Niektórzy twierdzą, że da się wypoczywać z dziećmi i… pewnie mają rację. Pod warunkiem, że mówimy o dzieciach, które potrafią skupić swoją uwagę na czymś dłużej, niż przez 10 minut. My potrzebowaliśmy wypoczynku. Potrzebowaliśmy odetchnąć choć na chwilę od zautomatyzowanej prozy dnia codziennego. Postanowiliśmy więc skorzystać z zaproszenia, spakowaliśmy siebie i nasze królewny, zabraliśmy psa i kota i wyruszyliśmy w trzy i półgodzinną podróż do Wiejskiej Zagrody Podlasie, by spędzić tam kilka dni. Co z tego wyniknęło? Przekonajcie się sami.

Oczywiście każda tak długa podróż samochodem rodzi wiele pytań, a kluczowym pytaniem jest to, jak bardzo nasze szkodniki dadzą nam w podróży popalić. My mieliśmy szczęście, bo podróż “tam” była po prostu idylliczna – Hanut zasnął po 15 minutach i obudził się dopiero 30 km przed celem naszej podróży. Helut też dał pięknie radę i wszyscy w doskonałych nastrojach wytarabaniliśmy się z samochodu. Przywitała nas przesympatyczna Pani Walentyna, która opiekuje się Wiejską Zagrodą oraz rozpalony kominek. W powietrzu czuć było cieplą, domową atmosferę. W połączeniu ze śniegiem za oknem, wciąż obecną choinką oraz dekoracjami świątecznymi, poczuliśmy się przez chwilę, jakbyśmy przyjechali tutaj na Boże Narodzenie.

Plan na “dzień dobry” był mega prosty – wchodzimy, szybko dokumentujemy (jeszcze) czysty obiekt, ogarniamy jedzenie i idziemy na spacer. Niestety, życie jak zwykle mocno zweryfikowało nasze plany – okazało się, że w ferworze pakowania zapomniałem wyjąć kartę SD ze slotu w komputerze i o zdjęciach mogliśmy tego dnia zapomnieć. Następnego dnia czekała mnie przymusową wycieczka w poszukiwaniu karty. Tymczasem, chwilę później Helut, Hanut, Buba i Makówa rozgościły się w salonie a my zabraliśmy się za rozpakowywanie. Gdy skończyliśmy, za oknami było już ciemno, a zmęczenie i głód na tyle dawały znać o sobie, że postanowiliśmy nasz spacer przenieść na następny dzień. Po posiłku zabraliśmy się zatem za eksplorowanie atrakcji, które oferuje Wiejska Zagroda Podlasie, a tych jest całkiem sporo.

DLA DZIECI  

W domu do dyspozycji naszych pociech jest cały kącik, w którym znajdą tonę kredek, kolorowanek oraz kartek. Gdy się już znudzą pracami plastycznymi, mogą oddać się kolejnym kreatywnym zajęciom, z wykorzystaniem dwóch ton drewnianych klocków. Później mogą poukładać puzzle, pograć w jedną z wielu gier planszowych (jest dużo opcji – w zależności od wieku), poczytać książki, pooglądać bajki na DVD lub, w przypadku starszych dzieci – pograć na konsoli Play Station. Nie jest to może najnowszy model i na pewno nie znajdziecie tutaj mega wypasionych gier, ale przecież nie o to tutaj chodzi. W okresie letnim na zewnątrz mamy do dyspozycji również plac zabaw oraz basen.

DLA DOROSŁYCH

Dorośli też nie powinni się tutaj nudzić – oprócz biblioteczki oraz wspomnianej wcześniej konsoli, można pograć w gry planszowe, karty, skorzystać z sauny, lub po prostu wyciszyć się w hamaku, przy kominku. Jest telewizor (jeśli ktoś nie potrafi bez niego żyć), oraz limitowany dostęp do Internetu (4 GB na pobyt, który można oczywiście sobie zwiększyć, doładowując konto).

