czytamisie

Tato!? A pobawisz się ze mną?

Pan M. jest typowym ojcem i mężem. W głowie pana M. od dawna biją się ze sobą dwie frakcje rodzicielskie. Jedna należy do większościowego obozu prawilnego rodzicielstwa – tego, który z pana M. robi superbohatera. To w tym obozie mieszkają wszystkie nieprzespane noce pana M., jego troski i stawanie na rzęsach, byleby tylko jego dziecko było szczęśliwe. Nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce. Taki z niego super tata.

W życiu każdego z nas (nawet Pana M.) jest tak, że zawsze musi być też jakaś przeciwwaga. Jakiś Yang. Opozycja. Śnieg w maju. Siostry Godlewskie. Ciemna strona mocy. I tak dalej… I w tym przeciwstawnym, partyzanckim obozie żyją wszystkie rodzicielskie lenie pana M. Leń nieumytych zębów przed snem. Leń dania dziecku do zjedzenia czegoś, za co prawilny obóz z miejsca ukarałby pana M. mentalną chłostą. Leń puszczania bajki zamiast czytania. Leń niesłuchania trajkotania dziecka. Oraz…

Leń nie-zabawy

Gdy Pan M. słyszy od swojego dziecka pytanie “Tato? A pobawisz się ze mną?” czasem dostaje skurczu na plecach i drętwieje. Pan M. już wie, że zaraz dojdzie do konfrontacji dwóch obozów.

Obóz prawilny w tych potyczkach co do zasady jest obstawiany przez bukmacherów jako faworyt, ale pan M. nie urodził się przecież wczoraj i coś niecoś o życiu wie.

Wie na przykład, że taka gwiazda śmierci swoje narozrabiała, zanim rebelianci się z nią rozprawili. Porównanie z gwiazdą śmierci nie jest tu przypadkowe, ponieważ pan M. boi się, że odmawiając dziecku wspólnej zabawy, najprawdopodobniej ryje mu w tym momencie beret tak samo mocno, jak imperialna broń. Najprawdopodobniej. A to oznacza, że może jednak nie ryje. No bo w końcu jakie jest prawdopodobieństwo? Badał to ktoś w ogóle? Poza tym kiedyś nie było takich wymysłów a Pan M. jakoś na ludzi wyszedł.

Gdy Pan M. już sobie zracjonalizuje swój występek, rusza przez swoje rodzicielskie życie dalej. Nie musi się zbytnio martwić, bo na szczęście obóz prawilny po niespodziewanym nokaucie dość szybko bierze się w garść i wszystko wraca do normy.

Takie rzeczy w życiu Pana M. się zdarzają.

Pan M. wie również, że czasem nokaut prawilnych wartości rodzicielskich następuje w weekend. Wtedy, gdy ma potencjalnie czas na zabawę z dziećmi i po tym, jak przez cały tydzień wyobrażał sobie perfekcyjny weekend z rodziną. Niestety, jedynie, na co Pan M. naprawdę ma teraz ochotę, to przyspawać się do łóżka z czymś dobrym do picia i jedzenia i… odpoczywać.

Panu M. nieobca jest również bardziej lajtowa forma nokautu prawilnych, w której chciałby porobić z dzieckiem coś kreatywnego, żeby dorzucić swój pierwiastek z trzech groszy do wychowania dziecka, ale za cholerę nie ma pomysłu, jak to zrobić. Siedzi więc i po raz kolejny układa z klocków wieżę.

Zdarza mu się.

Czasem Panu M. udaje się przechytrzyć partyzantkę w jego głowie i ma gotowy plan działania. Głównie za sprawą swojej cudownej żony, Pani K., bez której nie przeżyłby nawet tygodnia, o czym nie zdaje sobie nawet sprawy. Pani K. potrafi bowiem wyszperać interesujące wydarzenia na mieście i zasugerować je swojemu mężowi. Pan M. czasem lubi sobie w tym momencie ponarzekać w myślach na swoją cudowną żonę, że niby taka dobra kulturalno – oświatowa z niej, a jemu jakoś nie może urządzić rozrywki w weekendowy wieczór. A jak sam chce sobie zagospodarować wieczór z kumplami, to jest jeszcze gorzej. Ale ostatecznie rozwesela się, bo centrum dowodzenia jego wszechświatem znów jest pod kontrolą Jedi rodzicielstwa.

W miniony weekend Pani K. przekazała swojemu mężowi informacje na temat zajęć Czytamisie, odbywających się w Białołęckim Ośrodku Kultury, przy ulicy Głębockiej 66.

