokoi. Jednak na próżno szukać go w internecie. Właścicielka celowo nie chce strony, zależy jej na tym by nie przyjeżdżały tutaj przypadkowe osoby, a ludzie którzy tu trafią przekazywali sobie informacje drogą pantoflową. Ja się śmieję, że to takie miejsce dla wybrańców. Odkąd trafiłam tu pierwszy raz, to namawiałam Martę by chociaż założyła konto na Instagramie, gdzie ludzie będą mogli zobaczyć jak tu jest pięknie.

Weekend szybko zleciał, pozostały nam piękne wspomnienia, kosze pełne grzybów (wszystkie znalezione na przydomowej działce), a także… niedosyt. Niedosyt tak wielki, że wróciliśmy tu tydzień później. To się nazywa prawdziwe zauroczenie!

Atrakcje

Kasia: Jeśli chcecie odpocząć to miejsce idealnie się do tego nadaje. Piękna okolica zachęca do pieszych wędrówek. Nam bardzo spodobało się położenie wsi, to że nie jest ona “płaska”, za to pełna pagórkowatych terenów. Jeśli jest gorsza pogoda w domu też jest co robić. Przy dużym stole w salonie pomieści się gromadka dzieciaków, mogą tam swobodnie rysować, na górze w jednym z pokoi znajdą sporo zabawek. Dodatkową, olbrzymią atrakcją dla naszych dziewczyn były zwierzaki- psy i koty. Wszystkie są przygarnięte przez Martę, niektóre uratowane, inne same przyszły- jakby wybrały sobie ten dom jako miejsce dla siebie.

Martin: Jest jeszcze kominek, ulokowany w centralnym punkcie salonu. Dzięki czemu wieczorami można zasiąść dookoła niego z dobrym trunkiem i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Albo po prostu gapić się w ogień i relaksować. Albo grać przy stole w swoje ulubione gry planszowe. Dla wszystkich cyfrowych nomadów, którzy nie mogą wytrzymać dnia bez Internetu jest dobra wiadomość – dom pokryty jest dobrej jakości łączem wi-fi, dzięki czemu będziecie mogli się podzielić fotą z kawą przy pięknym kaflowym piecu na Instagramie.

Kasia: Żeby poczuć magię tego miejsca, trzeba tu po prostu przyjechać. Nie da się bowiem opisać słowami tego, jak piękny zapach unosi się w kuchni, kiedy w piekarniku piecze się coś pysznego, jak cudownie trzaska drewno w kominku, czy jak wygląda salon skąpany w porannym słońcu. No choćbym bardzo się starała, nie dam rady tego opisać tak dobrze, jak bym chciała.

Czy my tam jeszcze wrócimy? Oczywiście! Marzy mi się, aby przekonać się jak piękna jest tam zima. Bo wyobrażam sobie, że musi być wtedy naprawdę nie mniej urokliwie. Te wszystkie drzewa uginające się pod ciężarem śniegu.. No i obowiązkowo wiosna, bo nie ma dla mnie piękniejszego momentu niż ten, kiedy przyroda budzi się do życia. W okolicy jest sporo jabłonek… Oj tak, kwitnące jabłonki – to  dopiero musi być cudny widok.

Także my Urocznicy w Ponurzycy mówimy do zobaczenia!

A na koniec zostawiam Wam numery telefonu oraz mail, pod którymi możecie dowiedzieć się więcej na temat noclegu u Marty: 532 314 919608 442 062

Galeria

O autorze
Kasia Harmony
Rozkmina, miłośniczka kawy i chałki z masłem, tańcząca gdzie się da, dusza towarzystwa, szperaczka, wyszukiwaczka, mistrzyni urządzania wnętrz.
avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika

Ten wasz film mogę oglądać i oglądać każdego dnia po kilka razy. Jak tylko wrócę do Polski w przyszłym roku, koniecznie muszę się tam wybrać!