DLA ZWIERZAKÓW

Niestety, z tego co wiemy, Wiejska Zagroda nie jest już przyjazna zwierzakom. Spowodowane było to niedawną sytuacją, w której pozostawiony w domu pies zniszczył stolarkę okienną. Byliśmy chyba ostatnimi gośćmi, którzy załapali się na przyjazny zwierzakom dom. Wielka szkoda, bo miejscówka aż prosi się o zabieranie ze sobą psów, ale z drugiej strony doskonale rozumiemy właścicieli, którzy wyłożyli mnóstwo serca i pieniędzy w odrestaurowanie domu. 

PANI WALENTYNA

Otóż Pani Walentyna zasługuje na trochę więcej miejsca w tym opisie, bo poza już wspomnianą wcześniej przesympatycznością, jest ona również oknem do lokalnych produktów, które możecie sobie zamówić, będąc już na miejscu. Swieże jajka, pyszny ser, ciepłe mleko prosto od krowy – proszę bardzo, Pani Walentyna załatwi to wszystko, podrzucając wam zamówione produkty prosto do domu. Mistrzostwo świata!

NASZ WYPOCZYNEK

Co mogą zrobić rodzice dwójki dzieci w wieku 10 miesięcy i 3,5 roku, będąc już na miejscu? Niestety, poza ich pilnowaniem i permanentym sprzątaniem – niewiele. Dla nas utrzymanie Hanuta w ryzach było kosmicznym wyzwaniem, bo większość dekoracji oraz wyposażenia była w jej zasięgu rąk. Płyty DVD, piloty, router, kontrolery do Play Station, ozdoby świąteczne, gry, książki i wiele, wiele innych rzeczy lądowało co chwilę na podłodze. Klocki i rekwizyty z gier były absolutnie wszędzie. Na początku staraliśmy się układać wszystko z powrotem na miejsce. Po pierwszym dniu, to co dało się przenieść wylądowało poza zasięgiem Hanki na stole w jadalni. Całą resztę sprzątaliśmy dopiero po zaśnięciu dzieci, które jak na złość wieczorem dostawały kosmicznego speeda i ostatnią rzeczą, o której myślały był sen. Nasz wolny czas na wypoczynek zaczynał się więc grubo po 22.00 a wtedy jedyną rzeczą, o której marzyliśmy, był… sen.

Na domiar złego ja znów złapałem jakiegoś wirusa, który skutecznie gwałcił moją radość z czegokowiek. W związku z wysoką temperaturą o saunie mogłem zapomnieć a wypady do okolicznych atrakcji były dla mnie raczej karą, niż obietnicą miłego spędzenia czasu z rodziną.

JEDZENIE 

W domu do dyspozycji mamy kompletnie wyposażoną kuchnię, więc można dać upust swoim zamiłowaniom kulinarnym. Jeżeli należycie do osób, które uważają, że pasje kulinarne to coś, co przytrafia się innym, możecie śmiało skorzystać z pobliskiej restauracji, w której jedzenie jest wprawdzie smaczne, ale ceny niestety mocno warszawskie.

OKOLICZNE ATRAKCJE 

Tych jest całkiem sporo i są bardzo dobrze wyszczególnione na stronie Wiejskiej Zagrody, więc nie będę ich tutaj dublował. Na marginesie dodam, że cała strona jest mega profesjonalnie przygotowana i znajdziemy tam wszystkie informacje, które mogą nam się podczas wypoczynku przydać. Również instrukcja obsługi domu jest bardzo przejrzysta (nawet, jeśli została wykastrowana z polskich ogonków) i za to należy się właścicielom wielka piątka.

My wybraliśmy się pierwszego dnia na krótki spacer po okolicznych lasach – niestety, Hance było wszystko jedno a Helut wykazywał ekscytację przez pierwsze pół godziny. Później zaczęły się negocjacje dotyczące sposobu powrotu do domu a ja dziwnym trafem dałem się namówić na drogę powrotną z dodatkowymi 14 kg na plecach. Drugiego dnia wyskoczyliśmy spotkać się żubrami do Białowieży i również tutaj scenariusz był podobny – Hance było wszystko jedno a Helut marudził, że chce już wracać bawić się do domu, oczywiście koniecznie na moich ramionach. Mój wirus i wysoka temperatura ucieszyły się niezmiernie na tą okoliczność i wszyscy razem ruszyliśmy z powrotem.

