Kurka – rurka! Zostałam przyłapana i rozpracowana. Na aktorstwie, rzecz jasna. Dałam się zrobić, jak jakiś siedmiomiesięczniak normalnie. A wszystkiemu winna jest tym razem mama: niby głupoty i zabawy jej w głowie, że niby udajemy różne minki a jak się już na dobre wkręciłam, to nagle trach – i wyszło, jak swobodnie potrafię się zamienić w “drama queen”.

Trudno teraz będzie żyć ze świadomością, że rodzice wiedzą, jaka ze mnie manipulantka. Jeszcze trudniej będzie cokolwiek wyegzekwować. Nawarzyłam sobie kaszki, to sama ją muszę teraz zjeść. Piszę to ku przestrodze – ziomki i ziomalki, jeśli to czytacie, pamiętajcie, żeby się nie zdradzać naszym aktorstwem. No i podawajcie tekst dalej, żeby innych to nie spotkało.

Jak sami widzicie, mama już wróciła do domu i można powiedzieć, że wszystko (poza moją wtopą) wróciło do normy. Tata w końcu przestał udawać, że sprząta. Znów bardziej przykłada się do śniadań, kot jakby bardziej przytył a i moje rzeczy przestały się walać po całym mieszkaniu. Brzuch mamy to teraz u nas temat numer jeden i jest fantastyczną wymówką do absolutnie wszystkiego. Wystarczy, że mamie się nie chce czegoś robić i zwala wszystko na swój brzuchol. Pfff, sama sobie winna, że sobie taki wielki wyhodowała. Powiem wam, że sytuacja jest tak beznadziejna, że już nawet przestałam wołać mamę w nocy, bo niezależnie kogo wołałam i tak zawsze przychodzi tata. Ciekawe tylko, kiedy on sam wpadnie na pomysł wyhodowania sobie takiego samego, jak mama. Tylko czekam na dzień, w którym powie, że nie weźmie mnie na barana, bo ma wielki brzuch. Wtedy to już będzie koniec świata a mi pozostanie już tylko ujeżdżanie psa i kota, które i tak, nie wiedzieć czemu, ostentacyjnie mnie ostatnio unikają. Być może ma to związek z moją magiczną różdżką i zabawą w elfy i księżniczki. Tak czy siak, focha mam małego, bo zwierzaki mogłyby okazać trochę więcej wdzięczności po tym, jak je uratowałam od śmierci głodowej pod nieobecność mamy.

Małego focha mam również na rodziców, bo tłamszą mnie artystycznie – wymyśliłam sobie, że ktoś, kto projektował tapetę w moim pokoju nie do końca przyłożył się do swojego zadania. Ja na ten przykład zawsze oddaję się całą sobą temu, co w danej chwili robię. To fakt, że czasem mnie trochę ponosi ale podobno artyści już tak mają. A wiadomo, że ja odziedziczyłam po tacie olbrzymi pierwiastek artyzmu, więc się udzielam. Zaczęłam delikatnie i nieśmiało – na karteczce. Później szlifowałam mój warsztat artystyczny na powierzchni stołu. A później ten głos w mojej głowie powiedział mi mniej więcej coś takiego: “- hrewigwefk jgfdncl”.

Nie wiem do końca co to znaczyło, ale chwilę później kątem oka widziałam siebie z grubym flamastrem w dłoni, jak nanosiłam poprawki na mojej tapecie w pokoju. Oczywiście teraz wygląda o niebo lepiej, ale rodzice mają odmienny punkt widzenia. Mój artystyczny tata też. Shame on you, daddy! Dlatego od teraz wszystkie moje eksperymenty artystyczne przeniosłam do podziemia i tworzę w tajemnicy przed rodzicami.

Mam też problem z określeniem swoich odczuć odnośnie śniegu. W końcu dane nam było się poznać, ale żeby to była miłość od pierwszej wejrzenia, to nie powiem. Jednak od zjeżdżania z górki wolę bujanie na huśtawce. Chociaż nie powiem, jak tata był reniferem i ciągnął mnie na sankach, to wchodząc ostro w zakręty czułam dreszczyk emocji. Ale ogólnie szału nie ma. Pewnie mam to po rodzicach, bo oni też średnio za śniegiem przepadają a tata to już w ogóle wypowiada się na temat zimy słowami, których tak młodej damie, jak mi nie wypada powtarzać na tym blogu.

Powiem wam też, że mama to by mogła w końcu się ogarnąć z tą Hanią i ją w końcu z tego brzucha wypuścić. Gada o niej cały czas – czasem nawet tata ma dosyć tych historii i ucieka do mnie do pokoju się ze mną pobawić, byleby tylko ich nie słuchać. Mało tego –  nawet Buba i Mak wolą spać w moim pokoju (co nie zmienia faktu, że jak się do nich zbliżam, to od razu robią ewakuację). Ja tam im się wszystkim wcale nie dziwię, bo sama słysząc codziennie pytania z cyklu: “czy wiesz, kto jest w brzuchu?” i “wiesz, kto z nami zamieszka?”,  mam ochotę otworzyć drzwi i wyjść na długi spacer. Mam jednak problem z dosięgnięciem do zamka. Mamo, Ty tak na serio? Założę się, że  już nawet nasz pies i kot potrafią odpowiedzieć na te pytania. Chociaż w sumie co do psa nie jestem pewna. Buba wydaje mi się być taka trochę nie ogarnięta. Tata wypowiada się o niej w taki sposób, że mnie, jako młodej damie nie wypada powtarzać tych słów na blogu.

Ale wracając do tematu – mamo! wyciągaj Hankę z brzucha i miejmy to już za sobą. Dla dobra nas wszystkich.

 

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!