Pani K. powiedziała mężowi tak:

Czytamisie to cykl autorskich interaktywnych warsztatów dla dzieci i rodziców, podczas których pod opieką pedagoga i neurologopedy w jednym, dzieci (3-6 lat) wraz z rodzicami uczą się nazywać emocje i szukają sposobów na radzenie sobie z nimi. Zajęcia podzielone są na dwie części – pierwsza z nich to krótkie czytanie książki o tematyce bliskiej dzieciom, poruszającej temat zajęć. Druga część to zabawa z rodzicami: wspólne tworzenie prac plastycznych, zabawy słowne i ruchowe, nawiązujące do historii z książki.

Pani K. dodała na koniec, że od września 2017 roku na zajęciach w ramach cyklu  rodzice z dziećmi rozmawiali o emocjach radości, strachu, wdzięczności, smutku i zazdrości. I że od lutego wiodącym tematem są relacje. Pan M. usłyszał tylko jakiś bełkot. 

W związku z tym, że Pani K. była trochę gadatliwa, to już na sam koniec dodała, że powinni zabrać swoje starszą córkę i pojechać do Białołęckiego Ośrodka Kultury na zajęcia Czytamisie.

Pan M. jako, że chciał mieć trochę swojego wkładu w całe wydarzenie, spakował córkę do samochodu i wbił jako cel w nawigacji “Białołęcki Ośrodek Kultury”. Poczekał jeszcze chwilę na żonę, po czym ruszyli.

Po przybyciu na miejsce zaskoczyła ich cisza i spokój panujący w budynku. Jak się później okazało, było to spowodowane tym, że Pan M. nie wziął pod uwagę możliwości istnienia kilku placówek, należących do Białołęckiego Ośrodka Kultury, przez co wylądowali w budynku odległym od właściwego celu o 15 minut jazdy samochodem. Pan M. powiedział, że takie rzeczy się zdarzają. Pani K. nic nie powiedziała.

Czytamisie

Ostatecznie Pan M. wraz ze swoją rodziną dotarli bez dalszych przeszkód na miejsce. Chwilę później rozpoczęły się zajęcia, których  tematem przewodnim były różnice. Mali uczestnicy dowiedzieli się, że czasem zdarza się tak, że ludzie, by dobrze słyszeć, potrzebują aparatów słuchowych, by dobrze chodzić, specjalnego rodzaju butów, a by dobrze widzieć – specjalnych okularów. Na warsztatach „Piękne różnice” rodzina Pana M. dowiedziała się, jak komunikują się ci, którzy nie mogą mówić, jak czytają dzieci, które nie widzą i jak wspaniale można się uzupełniać!

Pan M. był zachwycony. Jego córka też. Choć obydwoje z innych powodów. Pan M. cieszył się, że nie musiał się wspinać na wyżyny kreatywności, by zaanimować czas swojemu dziecku. Cieszył się również z tego, że zajęcia prowadziła bardzo kompetentna i doświadczona pani pedagog i logopeda, która miała rewelacyjny kontakt z dziećmi. Córka Pana M. cieszyła się tym, że na sali dostała chrupki i owoce, chociaż nie do końca jej się podobało, że musiała je jeść z zamkniętymi oczami. Podobało jej się również to, że mogła pobawić się nowymi lalkami. Natomiast zupełnie nie podobało jej się to, że na początku zajęć musiała się przedstawić.   Postanowiła w związku z tym strzelić małego focha, który został udobruchany dopiero chrupkami i owocami. 

Pani K. również bardzo się cieszyła, bo jej mąż miał fajny czas z córką. Bez telefonu, laptopa i Internetu. Jej racjonalizm również został mile połechtany, bo za zajęcia nie wydali ani złotówki.

W drodze powrotnej wszyscy zgodnie stwierdzili, że koniecznie muszą przyjechać na kolejne zajęcia. W końcu wiedzą już dokładnie, w którym budynku się odbywają.


Niektóre wydarzenia zostały zmienione.

Wszystkie postaci występujące w tekście są fikcyjne a ich podobieństwo do prawdziwych postaci jest przypadkowe.

Wszystkie zajęcia opisane w tekście są autentyczne, autentycznie darmowe i naprawdę fajne. 

Warsztaty odbywają się w sali warsztatowej na Głębockiej 66, raz w miesiącu w soboty o godz. 9:00 (dzieci w wieku 5-6 lat) i 10:15 (dzieci w wieku 3-4 lata) dla grupy 10 osób i trwają 50 min. Obowiązują wcześniejsze zapisy pod adresem mailowym: kasa@bok.waw.pl lub numerem telefonu 22 300 48 00, wew. 2.

O autorze
Martin Harmony
DJ, producent, kosmita, wielki fan squasha, miłośnik pończoch i undergroundowych brzmień.

2
Leave a Reply

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mstrzlck

Skurcz na plecach – a więc tak to się nazywa. Musi też coś przewodzić do głowy, bo widzę, jak na żądanie zabawy wraz z prostowaniem pleców twarz mojego męża tężeje