POKOJE 

Do dyspozycji gości są 3 sypialnie – każda z nich bardzo przytulna i klimatycznie urządzona. Wszystkie mieszczą się na pierwszym piętrze, co skutecznie oddziela część dzienną (kuchnię, jadalnię oraz salon) od nocnej. Bardzo brakowało nam dwóch rzeczy. Pierwszą z nich były barierki ochronne na schody, które niestety są bardzo strome i kilka razy stanęło nam serce, gdy Hanut w oka mgnieniu pokonywał dystans z salonu do schodów i najzwyczajniej w świecie zaczął się po nich wspinać. Drugą niedogodnością był brak łazienki na piętrze (jest tylko toaleta). Gdy jest ciepło, nie doskwiera to pewnie tak bardzo, ale w momencie, gdy na zewnątrz jest -10 stopni a jedyna łazienka znajduje się vis a vis drzwi wejściowych, wtedy dochodzisz do wniosku, że dzieci jednak nie są aż tak brudne, by wrzucać je do kąpieli. Wiadomo oczywiście, że nikt nie będzie specjalnie przebudowywał domu, bo nie ma takiej możliwości – ot, po prostu taka mała niedogodność, która jest uciążliwa jedynie w bardzo mroźne dni.

CZY BYŁO WARTO? 

Przyznam szczerze, że nie był to nasz najlepszy wyjazd, ale winę za to w całości ponosi moje kiepskie samopoczucie. A wiadomo, jak to u nas w związku jest – bardzo szybko podłapujemy od siebie nastrój. Niestety, ten gorszy “pożyczamy” dużo łatwiej od tego superanckiego. Nie zmienia to jednak faktu, że przez prawie 4 dni byliśmy oderwani od domowej rutyny, nie wdychaliśmy syfiastego powietrza a dzieci miały w (jak nazywała go Hela) “brązowym domku” niesamowitą frajdę. I co z tego, że musieliśmy mieć oczy dokoła głowy? I co z tego, że byliśmy zmęczeni? Dokładnie tak samo bylibyśmy zmęczeni siedząc w Warszawie a tak mieliśmy to samo, plus piękne okoliczności przyrody i cudowny, klimatyczny dom do naszej dyspozycji. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że nie było porannej spinki, żeby ogarnąc starszaka do przedszkola na czas.

Poza tym nie bez kozery mówi się, że podróże kształcą. Może niekoniecznie Helut wykazywał fascynacje żubrami i cudownymi okolicznościami przyrody, ale umówmy się – gdy byliśmy w ich wieku, byliśmy tacy sami. A na pewno jakaś cząstka tego wyjazdu pozostanie w nas i naszych dzieciach już na zawsze a o to przecież w życiu chodzi – o kolekcjonowanie doświadczeń.

Koniecznie musimy wrócić tam latem, by tym razem bez beznadziejnych wirusów i gorączek zasmakować tego niezwykłego klimatu, który serwuje swoim gościom Wiejka Zagroda Podlasie. I to chyba najlepsza rekomendacja, jaka może być – bo o wartości miejsca świadczy to, jak często chcemy tam wracać.

GALERIA


Wiejska Zagroda Podlasie
KlimatOkoliczne atrakcjeWyposażenieIdealne na wypad z dziećmiMożliwość zakupienia lokalnych produktów
Brak barierki dla dzieci na schodachŁazienka vis a vis drzwi wejściowych
4.9Wynik ogólny
Przyjazność dla dzieci
Atrakcje dla dzieci
Klimatyczność
Ocena czytelników 10 Głosów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Leave a Reply

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz
Nie ma więcej wpisów

HARMOZIOMKI & POZIOMKI!

Jest nas wszędzie pełno. Jesteśmy tutaj, na Instagramie, Facebook'u i YouTube. Czasem robimy transmisje Live. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się u nas, zapisz się do naszego newslettera. Raz w tygodniu dostaniesz od nas najciekawsze informacje ze wszystkich naszych kanałów.

Żółwik, beczka i piąteczka! Zapisałeś się do naszego wypasionego newslettera. Do przeczytania niebawem!

Albo nasze dzieci znów bawiły się naszym serwerem albo Tobie się coś pomyliło :( Spróbuj jeszcze raz!

Newsletter - srusletter. Spadówa mi z tym!